Ucieczka z Port Jackson
Pierwsza brytyjska kolonia karna w Nowej Południowej Walii istniała wówczas zaledwie od trzech lat. Brakowało żywności, racje zmniejszano, a skazańcy nie mieli wielkich powodów, by wierzyć, że ich sytuacja szybko się poprawi.
Mary Bryant odbywała siedmioletni wyrok za napaść i rabunek. W Australii poślubiła Williama Bryanta, rybaka, który również trafił tam jako skazaniec. W 1791 roku mieli dwoje małych dzieci: kilkuletnią Charlotte i niespełna rocznego Emanuela.
William znał się na żegludze i miał dostęp do łodzi używanych do połowów. Ucieczki nie przygotowano więc z dnia na dzień. Wcześniej zgromadzono kompas, mapy, żywność, broń oraz inne zapasy potrzebne podczas długiej podróży.
Starannie wybrano także moment. W porcie nie znajdował się wtedy żaden statek, który mógłby natychmiast ruszyć w pościg, a nocne warunki utrudniały strażnikom obserwację wejścia do zatoki.
Jedenaście osób w jednej łodzi
Bryantowie zabrali ze sobą dwoje dzieci oraz siedmiu innych skazańców. W niewielkim kutrze znalazło się więc jedenaście osób.
Nie chodziło im o to, by przepłynąć do pobliskiej zatoki i ukryć się gdzieś na wybrzeżu. Ich celem był holenderski Timor, oddalony od Sydney o tysiące kilometrów.
Łódź ruszyła na północ. Uciekinierzy płynęli wzdłuż wschodniego wybrzeża Australii, zatrzymując się tam, gdzie mogli uzupełnić zapasy wody i pożywienia. Po drodze wielokrotnie spotykali rdzennych mieszkańców kontynentu. Niektóre kontakty kończyły się wymianą, inne przebiegały w napiętej atmosferze.
Największym przeciwnikiem pozostawała jednak sama podróż. Otwarta łódź nie dawała żadnej osłony ani przed deszczem, ani przed palącym słońcem, a silniejszy sztorm mógł w każdej chwili zakończyć całą wyprawę.
Przez Cieśninę Torresa do Timoru
Uciekinierzy przepłynęli wzdłuż Wielkiej Rafy Koralowej, a następnie pokonali Cieśninę Torresa. Później musieli jeszcze przeciąć wody na północ od Australii i skierować się ku Timorowi.
Podróż trwała 69 dni. Według Australian Dictionary of Biography grupa pokonała około 3254 mil, czyli ponad 5200 kilometrów.
Najbardziej niezwykłe jest to, że do celu dotarli wszyscy. 5 czerwca 1791 roku łódź wpłynęła do Kupangu na zachodnim Timorze.
Uciekinierzy mieli przygotowaną historię dla miejscowych władz. Przedstawili się jako rozbitkowie, którzy stracili statek i cudem zdołali ocalić życie.
Kłamstwo działało tylko przez chwilę
Holenderskie władze początkowo uwierzyły w opowieść o rozbitkach. Po ponad dwóch miesiącach spędzonych w otwartej łodzi Bryantowie i ich towarzysze mogli wreszcie odpocząć.
Nie trwało to jednak długo. Ich prawdziwa tożsamość została odkryta, grupę zatrzymano, a następnie rozpoczęła się długa droga powrotna pod brytyjską kontrolę.
To właśnie powrót okazał się tragiczniejszy niż sama ucieczka. W Batavii, dzisiejszej Dżakarcie, zmarli William Bryant i mały Emanuel. Charlotte nie przeżyła późniejszej podróży do Wielkiej Brytanii.
Mary dotarła do Anglii w 1792 roku i została osadzona w więzieniu Newgate. Jej historia wzbudziła jednak ogromne zainteresowanie. W sprawę zaangażował się James Boswell, znany pisarz i prawnik, a w maju 1793 roku Mary Bryant została ułaskawiona.