Ślub bez kontraktu. Po co Egipcjankom były majątkowe umowy?

Mąż zwlekał ze zwrotem majątku po rozwodzie? Musiał nadal dostarczać zboże, oliwę i pieniądze na ubrania. Taką ochronę dawała kobiecie jedna z umów z ptolemejskiego Egiptu.

Nakht i jego żona przyjmujący dary. Kopia malowidła grobowego wykonana przez Normana de Garis Daviesa w 1909 roku; oryginał z około 1410–1370 roku p.n.e. Nakht i jego żona przyjmujący dary. Kopia malowidła grobowego wykonana przez Normana de Garis Daviesa w 1909 roku; oryginał z około 1410–1370 roku p.n.e.
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Ślub bez urzędowej pieczęci

Egipskie małżeństwo opierało się na wspólnym życiu i założeniu domu. Umowa majątkowa nie była konieczna do jego zawarcia. Mogła powstać później, nawet po narodzinach dzieci.

Dokument porządkował przede wszystkim sprawy pieniędzy i własności. Określał zobowiązania męża wobec żony oraz zabezpieczenia na wypadek rozstania. Przetrwałe umowy dobrze pokazują takie rozwiązania zwłaszcza z późniejszych stuleci dziejów Egiptu.

Egipcjanka mogła mieć własny majątek, dziedziczyć i zawierać umowy we własnym imieniu. Mogła też wystąpić przed sądem bez męskiego przedstawiciela. Nie oznaczało to jednak równego dostępu kobiet i mężczyzn do wszystkich stanowisk ani jednakowej pozycji w życiu publicznym.

Mąż mógł korzystać z rzeczy należących do żony, ale nie znosiło to jej praw. Przy rozstaniu spisany majątek pomagał ustalić kwotę do zwrotu i ewentualne dalsze świadczenia.

Srebro, zboże i przyszłość dzieci

W umowie z Hawary, sporządzonej około 365–364 roku przed naszą erą, żona nosiła imię Peset. Zabezpieczenie obejmowało także ich przyszłe dzieci. Miały otrzymać majątek ojca, zarówno już posiadany, jak i nabyty później.

Wyliczenie obejmowało dom, pole, dziedziniec i zwierzęta, a także służbę. Uwzględniało nawet dokumenty poświadczające własność, potrzebne do dochodzenia praw do poszczególnych dóbr.

Na wypadek rozwodu Peset zapewniono zboże i srebro na utrzymanie oraz odzież. Świadczenia miały trafiać do wybranego przez nią miejsca zamieszkania.

Inny kontrakt, z ptolemejskiego Siut, określał wartość kosztowności wniesionych przez żonę. Po rozwodzie mąż miał wypłacić ich równowartość wraz z zapisaną w umowie dodatkową kwotą. Obowiązek zwrotu przewidziano także przy rozstaniu z inicjatywy kobiety.

Gdyby nie wypłacił pełnej należności, nadal musiał zapewniać jej określone ilości zboża, oliwy i pieniądze na ubrania. Zaległości nie przepadały. Wyprowadzka żony sama w sobie nie zamykała rachunku między małżonkami.

Umowa kapłana Pakusisa i Tetimuthes ze 172 roku przed naszą erą wyznaczała termin wypłaty po rozwodzie: trzydzieści dni. Na odwrocie zapisano szesnastu świadków. Przy takiej sprawie liczyła się zarówno obiecana kwota, jak i data jej przekazania.

Druga kobieta za tysiąc drachm

Nad Nilem żyli także Grecy, a ich kontrakty mogły obejmować sprawy wykraczające poza majątek. Herakleides i Demetria zawarli właśnie taką umowę. Nie była ona wzorem dla wszystkich egipskich małżeństw, lecz pokazuje inne rozwiązanie stosowane w tym kraju.

Demetria wnosiła ubrania i biżuterię warte tysiąc drachm. Herakleides zobowiązywał się do zapewnienia jej odpowiedniego utrzymania. Nie wolno mu było sprowadzić do domu innej kobiety ani mieć z inną dzieci.

Udowodnione naruszenie tych warunków oznaczało zwrot posagu i dodatkową zapłatę tysiąca drachm. Demetria miała przedstawić dowód trzem osobom zaakceptowanym przez oboje małżonków.

Umowa nakładała ograniczenia również na Demetrię: udowodnione zhańbienie męża groziło utratą posagu. Każda ze stron mogła zachować własny egzemplarz dokumentu i posłużyć się nim przeciw drugiej. Przy rozstaniu oboje mieli więc pod ręką wcześniej zapisane warunki.

Wybrane dla Ciebie