Rozpoznanie przed występem
Zanim zajęła się tropieniem nieuczciwych mediów, Rose Mackenberg pracowała jako stenografka, a później prywatna detektywka w Nowym Jorku. Z Houdinim zetknęła się przy okazji sprawy mężczyzny, który stracił pieniądze po skorzystaniu z porady medium.
Iluzjonista zatrudnił ją w 1925 roku. Prowadził już wtedy kampanię przeciw osobom pobierającym opłaty za rzekome rozmowy ze zmarłymi, ale sam był zbyt rozpoznawalny, by bez wzbudzania podejrzeń brać udział w seansach.
Mackenberg nie miała tego problemu. Mogła pojawić się wśród klientów, uważnie obserwować przebieg spotkania i sprawdzać, co medium mówi komuś, kogo historii naprawdę nie zna.
Przyjeżdżała do kolejnych miast przed występami Houdiniego. Odwiedzała miejscowe media, zbierała informacje i sporządzała szczegółowe raporty. Później iluzjonista wykorzystywał je na scenie, wskazując konkretne przykłady nadużyć.
Wymyślona żałoba i nowe nazwiska
W pracy pod przykrywką Rose potrafiła całkowicie zmienić wygląd. Raz występowała jako starsza matrona, innym razem jako służąca lub przyjezdna z prowincji. Dobierała inne ubrania, kapelusze i okulary, a także przedstawiała się pod zmienionymi nazwiskami.
Zmieniała nie tylko strój, lecz także własną historię. Podczas seansu mogła udawać wdowę, która pragnie nawiązać kontakt z nieżyjącym mężem, choć całą opowieść wymyśliła na potrzeby śledztwa.
Jeśli medium zapewniało, że otrzymało wiadomość od takiego mężczyzny, detektywka zapisywała treść rozmowy. Nie musiała później sprawdzać, czy wróżbita znał prawdziwe wydarzenia z jej życia. Wiedziała przecież, że opisywany zmarły nigdy nie istniał.
Mackenberg posunęła się nawet do uzyskania uprawnień duchownej w kilku kościołach spirytystycznych. Pozwalało jej to lepiej poznać środowisko od środka.
Zdarzało się też, że po ujawnieniu ustaleń przez Houdiniego wychodziła na scenę i osobiście potwierdzała przebieg wizyty u medium.
Zeznania w Kongresie
W 1926 roku Mackenberg razem z Houdinim zaangażowała się w działania na rzecz ograniczenia działalności wróżbitów w Waszyngtonie. Przed komisją Kongresu opowiadała o swoich wizytach na seansach oraz o sposobach wyłudzania pieniędzy od klientów.
Proponowanych przepisów ostatecznie nie przyjęto. W październiku tego samego roku Houdini zmarł, lecz jego współpracowniczka nie porzuciła dotychczasowego zajęcia.
Nadal prowadziła śledztwa na własny rachunek, odwiedzała seanse i dzieliła się doświadczeniami z czytelnikami prasy. Należała też do osób, z którymi Houdini uzgodnił wcześniej znak rozpoznawczy na wypadek próby kontaktu po jego śmierci.
Z biegiem lat Mackenberg przyznawała, że nie otrzymała od iluzjonisty żadnej wiadomości zawierającej umówiony znak. Przeżyła go o ponad czterdzieści lat. Zmarła w 1968 roku, mając za sobą wieloletnią pracę przy badaniu rzekomych kontaktów ze zmarłymi.