Rzymski list wydobyty z odpadków. Przetrwał blisko 2000 lat

Klaudia Sewera chciała spędzić urodziny z przyjaciółką, więc wysłała jej serdeczne zaproszenie. Dopisała nawet kilka słów własną ręką, choć resztę wiadomości sporządził ktoś inny. Jej drewniany list znaleziono blisko dwa tysiące lat później wśród pozostałości rzymskiego fortu w północnej Anglii.

 Zaproszenie Klaudii Sewery do Sulpicji Lepidiny, odnalezione w Vindolandzie. Licencja: CC BY-SA 3.0; fot. Michel wal. Zaproszenie Klaudii Sewery do Sulpicji Lepidiny, odnalezione w Vindolandzie. Licencja: CC BY-SA 3.0; fot. Michel wal.
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

Urodziny Klaudii Sewery

Sewera świętowała 11 września. Zapraszając Sulpicję Lepidinę, zapewniała, że jej przyjazd uprzyjemni ten dzień.

Nie znamy dokładnego roku planowanego spotkania: list pochodzi z lat 97–105 n.e. Zachował się w Vindolandzie, rzymskim forcie na pograniczu Brytanii.

Do przyjaciółki zwracała się jak do siostry. W wiadomości znalazło się też miejsce dla obu rodzin: Sewera przesyłała pozdrowienia mężowi Lepidiny, a jej własny mąż i mały syn dołączali swoje. Adresatka była żoną Cerialisa, dowódcy Vindolandy.

Obie kobiety pisały do siebie częściej. W innym liście Sewera wspominała, że zgodnie z obietnicą zapytała męża o pozwolenie na odwiedziny u Lepidiny. Wiadomość jest uszkodzona, ale zachowała jeszcze jedno osobiste pożegnanie nadawczyni. Urodzinowe zaproszenie było więc częścią dłuższej korespondencji między przyjaciółkami.

Kilka słów własną ręką

Najwięcej o Sewerze mówią ostatnie linijki zaproszenia. Litery wyglądają tam inaczej niż w głównej części listu. Badacze przypisują ten dopisek samej nadawczyni; wcześniejszy tekst najprawdopodobniej zapisała osoba pełniąca rolę skryby.

Sewera jeszcze raz zapewniała, że będzie oczekiwała przyjaciółki, i żegnała ją bardzo serdecznie. Kilka własnoręcznie dodanych słów należy do najstarszych znanych przykładów pisma kobiety po łacinie. Pomoc przy sporządzaniu listu nie oznaczała zatem, że jego autorka nie umiała pisać.

Całą wiadomość zmieszczono na drewnianym arkusiku mierzącym około 22 na 10 centymetrów. Na odwrocie znalazł się adres: do Sulpicji Lepidiny, żony Cerialisa, od Sewery.

Pisano atramentem bezpośrednio na drewnie. W Vindolandzie używano także tabliczek pokrytych woskiem, na którym kreślono litery rylcem, ale to zaproszenie wykonano inną metodą.

Rodziny przy rzymskim forcie

Lepidina żyła w miejscu, które kojarzy się przede wszystkim z żołnierzami. Dowódca fortu miał jednak duży dom wewnątrz umocnień i mieszkał w nim z rodziną. Wojskowe pogranicze było również światem kobiet, dzieci i prywatnych znajomości.

Nie wszystkie rodziny miały taki sam status. Oficerowie mogli się żenić, podczas gdy zwykłym żołnierzom nie wolno było wówczas zawierać prawnie uznawanych małżeństw.

Wielu mimo to miało partnerki i dzieci. Rodziny żyły w osadach przy fortach, obok kupców i rzemieślników obsługujących wojskową społeczność.

Drobne sprawy tego świata wracają w dokumentach z Vindolandy. Obok meldunków i rachunków są listy rodzinne, wiadomości o zakupach oraz narzekania na złe drogi. Jeden z fragmentów wspomina przesyłkę skarpetek, dwóch par bielizny i dwóch par sandałów. Zaproszenie na urodziny zachowało się wśród takich codziennych zapisków.

Zaproszenie ocalało w mokrej ziemi

List Sewery przetrwał na podmokłym wysypisku w pobliżu domu dowódcy. W głębokich warstwach stanowiska brakowało tlenu, co hamowało rozkład materiałów organicznych. Cienkie drewno miało tam szansę przetrwać stulecia.

Pierwsze tabliczki z Vindolandy odkryto w 1973 roku. Na zaproszenie Sewery natrafiono w 1985 roku; dzisiaj należy do zbiorów British Museum. W naukowym katalogu ma numer 291.

Wydobywanie takich wiadomości wymaga wyjątkowej ostrożności. Badacz Scott Vanderbilt opisał, jak podczas wykopalisk w 2019 roku przeglądano mokrą ziemię gołymi dłońmi. Rękawiczki utrudniały wyczuwanie kruchego drewna. Znaleziony przez niego fragment umieszczono w pojemniku z wodą z wykopu i od razu przekazano do konserwacji.

Wybrane dla Ciebie