Pierwsza żona króla
Kazimierz Wielki przez całe życie czekał na męskiego potomka, którego nigdy się nie doczekał. To pragnienie ciążyło na wszystkich jego związkach i czyniło z kolejnych żon przede wszystkim narzędzia dynastycznej polityki. Pierwszą z nich była Aldona, córka wielkiego księcia litewskiego Giedymina, poślubiona w 1325 roku.
Jan Długosz przedstawiał Aldonę jako kobietę uczciwą i hojną wobec potrzebujących, która kochała zabawy, tańce i jazdę konną. Gdziekolwiek się udawała, towarzyszyli jej śpiewacy z harfami, bębnami i piszczałkami.
Urodziła Kazimierzowi dwie córki, Elżbietę i Kunegundę, lecz nie doczekała ich zamążpójścia. Zmarła przedwcześnie w 1339 roku, mając zaledwie trzydzieści lat, a jeden z roczników zanotował, że odeszła w sposób "straszny", choć co kryło się za tym słowem, pozostaje tajemnicą.
Kazimierz szybko pogodził się ze śmiercią żony i zaczął szukać następnej, która wreszcie powiłaby mu upragnionego syna. Ten pośpiech stał się zapowiedzią tego, jak król miał traktować kolejne kobiety w swoim życiu.
Niemka odesłana do Żarnowca
W 1341 roku Kazimierz poślubił w Poznaniu niemiecką księżniczkę Adelajdę, córkę landgrafa Hesji. W dniu ślubu miała zaledwie siedemnaście lat i była od króla młodsza o czternaście.
Małżeństwo to od początku nie należało do udanych, bo Kazimierz oddał się bez reszty cielesnym uciechom, zdradzając żonę na potęgę.
Adelajda nie zamierzała biernie znosić wybryków męża, który omijał jej komnatę szerokim łukiem. Gorąco namawiała go do zmiany postępowania, lecz niczego nie wskórała.
Co więcej, ponawiając swoje apele, jedynie rozwścieczyła wybuchowego władcę. W odpowiedzi Kazimierz odsunął ją od siebie i osadził na zamku w Żarnowcu nad Pilicą.
Tam Adelajda spędziła kolejnych piętnaście lat życia. Choć nie brakowało jej niczego pod względem materialnym, o odwiedzinach męża musiała zapomnieć, a jego podobiznę oglądała już tylko na portretach.
Jej udręka skończyła się dopiero w 1356 roku, gdy specjalnie po nią przyjechał ojciec i zabrał ją z powrotem do ojczyzny. Trudno o bardziej wymowny obraz tego, jak Kazimierz potrafił obejść się z niewygodną żoną.
Nałożnice i bigamia z Czeszką
Podczas gdy Adelajda usychała w Żarnowcu, jej małżonek bawił się w najlepsze. Według źródeł król dla zaspokojenia swoich żądz utrzymywał wiele nałożnic po różnych dworach i zamkach, żyjąc z nimi jawnie i publicznie. Jedną z nich była niejaka Cudka, córka kasztelana sieciechowskiego, która dała mu trójkę dzieci, hojnie później wyposażonych w królewskim testamencie.
Niestały w uczuciach Kazimierz nie poprzestał jednak na kochankach. W Pradze poznał piękną mieszczkę Krystynę Rokiczaną, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia.
Zadurzony król nie tylko się z nią zaręczył, ale wręcz pojął ją za żonę, choć wciąż formalnie pozostawał mężem Adelajdy. Związkowi pobłogosławił opat tyniecki Jan, który nie śmiał sprzeciwić się wybuchowemu władcy, mimo że ślub był jawną bigamią.
Małżeństwo z Krystyną skończyło się równie szybko, jak zaczęło. Ponoć król oddalił ją od siebie, gdy wkrótce po ślubie odkrył u niej świerzb i łysinę.
Czy rzeczywiście tak było, trudno orzec, lecz pewne jest, że do Czeszki już nigdy nie wrócił. Te kolejne związki utrwaliły w Europie wizerunek Kazimierza jako bigamisty, który zmienia kobiety jak rękawiczki.
Bezsilny gniew papieża
Adelajda nie zamierzała pogodzić się ze swoim losem. Gdy jeszcze przebywała w Polsce, z pomocą arcybiskupa gnieźnieńskiego napisała list do papieża Klemensa VI, w którym żaliła się na swoje położenie i prosiła o interwencję. Głowa Kościoła ujęła się za nią, nakazując Kazimierzowi, by oddalił od siebie wszystkie nałożnice i nie kalał łoża małżeńskiego.
Król w ogóle nie przejął się tymi napomnieniami. Co więcej, odwrócił sytuację, oskarżając samą Adelajdę o rozkład ich pożycia.
W te zapewnienia uwierzył następny papież, Innocenty VI, który w piśmie do królowej namawiał ją do pojednania z mężem. Pewny siebie monarcha uparcie podtrzymywał swoją wersję wydarzeń, nie zamierzając niczego zmieniać.
Jednocześnie Kazimierz usilnie zabiegał o unieważnienie małżeństwa z Adelajdą. W tym celu budował kościoły i klasztory, nadawał dobra i dbał o powstawanie świątyń w zakładanych wsiach, licząc na przychylność Kościoła.
Papiestwo nie dało się jednak zwieść tym gestom i konsekwentnie stało na stanowisku, że związek króla z Niemką pozostaje nierozerwalny. Spór ten miał wkrótce doprowadzić do tragedii, bo gdy pewien odważny duchowny ośmielił się publicznie wytknąć królowi jego rozwiązłe życie, przypłacił to śmiercią w nurtach Wisły.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026). Książkę można zakupić na empik.com pod tym linkiem.