Śpiewała tłumom skazanym na śmierć. Podejrzenia ścigały ją do końca

Matowy kontralt zachwycał Warszawę przed wojną, a potem getto słuchało jej, jakby chciało zatrzymać czas. Po wyzwoleniu okazało się, że talent nie wystarczy, by oczyścić się z plotki. Wiera Gran spędziła pół wieku, próbując udowodnić niewinność, której nikt nie potrafił podważyć w sądzie, a wielu wciąż w nią nie wierzyło.

Wiera Gran / Domena publicznaWiera Gran / Domena publiczna
Źródło zdjęć: © Domena publiczna | Autor nieznany

Dziewczynka z Wołomina, której kapitałem był głos

Dwojra Grynberg urodziła się 20 kwietnia 1916 roku w rodzinie, która w domu mówiła po rosyjsku, a granice Europy dopiero miały się ułożyć na nowo. Po I wojnie światowej Grynbergowie osiedli w Wołominie przy ulicy Pocztowej. Eliasz, ojciec trzech córek, zmarł, kiedy Dwojra miała 3 lata. Opiekę nad domem przejęła samotna Luba.

Ciasne, wynajmowane mieszkanie szybko nauczyło dziewczynkę zaradności. Przyszła Wiera podnosiła oczka w pończochach i pracowała jako manikiurzystka — 50 groszy od klientki. Jedną z nich była Irena Prusicka, prowadząca w Warszawie szkołę tańca. Ta znajomość okazała się początkiem zupełnie nowego życia.

Pod koniec sierpnia 1931 roku rodzina ścisnęła się w jednym pokoju przy Elektoralnej 8 w stolicy. Wiera trafiła do gimnazjum, a Prusicka, znająca jej sytuację, zwolniła ją z czesnego w swojej szkole tańca. Na parkiecie ćwiczyła obok Stefanii Grodzieńskiej i Franciszki Mann. Pierwsza została jej przyjaciółką na całe życie, druga zginęła w czasie wojny.

Wypadek, który zrobił z niej piosenkarkę

Do warszawskiego lokalu Café Paradise przy Nowym Świecie 3/5 przyszła jako tancerka, zatrudniona przez Abrama Wachsmachera dzięki rekomendacji Prusickiej. Przełomem okazał się wypadek samochodowy na rogu Placu Trzech Krzyży i Książęcej, gdy wracała z muzykami z Wilanowa. Złamana miednica i noga w gipsie wykluczały taniec. Dyrektor zaproponował, by spróbowała śpiewać refreny zza kurtyny — tak, by "niepełnoletnia panienka" nie ściągnęła na lokal kontroli administracyjnej.

Twarzą w twarz z publicznością stanęła 1 lutego 1934 roku, wykonując "Tango Brazylijskie". Niski, matowy kontralt brzmiał zupełnie inaczej niż słodkie soprany kabaretowych gwiazd. Występowała pod pseudonimem "Maleńka", a recenzent w 1936 roku trafnie zauważył, że odnalazła swoje miejsce jako diseuse — śpiewaczka opowiadająca tekstem.

Stawki rosły w błyskawicznym tempie. Z 5 złotych za wieczór doszła do 25, potem do 150, a w radiowych "Podwieczorkach przy mikrofonie" dostawała 300. Robotnik nie zarabiał miesięcznie tyle, ile ona za jeden występ. W 1936 roku przeprowadziła się z rodziną na Hożą 40 i do Paradisu chodziła pieszo. Nagrywała dla Syreny Electro, później także dla Odeonu.

Wiosną 1937 roku straciła angaż w Teatrze Wielka Rewia przez własną brawurę. Zamiast pojawić się na przedstawieniu, poszła na recital słynnej Lucienne Boyer w Teatrze Wielkim — i usiadła obok dyrektora rewii. Następnego dnia zwolnienie podpisała Mira Zimińska, która postawiła ultimatum. Karierę kontynuowała w kawiarniach IPS, "Sztuka i Moda", "Bagatela", a od 1938 roku w "Café Vogue" przy Złotej. Ostatnie wakacje przed wojną spędziła w sopockim Grand Hotelu i planowała wyjazd na występy do Paryża.

Sztuka na Lesznie 2

Wojna zatrzymała ją w Polsce. Jesienią 1939 roku trafiła do Lwowa, gdzie śpiewała w "Palace", "Stylowym" i "Marysieńce". Towarzyszył jej Kazimierz Jezierski, lekarz starszy od niej o 2 lata, z którym pozostanie związana przez 36 lat. Po likwidacji lwowskich teatrów stanęła przed wyborem: jechać w głąb Związku Radzieckiego z którymś z zespołów albo wracać do Generalnego Gubernatorstwa. Wybrała drugą drogę.

Pod koniec marca 1941 roku przekroczyła mury warszawskiego getta, by połączyć się z matką i siostrami. Pracę zaczęła w "Melody Palace", a od kwietnia tego samego roku występowała w kawiarni "Sztuka" przy Leszno 2. To była scena, na której getto żyło, dopóki mogło. Akompaniował jej Adolf Goldfeder, później Janina Pruszycka, a z czasem Władysław Szpilman.

W kwietniu 1942 roku do repertuaru wszedł utwór, który stał się jej największym przebojem. "Jej pierwszy bal" Szpilman skomponował na motywach walca z opery "Casanova" Ludomira Różyckiego, słowa napisał Władysław Szlengel. Sam Szlengel uwiecznił piosenkarkę w wierszu "Résumé, czyli krakowiaki makabryczne", a Antoni Marianowicz wspominał, że "Sztuka" przyciągała tłumy właśnie dzięki Wierze Gran.

W getcie Wiera robiła więcej, niż śpiewała. We wspomnieniach przypisywała sobie założenie wspólnie z kuzynką Alą Gołąb-Grynberg sierocińca przy Nowolipkach 12, zwanego Izbą Zatrzymań, gdzie przebywało nawet 100 dzieci. Inne relacje sytuują artystkę raczej w roli mecenaski tej inicjatywy. Pewne jest, że agitowała wśród bogatszych mieszkańców getta o pomoc — wśród nich znaleźli się piekarz Dawid Blajman, ale też postacie cieszące się fatalną opinią: kolaborant Abraham Gancwajch oraz wojenni dorobkiewicze Moryc Kohn i Zelig Heller. Te kontakty wrócą do niej rykoszetem.

Wyjście, ukrycie, dziecko

Ostatnią piosenką, jaką zaśpiewała w "Sztuce", było "Umówmy się" w połowie lipca 1942 roku. Niemcy uruchomili wtedy codzienne transporty z Umschlagplatzu do Treblinki. Wiera wyszła z getta 2 sierpnia, gmachem sądów na Lesznie, dzięki pomocy Jezierskiego.

Przez dwa miesiące nocowała u kolejnych znajomych w Warszawie — między innymi w szpitalu Świętego Rocha i w mokotowskim mieszkaniu Bednarskich. Stałe lokum znalazła w Starych Babicach pod stolicą, gdzie Jezierski praktykował jako lekarz. Posługiwała się papierami na nazwiska Weronika Gacka i Wanda Czajkowska. Próbowała wyciągnąć z getta jedną z sióstr, ale wybuch powstania w kwietniu 1943 roku przekreślił te plany. Z całej rodziny okupację przeżyła tylko ona.

10 czerwca 1944 roku urodziła syna Jerzego Zbigniewa. Chłopiec zmarł po trzech miesiącach. Do wkroczenia Armii Czerwonej Wiera zostawała w Babicach i tylko sporadycznie zaglądała do stolicy.

Donos, milicja, cela na Pradze

Pierwszy występ po wojnie dała 9 listopada 1945 roku w Polskim Radiu, z orkiestrą Stefana Rachonia. Akompaniowali jej Władysław Szpilman i Czesław Aniołkiewicz. Zaśpiewała wówczas "Jej pierwszy bal". Niewiele wcześniej zaczął jednak krążyć po Warszawie szept, że wyjście z getta okupiła współpracą z gestapo.

Sama poszła na komisariat milicji na Pradze, żeby sprawę wyjaśnić. Niedługo potem, 30 kwietnia 1945 roku, milicjanci zapukali do jej drzwi i odwieźli ją do siedziby Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przy Sierakowskiego 7, w gmachu dawnego Żydowskiego Domu Akademickiego. Przesłuchania były wielokrotne i brutalne. Wiera konsekwentnie zaprzeczała.

Sprawą zajęły się równolegle Specjalny Sąd Karny i sąd koleżeński Związku Artystów Scen Polskich. ZASP w październiku 1945 roku orzekł, że jej zachowanie podczas okupacji było "bez zarzutu". Pod orzeczeniem podpisał się Aleksander Zelwerowicz. Prokurator Rudzewicz w postępowaniu karnym wniósł o umorzenie, argumentując, że oskarżenia opierają się na pomówieniach, a nie na faktach. 26 listopada 1945 roku sędzia umorzył sprawę "wobec braku cech przestępstwa". Później oczyściły artystkę jeszcze dwie kolejne instancje: Komisja Weryfikacyjna Muzyków w 1946 roku stwierdziła, że "nie naruszyła honoru Polki", a Sąd Honorowy Centralnego Komitetu Żydów w Polsce potwierdził jej niewinność.

Cztery uniewinnienia — w innej historii to byłby koniec sprawy. W przypadku Wiery Gran tak się nie stało. Plotka okazała się trwalsza od orzeczeń.

Dodatkowy ciężar przyniosła sama biografia jej partnera. Kazimierz Jezierski po wojnie związał się z aparatem bezpieczeństwa i jako lekarz więzienny podpisywał akty zgonu zamordowanych żołnierzy podziemia, w tym rotmistrza Witolda Pileckiego. Bliskość z człowiekiem o takim życiorysie stała się drugim, milczącym argumentem oskarżycieli — niezależnie od tego, co orzekły sądy.

Ucieczka przez Izrael, Wenezuelę i Paryż

Próbowała grać dalej. W 1946 roku koncertowała w krakowskiej "Casanovie", występowała w Łodzi z Mieczysławem Foggiem, nagrywała dla Odeonu w Poznaniu, śpiewała z orkiestrą Stefana Rachonia. W lipcu 1950 roku wystąpiła nawet w radiowym "Eterku" Jeremiego Przybory jako Lola van Szezlong. Atmosfera wokół jej nazwiska nie ustępowała.

W listopadzie 1950 roku wyjechała z Polski do Izraela, "aby znaleźć swój dom". Władze odebrały jej polskie obywatelstwo, choć Polką czuła się do końca życia — w rozmowie z Jerzym Płaczkiewiczem powiedziała wprost, że Polska to jej kraj. W Tel Awiwie czekały na nią kolejne oskarżenia, m.in. ze strony Adolfa Bermana i Pesacha Bursztajna, oraz bojkot środowiska. 6 lipca 1952 roku ruszyła do Francji. Występowała w hotelu "Comodor" i kabarecie "Dinarzade" — wspominała, że król Jordanii przychodził posłuchać, jak śpiewa po rosyjsku.

Rok 1953 zaprowadził ją do Wenezueli, później do Paryża. W połowie lat pięćdziesiątych francuska krytyka i publiczność uznały Wierę za gwiazdę. Występowała w teatrze "Alhambra" Maurice'a Chevaliera, współpracowała z Charles'em Aznavourem i Jacques'em Brelem. Pojawiła się we francuskim filmie dokumentalnym o getcie warszawskim "Le temps du ghetto" Frederica Rossifa z 1961 roku.

W 1965 roku przyjechała na trzy miesiące do Polski. Zaśpiewała w Teatrzyku na Pięterku, wystąpiła w sylwestrowym programie Telewizji Polskiej i nagrała longplay z zespołem Jerzego Abratowskiego. Według Haliny Szpilman odwiedziła wtedy Władysława Szpilmana w jego mokotowskim domu.

Sztafeta oszczerców

W 1971 roku poleciała do Izraela, ale organizatorzy odwołali jej koncerty z powodu zapowiadanych protestów. Próbowała wówczas spotkać się ze swoim głównym oskarżycielem, Jonasem Turkowem — kierownikiem Centralnej Komisji Imprezowej w getcie. Jak twierdzili znający sprawę, Turkow ścigał ją z prywatnej urazy: uważał, że to przez Wierę Gran jego żona, śpiewaczka Diana Blumenfeld, nie zrobiła kariery, na którą zasługiwała. Innym przeciwnikom artystka wytoczyła procesy o zniesławienie. Tego samego roku przestała śpiewać.

7 maja 1973 roku wyjechała na stałe do Paryża i zasiadła do pisania książki "Sztafeta oszczerców". Autobiografia ukazała się 2 października 1980 roku w Paryżu nakładem własnym — jako głośna, świadoma obrona jej własnej godności. Sprawy sądowe w Izraelu odkładano przez całą dekadę z powodów proceduralnych; ostatecznie postępowanie zawieszono w 1982 roku, bo oskarżyciele nie stawiali się w sądzie. Na estradę Wiera już nie wróciła.

Pod koniec życia jej pamięć zaczęła płatać figle. Wzięły górę ostre lęki i nieufność, a w mieszkanku przy Chardon Lagache 61 mieszały się wspomnienia z urojeniami o nocnych pukaniach do drzwi i okien. Pod koniec 2006 roku artystka trafiła do domu emeryta w Lailly-en-Val, później do Domu Świętego Kazimierza w Paryżu, gdzie opiekę sprawowały nad nią polskie siostry zakonne.

Cisza nad grobem w Pantin

Zmarła 19 listopada 2007 roku. Tego samego dnia Marcin Przybylski czytał w radiu ostatni odcinek powieści "Bądź moim Bogiem" Remigiusza Grzeli, zainspirowanej życiem Wiery. Po lekturze radio podało wiadomość o śmierci.

Pogrzeb odbył się 26 listopada w żydowskiej kwaterze cmentarza w podparyskim Pantin. Towarzyszyło jej trzynaście osób, w tym cztery zakonnice, dwóch rabinów i mistrz ceremonii. Teresa Czekaj przygotowała oprawę muzyczną i nad otwartą mogiłą zabrzmiały "Kadisz" Ravela, "Warszawa mego dzieciństwa", "Błogosławiony niech będzie Paryż" oraz "Tango Notturno". Grób przez 10 lat pozostawał nieoznaczony.

Sprowadzenie ciała do Polski przez lata bezskutecznie próbowały wynegocjować rodziny i środowiska polonijne. Dopiero w 2017 roku, dzięki dotacji Senatu RP i darowiźnie krewnego Andrew Greena, wykupiono wieczystą koncesję, a w listopadzie tego samego roku stanął granitowy nagrobek według projektu Andrzeja Niewęgłowskiego. Opiekę nad miejscem pochówku sprawuje Towarzystwo Opieki nad Polskimi Zabytkami i Grobami Historycznymi we Francji.

Wiera Gran została odznaczona medalem Gloria Artis. Mówiła nienaganną polszczyzną i do końca uważała się za polską artystkę. Cztery instancje uznały ją za niewinną.

Wybrane dla Ciebie