Bunt, który urósł z oburzenia
Okaleczenie palatyna Piotra Włostowica, dokonane na rozkaz Władysława Wygnańca i za namową jego żony Agnieszki Babenberg, miało wstrząsnąć całym krajem. Wprawdzie część możnowładców przyjęła wiadomość o kaźni z nieukrywaną satysfakcją, lecz większość się oburzyła. Los powszechnie szanowanego palatyna pokazał bowiem, że nikt nie może już czuć się bezpieczny.
Od Władysława zaczęli masowo odchodzić panowie świeccy i duchowni, zrażeni okrucieństwem seniora i przerażeni, że podobne represje mogą w końcu dotknąć ich samych. Szczególnie zagrożeni czuli się ludzie blisko związani z wygnanym Piotrem. Strach szybko przerodził się w otwarty opór.
Na czele buntu, przynajmniej w jego początkowej fazie, stanął dworzanin i bliski współpracownik Włostowica imieniem Roger. Nawoływał on do zemsty na księciu i jego, jak to ujmowano, krwiożerczej partnerce.
Wezwania te padły na podatny grunt, a do sprzysiężenia przystępowało coraz więcej ludzi. Najpierw byli to możni ze Śląska, do których z czasem dołączali panowie z innych dzielnic, w tym z sąsiedniej Małopolski.
Klęska dumnych małżonków
To właśnie poparcie możnowładztwa, działającego ręka w rękę z młodszymi braćmi Władysława, przesądziło w 1146 roku o ostatecznej klęsce seniora i jego żony. Para książęca, dotąd pewna swego zwycięstwa, nie doceniła potęgi możnych, którzy w krytycznych momentach rozdawali karty i decydowali o losach państwa.
Władysław i Agnieszka nie poszli w ślady wielkich przodków i nie przywrócili jedności monarchii. Zamiast tego zmuszono ich do ucieczki z Polski.
Najpierw uciekł sam Władysław, a potem dołączyła do niego ambitna małżonka, która nawet w najgorszych koszmarach nie spodziewała się takiego końca.
Agnieszka przez pewien czas z godną podziwu zaciętością broniła Krakowa przed napierającymi szwagrami, lecz ostatecznie i to na nic się zdało. Para książęca zlekceważyła znaczenie możnowładztwa i za tę pomyłkę zapłaciła najwyższą cenę, okrywając się hańbą.
Spotkał ich w istocie ten sam los, jaki wcześniej zgotowali palatynowi, czyli wygnanie z kraju. Z tą jednak różnicą, że oni sami nie ucierpieli fizycznie.
Daremne błagania o powrót
Podczas gdy okaleczony Włostowic schronił się na Rusi, Władysław Wygnaniec znalazł ostatecznie dach nad głową w Niemczech. Jego spotkanie z żoną i synami na obczyźnie było wstrząsające, a do oczu napływały mu łzy żalu za utraconym dziedzictwem.
Mimo wszystko głęboko wierzył, że wygnanie jest jedynie stanem przejściowym i że uda mu się wrócić do kraju.
By przyspieszyć ten moment, złożył hołd lenny królowi niemieckiemu Konradowi III, swojemu szwagrowi, licząc na zbrojną interwencję w swojej sprawie.
Król rzeczywiście zebrał wojsko i wyruszył na wschód, lecz utknął gdzieś na granicy polsko-niemieckiej i ostatecznie zawrócił do domu. Na otarcie łez przekazał Władysławowi w lenno Altenburg, gdzie wygnany książę osiadł z całą rodziną.
Zabezpieczony finansowo Władysław nie ustawał w staraniach. Uzyskał audiencję u papieża, który w 1149 roku wysłał do Polski swojego legata, a ten rzucił klątwę na wszystkich przeciwników wygnanego seniora.
Interwencja papieska nie przyniosła jednak żadnej poprawy, bo polskie duchowieństwo zlekceważyło zarządzenie Stolicy Apostolskiej.
Śmierć z dala od ojczyzny
Nadzieja wróciła w 1157 roku, gdy przeciwko młodszym braciom Władysława wyruszył sam cesarz Fryderyk Barbarossa, następca zmarłego Konrada III.
Juniorzy musieli ukorzyć się przed cesarzem pod Poznaniem. Ich uległość sprawiła jednak, że Barbarossa w ogóle nie podjął sprawy powrotu wygnanego seniora.
Był to dla Władysława ogromny cios. Okazało się, że cesarz traktował jego interesy czysto instrumentalnie i nie zamierzał walczyć o jego powrót.
Z tą gorzką świadomością piastowski książę zmarł dwa lata później, w 1159 roku. Nawet po śmierci nie sprowadzono jego ciała do ukochanej ojczyzny, lecz pochowano go w Pegau w Saksonii.
Niewiele lepszy los spotkał Agnieszkę. Dumna księżna, która przez lata u boku męża zabiegała o odzyskanie władzy nad Wisłą, również zmarła na obczyźnie, między rokiem 1160 a 1163. Spoczęła w niemieckim klasztorze w Pforcie, nigdy nie doczekawszy powrotu do kraju, o który tak zaciekle walczyła.
Symetria losów
Zupełnie inaczej potoczyły się losy ich ofiary. Piotr Włostowic nie tylko odzyskał majątek, ale został też przywrócony do łask. Stało się to za sprawą Bolesława Kędzierzawego, jednego z młodszych braci Władysława, który sprowadził okaleczonego palatyna wraz z rodziną z ruskiego wygnania.
Wiek i kalectwo nie pozwoliły już Włostowicowi na powrót do polityki. Zmarł w 1153 roku, a ostatnie lata życia poświęcił na budowę kościoła we Wrocławiu.
Pochowano go obok żony w opactwie na Ołbinie. Choć do końca nosił na twarzy ślady książęcej zemsty, dożył spokojnej starości we własnej ojczyźnie.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026).
Książkę można zakupić na empik.com pod tym linkiem.