Plaga tańca w Strasburgu. Co wydarzyło się w 1518 roku?

Latem 1518 roku mieszkańcy Strasburga zaczęli tańczyć tak długo, że część opadała z sił. Lekarze zalecili, by pozwolić im tańczyć dalej. Miasto wynajęło muzyków, lecz wkrótce zabroniło publicznych tańców.

Trzy kobiety dotknięte plagąTrzy kobiety dotknięte plagą
Źródło zdjęć: © Domena publiczna | Pieter Bruegel Starszy

Początek kryzysu

Strasburg był wtedy wolnym miastem Rzeszy i ważnym ośrodkiem handlowym nad Renem. Nieurodzaje, drożyzna, głód i kolejne choroby sprawiały jednak, że wielu jego mieszkańców żyło w ciągłym napięciu.

Według późniejszych przekazów zaczęło się od kobiety nazywanej Frau Troffea, czyli panią Troffeą. W lipcu miała pojawić się na ulicy i zacząć tańczyć bez muzyki. Podobno nie potrafiła przestać przez kolejne dni, a wkrótce dołączali do niej inni.

Nie znamy nawet pewnej daty początku wydarzeń: jedne przekazy wskazują 14 lipca, inne 22 lipca. Historię Troffei opisał Paracelsus, lekarz i alchemik, który przyjechał do Strasburga dopiero osiem lat później. Nie widział więc jej tańca na własne oczy.

Kuracja z muzyką

Rada miejska poprosiła lekarzy o opinię. Ci uznali, że przyczyną dolegliwości jest nadmiar "gorącej krwi". Takie wyjaśnienie wynikało z teorii humoralnej, według której zdrowie zależało od równowagi płynów w ludzkim ciele.

Lekarze zalecili, by chorzy tańczyli, aż dolegliwość minie. Miasto udostępniło im rynek zbożowy i pomieszczenia cechowe, a przy targu końskim stanęła drewniana platforma. Wynajęto również muzyków. Według części relacji silni mężczyźni podtrzymywali tancerzy opadających z sił.

Pomysł szybko porzucono, ponieważ kryzys nie ustępował. Rada zaczęła ograniczać publiczne tańce i muzykę, do których wcześniej sama zachęcała.

Zakaz i pielgrzymki

Z sierpnia 1518 roku zachował się dokument podpisany przez Sebastiana Branta, sekretarza strasburskiej rady i autora "Okrętu błaznów".

Za urządzanie tańców groziła kara 30 szylingów, a zakaz miał obowiązywać do 29 września. To zapis z czasu kryzysu, potwierdzający, że władze próbowały powstrzymać publiczne tańce.

Część chorych wysyłano do sanktuarium św. Wita w pobliżu Saverne. W średniowieczu i epoce nowożytnej kojarzono go z drgawkami i niekontrolowanymi ruchami. Wierzono, że może zarówno sprowadzić taką dolegliwość, jak i od niej uwolnić.

Jedna z relacji opisuje rytuał odprawiany nad przywożonymi chorymi. Zakładano im czerwone buty, na których kreślono krzyże poświęconym olejem, a następnie skrapiano je wodą święconą. Do rąk wkładano im małe krzyże.

Ilu było tancerzy?

Często powtarza się, że w Strasburgu tańczyło około 400 osób. Nie zachował się jednak spis uczestników, a kronikarze różnie opisywali skalę wydarzeń. Dokładna liczba pozostaje nieznana.

Podobnie jest z ofiarami. W wielu późniejszych tekstach można przeczytać, że w najgorszym okresie umierało nawet 15 osób dziennie.

Takiego bilansu nie ma w dokumentach miejskich z czasu kryzysu. Doniesienia o licznych zgonach pojawiają się dopiero w późniejszych przekazach.

Wyczerpanie, głód i choroby mogły doprowadzić do śmierci niektórych tancerzy. Nie wiadomo jednak, ile zgonów rzeczywiście wiązało się z przymusowym tańcem.

Opowieść o setkach mieszkańców, którzy "zatańczyli się na śmierć", wykracza poza to, co pozwalają stwierdzić zachowane zapisy.

Sporysz czy stres?

Jedno z wyjaśnień wskazuje na sporysz, grzyb rozwijający się na zbożach, zwłaszcza na życie. Zawarte w nim substancje mogą powodować drgawki, zaburzenia świadomości i halucynacje.

Zatrucie sporyszem wiąże się jednak także z silnym bólem, skurczami naczyń krwionośnych i niedokrwieniem kończyn, a w ciężkich przypadkach z martwicą. Trudno pogodzić te objawy z wielogodzinnym czy wielodniowym tańcem kolejnych mieszkańców.

Inne wyjaśnienie to zbiorowa reakcja psychogenna. Ludzie żyli w napięciu wywołanym głodem i chorobami, a zarazem znali opowieści o św. Wicie, który miał karać przymusowym tańcem.

Silny stres może powodować rzeczywiste objawy fizyczne, nawet jeśli nie wywołuje ich trucizna ani zakażenie. Nie oznaczałoby to więc, że tancerze udawali.

Po pięciu stuleciach nie da się rozstrzygnąć, co wywołało ich zachowanie. Nie wiadomo też, ilu mieszkańców dotknęła dolegliwość ani ile osób zmarło w związku z nią.

Wybrane dla Ciebie