Ostatni książęta Mazowsza
Stanisław i Janusz byli dwoma ostatnimi książętami mazowieckimi z rodu Piastów. Obaj zmarli młodo w latach dwudziestych XVI wieku, w odstępie zaledwie dwóch lat, a ich niemal równoczesne zgony natychmiast wzbudziły podejrzenia o otrucie. Współcześni nie chcieli uwierzyć, że dwaj silni, młodzi mężczyźni odeszli z przyczyn naturalnych.
Podejrzenia padały na wiele osób. Obwiniano nawet królową Bonę Sforzę, która powszechnie uchodziła za trucicielkę, a jej włoskie otoczenie za wprawnych skrytobójców.
Nikt jednak nie przyłapał królowej na gorącym uczynku, a poza oszczerstwami politycznych przeciwników brak jakichkolwiek dowodów jej winy. Oskarżenia wobec Bony pozostały więc w sferze plotek.
Zupełnie inaczej przedstawiała się sprawa Katarzyny Radziejowskiej. To właśnie ona, według szczegółowej relacji spisanej tuż po śmierci Janusza, miała stać za otruciem obu książąt.
Miłość, która zamieniła się w nienawiść
Katarzyna Radziejowska była młodą i ambitną wojewodzianką, którą natura obdarzyła niepospolitą urodą. Przebywając na dworze mazowieckim, uwiodła księcia Stanisława i pragnęła spędzić u jego boku resztę życia.
Te plany pokrzyżowała jednak księżna Anna, matka Stanisława, której związek syna z wojewodzianką zupełnie nie odpowiadał.
Z polecenia księżnej Katarzynę usunięto z dworu. Dumna kobieta nie zamierzała puścić tego afrontu płazem. Według źródeł w akcie zemsty otruła najpierw samą Annę, a następnie Stanisława, który ostatecznie nie odwzajemnił jej uczucia. Odrzucona kochanka miała więc uderzyć w dwie osoby naraz, czyli w tę, która ją wygnała, oraz w tego, który jej nie chciał.
Do wyeliminowania Stanisława Katarzyna posłużyła się starostą błońskim Piotrem Jordanowskim. Mężczyzna ten miał zadurzyć się w niej bez pamięci, być na każde jej skinienie i wykonywać wszystkie polecenia. To właśnie on, ślepo jej oddany, miał podać księciu zatrutą pieczeń, która przypieczętowała jego los.
Zatruta pieczeń i proces starosty
Z przekazów wynika, że Jordanowski nie poprzestał na Stanisławie. Regularnie podtruwał też księcia Janusza, który odmówił poślubienia Katarzyny Radziejowskiej.
Gdy intryga wyszła na jaw, starostę pojmano i wtrącono do więzienia, po czym rozpoczął się proces mający dostarczyć dowodów jego winy.
Zeznania wydobyto od świadków za pomocą ciężkich tortur. Na ich podstawie ustalono, że faworyt Katarzyny kupił truciznę w płockiej aptece za pośrednictwem niejakiego Mikołaja Mroczkowskiego i kilkakrotnie podał ją Januszowi. To wystarczyło, by skazać Jordanowskiego na śmierć przez ścięcie.
Sama Radziejowska uniknęła tego losu. Nie czekając na wynik śledztwa, który łatwo było przewidzieć, uciekła z Mazowsza i schroniła się na ziemiach należących do Korony. Stamtąd, jak głosi relacja, miała koordynować dalszą akcję zgładzenia Janusza, którego wciąż nie udało się dobić.
Spalone żywcem na oczach gawiedzi
Według przekazu Katarzyna działała dalej za pośrednictwem szlachcianki, niejakiej Kliszewskiej, która namówiła dwóch służących z książęcego dworu do otrucia ich pana. Tym razem zamach się powiódł, a Janusz zmarł. Sprawcy nie zdołali jednak umknąć przed karą, bo do lochów trafiło łącznie kilkanaście osób.
Kliszewską wraz z inną podejrzaną spalono żywcem niedługo po śmierci Janusza w 1526 roku. Obie kobiety rozebrano do naga i przywiązano łańcuchami do słupa obłożonego drewnem, które następnie podpalono.
Była to kaźń przerażająca nawet jak na standardy epoki. Według jednego ze źródeł skazane piekły się przez cztery godziny, biegając wokół słupa, aż wreszcie zmarły.
Ta makabryczna egzekucja zdawała się potwierdzać winę spiskowców. Cała historia o mściwej wojewodziance, zatrutej pieczeni i spalonych wspólniczkach brzmiała jak gotowy dramat kryminalny.
Problem w tym, że jej najważniejszy fundament, czyli zeznania świadków, wydobyto na torturach, a te potrafiły wymusić praktycznie każde wyznanie.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026). Książkę można zakupić na empik.com pod tym linkiem.