Nagie zdjęcia Marilyn Monroe. Tak pomogły jej w karierze

W 1952 roku prasa ustaliła, że naga modelka z popularnego kalendarza to Marilyn Monroe, której kariera właśnie nabierała rozpędu. Studio obawiało się skandalu i chciało, by aktorka zaprzeczyła. Monroe zrobiła coś odwrotnego: przyznała, że pozowała do zdjęć, i wyjaśniła, że kilka lat wcześniej po prostu potrzebowała pieniędzy.

Marilyn Monroe w 1953 r.Marilyn Monroe w 1953 r.
Źródło zdjęć: © Domena publiczna | Studio publicity still

Za sesję 50 dolarów

Zdjęcia powstały w 1949 roku, gdy 22-letnia Monroe była jeszcze przede wszystkim modelką i początkującą aktorką. Fotograf Tom Kelley zaproponował jej nagą sesję. Otrzymała za nią 50 dolarów.

Później opowiadała, że wcześniej odrzucała podobne propozycje. Zgodziła się dopiero wtedy, gdy znalazła się w trudnej sytuacji finansowej i potrzebowała pieniędzy na podstawowe wydatki.

Nie były to prywatne fotografie, które ktoś później wykradł lub opublikował bez jej wiedzy. Zdjęcia od początku wykonano z myślą o sprzedaży do kalendarza.

Monroe podpisała zgodę na wykorzystanie wizerunku jako Mona Monroe i zrzekła się praw do fotografii.

Zdjęcie staje się sensacją

Początkowo sesja nie wywołała większego zainteresowania. Modelka nie była jeszcze gwiazdą, więc jej nazwisko niewiele mówiło szerokiej publiczności.

Wszystko zmieniło się kilka lat później. W 1952 roku Monroe była już coraz bardziej rozpoznawalna, a prasa połączyła ją z nagą modelką widoczną na kalendarzu.

Dla 20th Century Fox był to poważny problem wizerunkowy. Studio inwestowało w karierę aktorki i obawiało się, że historia o nagiej sesji zaszkodzi jej właśnie wtedy, gdy zaczynała zdobywać popularność.

Według późniejszych relacji przełożeni namawiali Monroe, aby zaprzeczyła, że to ona znajduje się na zdjęciach. Aktorka nie posłuchała.

Monroe nie próbuje zaprzeczać

Publicznie przyznała, że rzeczywiście pozowała Kelleyowi. Zamiast przedstawiać sesję jako tajemniczy skandal, opowiedziała o okolicznościach, w których powstała: była młoda, miała niewiele pieniędzy i potrzebowała zarobku.

Jej odpowiedzi nie przypominały przygotowanego przez studio oświadczenia. Kiedy zapytano ją, co miała na sobie podczas sesji, miała odpowiedzieć, że "radio było włączone".

Żart szybko zapamiętano. Monroe nie negowała oczywistych faktów i nie próbowała udawać, że zdjęcia dotyczą kogoś innego. Dzięki temu cała historia straciła część skandalizującego charakteru.

Po skandalu

Publikacja fotografii nie przekreśliła kariery aktorki. Przeciwnie, jeszcze mocniej związała jej publiczny wizerunek z seksualnością, która w następnych latach stała się jednym z najważniejszych elementów jej filmowej legendy.

Nie oznacza to jednak, że Monroe kontrolowała dalsze wykorzystanie zdjęć. Zrzekła się praw do fotografii, a kolejne osoby mogły na nich zarabiać długo po wykonaniu sesji.

"Red Velvet", jak nazwano najbardziej znane ujęcie, nie było też jedynym zdjęciem wykonanym przez Kelleya. Powstała cała seria fotografii, które z czasem nabierały coraz większej wartości właśnie dlatego, że przedstawiały już nie anonimową modelkę, lecz jedną z najsłynniejszych aktorek Hollywood.

Najważniejsza okazała się więc nie sama sesja, ale reakcja Monroe, gdy jej przeszłość została ujawniona. Zamiast wdawać się w zaprzeczenia, potwierdziła fakty i przedstawiła prostą historię młodej kobiety, która zgodziła się na pracę, ponieważ potrzebowała pieniędzy.

Wybrane dla Ciebie