WAŻNE
TERAZ

Zamknął ją w wieży, a potem zabił. Zagadka śmierci Ludgardy

Otwierali ciała ciężarnych. Tak rodziło się położnictwo

Przez ponad dwa stulecia lekarze zachwycali się atlasem, który zrewolucjonizował położnictwo. Niewielu zadawało pytanie, skąd pochodziły ciała ciężarnych kobiet przedstawionych z niezwykłą precyzją na jego kartach. Gdy historycy zaczęli liczyć i porównywać fakty, pojawiło się podejrzenie, że za jednym z największych dzieł XVIII-wiecznej medycyny może kryć się mroczna tajemnica.

Ilustracja poglądowa Ilustracja poglądowa
Źródło zdjęć: © Wikipedia

Mężczyzna na sali porodowej

William Smellie urodził się 5 lutego 1697 roku w szkockim Lanark. Medycynę zgłębiał między innymi w Paryżu, a w 1745 roku osiadł w Londynie.

Trafił tam w przełomowym momencie. Porody, od stuleci pozostające domeną akuszerek, coraz częściej stawały się przedmiotem zainteresowania lekarzy, którzy chcieli podporządkować tę dziedzinę rozwijającej się nauce.

Smellie szybko zdobył opinię specjalisty od najtrudniejszych przypadków. Udoskonalił konstrukcję kleszczy położniczych, prowadził wykłady i przez lata odebrał tysiące porodów u kobiet z różnych warstw społecznych.

W historii medycyny zapisał się jako jeden z twórców nowoczesnego brytyjskiego położnictwa, przenosząc tę dziedzinę z tradycji przekazywanej przez akuszerki do świata anatomii, chirurgii i uniwersyteckiego nauczania.

W tym samym czasie w Londynie karierę robił drugi szkocki lekarz: William Hunter. Urodzony 23 maja 1718 roku anatom i położnik wykładał anatomię, prowadził własną szkołę medyczną, a z czasem został lekarzem królowej Charlotte, członkiem Royal Society oraz profesorem anatomii w Royal Academy.

Choć ich kariery przebiegały nieco inaczej, obu łączył ten sam cel: jak najdokładniejsze poznanie anatomii kobiety ciężarnej.

Skąd brano ciała

Właśnie na tych badaniach obaj lekarze zbudowali swoją renomę. William Smellie i William Hunter dokumentowali anatomię ciężarnych kobiet z dokładnością, jakiej wcześniej nie osiągnął nikt w Wielkiej Brytanii.

Powstałe ryciny i preparaty anatomiczne stały się podstawą słynnych atlasów, z których przez kolejne dziesięciolecia uczyły się całe pokolenia lekarzy.

Z czasem uwagę historyków zwróciło jednak coś innego. Atlas przedstawiał ciała kobiet na niemal każdym etapie ciąży, tworząc wyjątkowo kompletny obraz rozwoju płodu. Pojawiło się więc pytanie, skąd w XVIII wieku wzięto tak dużą liczbę ciężarnych zwłok.

To właśnie tutaj zaczynał się problem. W ówczesnej Anglii legalny dostęp do ciał był bardzo ograniczony. Anatomowie mogli prowadzić sekcje przede wszystkim na zwłokach skazańców straconych za najcięższe przestępstwa, a takich egzekucji było zdecydowanie za mało, by zaspokoić potrzeby rozwijających się szkół medycznych.

Dlatego w Londynie rozwinął się proceder tzw. resurrectionists, czyli ludzi wykradających świeżo pochowane ciała z cmentarzy i sprzedających je anatomom.

To właśnie nielegalny handel zwłokami przez długi czas uznawano za najbardziej prawdopodobne źródło materiału trafiającego do pracowni anatomicznych Smelliego, Huntera i innych lekarzy XVIII wieku.

Czy za atlasem kryła się zbrodnia

W 2010 roku na łamach "Journal of the Royal Society of Medicine" historyk medycyny Don Shelton opublikował artykuł zatytułowany "The Emperor's New Clothes". Postawił w nim tezę, która wywołała poruszenie wśród badaczy. Jego zdaniem liczby nie zgadzały się z oficjalnymi wyjaśnieniami.

Shelton argumentował, że William Smellie, William Hunter i John Hunter dysponowali zbyt dużą liczbą ciał kobiet w zaawansowanej ciąży, by można było wyjaśnić to wyłącznie legalnymi sekcjami, naturalnymi zgonami czy wykradaniem zwłok z cmentarzy.

Historyk oszacował, że do przygotowania słynnych preparatów mogło zostać wykorzystanych od 35 do 40 ciężarnych kobiet. Wraz z nienarodzonymi dziećmi dawałoby to blisko 80 ofiar.

Shelton podkreślał jednak, że nie dysponuje bezpośrednimi dowodami zbrodni. Swoją hipotezę oparł przede wszystkim na analizie statystycznej oraz zachowanych źródeł z epoki.

Jednym z jego argumentów były dane dotyczące śmiertelności ciężarnych kobiet w XVIII-wiecznym Londynie. W jego ocenie prawdopodobieństwo zgromadzenia w krótkim czasie tak dużej liczby ciał kobiet znajdujących się na różnych etapach ciąży było wyjątkowo niewielkie.

Zwracał również uwagę na wzmiankę z 1818 roku autorstwa Josepha Adamsa dotyczącą doktora MacKenziego, który miał samodzielnie przeprowadzić sekcję jednej z kobiet, nie informując o tym Smelliego.Dla Sheltona był to ślad istnienia nieudokumentowanego sposobu pozyskiwania zwłok.

Dowodów wciąż nie ma

Artykuł Sheltona wywołał żywą dyskusję, ale nie przekonał większości historyków medycyny. Krytycy wskazywali, że autor oparł swoją teorię na poszlakach i analizach statystycznych, a nie na dokumentach potwierdzających popełnienie przestępstw.

Przypominali również, że część ilustracji mogła przedstawiać te same preparaty z różnych perspektyw, a Smellie i Hunter jako uznani lekarze mieli dostęp do znacznie większej liczby przypadków klinicznych niż przeciętni anatomowie.

Do dziś nie odnaleziono żadnego dokumentu ani wiarygodnego świadectwa, które łączyłoby Smelliego lub Huntera z zabójstwami ciężarnych kobiet. Hipoteza Dona Sheltona pozostaje więc jedną z najbardziej kontrowersyjnych teorii w historii medycyny.

Wybrane dla Ciebie