Budowała w domu maleńkie trupy. Dziś uczą się na nich amerykańscy śledczy
Frances Glessner Lee mogła spokojnie przeżyć życie jako milionerka z towarzystwa. Zamiast tego, mając 65 lat, zaczęła budować makiety miejsc zbrodni, tak precyzyjne, że amerykańscy śledczy uczą się na nich do dziś. Miniaturowe papierosy wypełniała prawdziwym tytoniem. Listy pisała pojedynczym włosem pędzla. A policjanci, którym pokazywała te "domki dla lalek", dostawali na każdy dokładnie 90 minut, zakaz dotykania czegokolwiek i jedno zadanie: znaleźć ciało, zanim zrobi to za nich wyobraźnia.