Rzymianie dodawali mocz do prania. Tak czyścili ubrania

W rzymskiej pralni ubranie trafiało pod stopy pracownika, który ugniatał je w misie z płynem. Do czyszczenia tkanin wykorzystywano nawet mocz. Siarka służyła do bielenia, a prasa z dwiema wielkimi śrubami pomagała wygładzić materiał.

Pozostałości pralni Stephanusa w Pompejach, urządzonej w dawnym domu mieszkalnym. Fot. Carole Raddato, CC BY-SA 2.0Pozostałości pralni Stephanusa w Pompejach, urządzonej w dawnym domu mieszkalnym. Fot. Carole Raddato, CC BY-SA 2.0
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons 2.0

Pranie zaczynało się od deptania

Pracownik wkładał materiał do wody ze środkami czyszczącymi, wchodził do misy i ugniatał go nogami. W dużych pralniach w Ostii, innym rzymskim mieście, przy takich stanowiskach stały niewielkie murki. Można było się o nie oprzeć i utrzymać równowagę podczas deptania. Ręce znajdowały więc podparcie, a brud usuwano pracą stóp.

Sam nacisk nie wystarczał. Do wody dodawano substancje pomagające pozbyć się tłuszczu, wśród nich mocz. Stosowano też ziemię folarską: specjalny materiał mineralny, który pochłaniał tłusty brud.

Z tej kąpieli tkanina wychodziła z pozostałościami środków czyszczących. Trzeba było ją zatem wypłukać. W dużych zakładach w Ostii przenoszono materiał do basenów, większych od mis przeznaczonych do deptania.

Zakład nazywano po łacinie fullonica, a jego pracowników fullones. Zajmowali się zarówno odzieżą oddaną przez klienta, jak i nowym materiałem z warsztatu tkackiego. Tkanina, której nikt jeszcze nie nosił, również wymagała oczyszczenia i wykończenia. Z usług zakładu korzystano więc już przed pierwszym założeniem ubrania.

Dom zamieniony w pralnię

W Pompejach na potrzeby jednego z takich zakładów przebudowano dom mieszkalny. Znamy go jako pralnię Stephanusa. Mieścił się przy ulicy nazywanej dziś Via dell’Abbondanza i działał przed erupcją Wezuwiusza, która zasypała miasto w 79 roku. Zachowane zbiorniki pokazują, jak dom dostosowano do nowej pracy.

Pośrodku atrium, czyli centralnej części domu, znajdowała się wcześniej sadzawka zbierająca deszczówkę. Przerobiono ją na większy zbiornik do prania. Kolejne baseny urządzono w dawnej części ogrodowej.

Mokre tkaniny trzeba było jeszcze wysuszyć. Suszarnię urządzono na górze: dawny dom zyskał taras, na którym rozwieszano ubrania. Na dole pracowano więc przy zbiornikach z wodą, a nad głowami pracowników schło pranie.

Szczotki, siarka i wielka prasa

Po wysuszeniu wełna trafiała pod szczotkę. Czesanie podnosiło jej włos, czyli drobne włókna na powierzchni materiału.

Na malowanym filarze z innej pompejańskiej pralni widać pracownika przy rozwieszonej tkaninie. W ręce ma dużą metalową szczotkę z ostrymi zębami. Narzędzie wymagało już pracy rąk, choć wcześniej tę samą tkaninę ugniatano nogami.

Białe materiały można było dodatkowo wybielić. Rozkładano je na plecionym stelażu, pod którym spalano siarkę. Na tkaninę działały jej opary. Na malowidle pracownik niesie właśnie taki wiklinowy sprzęt oraz naczynie z płonącą siarką. Nad stelażem namalowano sowę, znak opieki nad fullonami.

Ten ptak pojawia się także w żarcie zapisanym w pompejańskiej pralni. Napis przerabia początek "Eneidy", słynnego antycznego poematu. Zamiast opiewać broń i wojownika, jego autor oznajmia: "Opiewam fullonów i sowę, nie broń i męża". Sowa odnosiła się do Minerwy, bogini opiekującej się rzemiosłem.

Do wygładzania materiału służyła z kolei prasa. Na kolejnym fragmencie malowanego filaru pokazano drewniane podłoże i dwie duże śruby, którymi dociskano tkaninę.

W jednym zabytku utrwalono więc i pracę nóg, i szczotkowanie, i sprzęt do bielenia oraz wygładzania. Ten filar znajduje się dziś w Narodowym Muzeum Archeologicznym w Neapolu.

Klient mógł zgłosić skargę

Na malowidłach są również sceny oglądania i przekazywania materiału. Kobieta przygląda się tkaninie prezentowanej przez inną kobietę.

W kolejnej scenie pracownik podaje ubranie kobiecie stojącej przed nim. Obok pracy przy praniu pokazano więc również moment, w którym gotowa rzecz przechodziła z rąk do rąk.

Oddanie cudzej rzeczy albo zwrot uszkodzonego materiału mogły sprowadzić na rzemieślnika kłopoty. Rzymskie prawo dopuszczało w takich przypadkach skargę przeciw fullonowi. Klient powierzający ubranie do czyszczenia mógł dochodzić swoich praw, jeśli otrzymał inne lub uszkodzone.

Po deptaniu, szczotkowaniu i prasowaniu pozostawał jeszcze jeden obowiązek: zwrócić właściwe ubranie jego właścicielowi.

Wybrane dla Ciebie