Martwe dziecko nad rzeką
Historia zaczęła się kilka miesięcy wcześniej w okolicach Kelso. 19 grudnia 1723 roku nad brzegiem Tweedu znaleziono ciało nowo narodzonego chłopca. Poszukiwania jego matki doprowadziły do Margaret (Maggie) Dickson, zamężnej kobiety, która żyła wówczas z dala od męża.
Dickson przyznała, że urodziła dziecko, utrzymywała jednak, że przyszło ono na świat martwe. Na ciele chłopca nie znaleziono oczywistych śladów przemocy, a zachowane materiały procesowe nie dają mocnych podstaw, by stwierdzić, że kobieta rzeczywiście zabiła noworodka.
Sąd skupił się jednak na czymś innym. Dickson ukrywała ciążę i rodziła bez świadków. Szkocka ustawa z 1690 roku pozwalała w takich okolicznościach uznać zatajenie ciąży za podstawę do obciążenia matki odpowiedzialnością za śmierć dziecka.
Wyrok mimo wątpliwości
Obrona próbowała wykazać, że przepis nie powinien mieć w tej sprawie zastosowania. Podnoszono między innymi, że Dickson była mężatką, podczas gdy ustawa była wymierzona przede wszystkim w kobiety ukrywające ciąże pozamałżeńskie.
Sąd nie przyjął tej argumentacji. 3 sierpnia 1724 roku ława przysięgłych uznała Margaret za winną, a następnie skazano ją na śmierć przez powieszenie.
Miesiąc później przewieziono ją na Grassmarket, tradycyjne miejsce publicznych egzekucji w Edynburgu. Z zachowanego opisu wynika, że po powieszeniu kat ciągnął ją za nogi, aby przyspieszyć śmierć. Po odpowiednio długim czasie ciało zdjęto z szubienicy i złożono w trumnie.
Rodzina otrzymała zgodę, by zabrać Margaret do Inveresk w pobliżu Musselburgh i tam ją pochować.
Kobieta w trumnie żyła
W czasie drogi wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. Margaret zaczęła dawać oznaki życia.
Najwcześniejsze relacje nie są zgodne we wszystkich szczegółach. Według jednej z nich jeszcze przed opuszczeniem Edynburga doszło do szarpaniny między rodziną a ludźmi, którzy chcieli przejąć ciało. W jej trakcie trumna miała zostać uszkodzona. Później przypuszczano, że dostęp powietrza oraz wstrząsy podczas jazdy mogły pomóc kobiecie odzyskać przytomność.
Jedno nie budzi jednak wątpliwości: Margaret Dickson przeżyła własną egzekucję.
Wieść o niezwykłym wydarzeniu szybko się rozeszła. Jej przypadek opisywano w drukach ulotnych i późniejszych kronikach, a sama Margaret zyskała przydomek "Half-Hangit Maggie" – "na wpół powieszona Maggie".
Egzekucji nie powtórzono
Najbardziej rozpowszechniona wersja tej historii głosi, że szkockie prawo nie pozwalało powiesić Margaret po raz drugi, ponieważ wydany wyrok został już wykonany. Późniejsze opracowania potwierdzają, że kobieta pozostała przy życiu, a królewski oskarżyciel nie próbował ponownie doprowadzić do wykonania kary.
Znacznie ostrożniej należy podchodzić do popularnej opowieści, według której właśnie po tym wydarzeniu do wyroków zaczęto dopisywać formułę "powiesić aż do śmierci". Nie ma mocnych dowodów, że zmianę wprowadzono specjalnie z powodu przypadku Dickson.
Pewne jest natomiast, że już w październiku 1724 roku, zaledwie kilka tygodni po egzekucji, Margaret znów pojawiła się publicznie w Edynburgu. Przyszła zobaczyć miejsce, w którym niedawno miała umrzeć, a jej obecność przyciągnęła tłum gapiów.