Afera naszyjnikowa. Skandal, który pogrążył Marię Antoninę

W 1784 roku kardynał de Rohan spotkał w ogrodach Wersalu kobietę, którą uznał za Marię Antoninę. Nie wiedział, że rozmawia z wynajętą sobowtórką, a cała scena była tylko etapem oszustwa mającego wyłudzić jeden z najdroższych klejnotów Europy.

Portret Marii Antoniny w 1783 r. Portret Marii Antoniny w 1783 r.
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Róża w ciemności

W nocy 11 sierpnia 1784 roku kardynał Louis de Rohan czekał w Gaju Wenus, zakątku wersalskich ogrodów. Z mroku wyszła kobieta w białej sukni, podobnej do tych, które nosiła Maria Antonina, żona króla Ludwika XVI. Podała mu różę, zapewniła, że dawne urazy poszły w niepamięć, i po chwili zniknęła.

Kardynał odszedł uszczęśliwiony. Był wielkim jałmużnikiem Francji, czyli najważniejszym duchownym dworu, a królowa od lat nie chciała z nim rozmawiać.

Kobieta z ogrodu nazywała się Nicole Le Guay. Miała 22 lata, wcześnie została sierotą i zarabiała jako prostytutka w ogrodach paryskiego Palais-Royal, gdzie kazała się tytułować baronową d'Oliva. Wybrano ją, bo była łudząco podobna do królowej.

Scenę wyreżyserowała 28-letnia oszustka Jeanne de Valois-Saint-Rémy. Chodziło jej o naszyjnik wart 1,6 miliona francuskich liwrów.

Naszyjnik bez kupca

Klejnot zrobili nadworni jubilerzy Charles Auguste Böhmer i Paul Bassenge. Wprawili w niego prawie 650 diamentów o łącznej wadze niemal 2800 karatów. Liczyli, że kupi go Ludwik XV dla swojej faworyty, Madame du Barry, ale król zmarł w 1774 roku.

W 1782 roku zaproponowali klejnot Ludwikowi XVI, wnukowi zmarłego, ale Maria Antonina nie chciała go przyjąć. Jubilerzy obniżyli cenę, a kupca wciąż nie było.

Łzy nad Polską

W latach 1772-1774 Rohan był ambasadorem Francji w Wiedniu, na dworze cesarzowej Marii Teresy, matki Marii Antoniny. Akurat wtedy Austria, Prusy i Rosja dokonywały pierwszego rozbioru Polski. Maria Antonina pisała matce w 1777 roku, że to człowiek "bardzo złych zasad" i groźny intrygant.

Cesarzową opisał w liście, z którego śmiali się potem dworzanie w Wersalu. Pisał, że płakała nad losem uciśnionej Polski, ale łzy miała na zawołanie: jedną ręką ocierała je chusteczką, drugą chwytała miecz, by wziąć udział w rozbiorze jako trzecia.

Jeanne pochodziła od nieślubnego syna króla Henryka II, ale dorastała w biedzie. Z mężem Nicolasem, oficerem żandarmerii, tytułowała się hrabiną de La Motte, choć tytuł wymyślili sami. Kardynałowi wmówiła, że jest zaufaną królowej i może go z nią pogodzić. Potrzebowała tylko dowodu.

Podpis fałszerza

Już przed nocą w ogrodzie Rohan dostawał przez Jeanne listy od "królowej". Pisał je jej kochanek Rétaux de Villette, zręczny fałszerz, z każdym razem cieplej, aż kardynał uwierzył, że królowa się w nim zakochała.

W styczniu 1785 roku Jeanne przyniosła mu nowinę. Królowa pragnie naszyjnika, ale w trudnych dla kraju czasach nie chce kupować go otwarcie i potrzebuje dyskretnego pośrednika. Rohan zgodził się spłacić klejnot w czterech ratach przez dwa lata.

Villette podpisywał listy "Marie Antoinette de France". Kardynał nie zauważył, że francuscy monarchowie podpisywali się samym imieniem. 1 lutego 1785 roku jubilerzy przekazali mu naszyjnik. Kardynał zawiózł go do mieszkania Jeanne w Wersalu i wręczył mężczyźnie, którego wziął za posłańca królowej.

Wspólnicy rozebrali klejnot, a Nicolas de La Motte sprzedawał diamenty w Londynie. Böhmer i Bassenge czekali na pieniądze.

Areszt w Galerii Zwierciadeł

Pierwsza rata, 400 tysięcy liwrów, przypadała na sierpień 1785 roku. Zaniepokojony Böhmer napisał do królowej. Maria Antonina nie zrozumiała, o co chodzi, i spaliła list. Jubiler poszedł więc do jej pierwszej pokojowej, pani Campan, a ta powtórzyła wszystko władczyni.

15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia, kardynał szykował się do uroczystej mszy w kaplicy pałacowej. Wezwano go do króla, a gdy wychodził, aresztowano go w Galerii Zwierciadeł, reprezentacyjnej sali pałacu, na oczach zdumionych dworzan. Zatrzymanie przygotował baron de Breteuil, minister dworu królewskiego i stary wróg Rohana.

W Bastylii, paryskiej twierdzy-więzieniu, spędził dziewięć miesięcy w wygodnym mieszkaniu, gdzie przyjmował gości. Paryżanie widzieli w nim ofiarę despotycznego dworu i czekali na wyrok.

Litera V

31 maja 1786 roku sędziowie Parlamentu paryskiego, najważniejszego sądu królestwa, uniewinnili kardynała i Nicole d'Olivę, która w Bastylii urodziła dziecko, a w sądzie nie umiała odpowiedzieć na żadne pytanie bez płaczu. Tysiące ludzi świętowały pod Bastylią upokorzenie królowej.

Villette'a skazano na wygnanie, a ukrytego w Londynie Nicolasa zaocznie na dożywotnie wiosłowanie na galerach. Najciężej zapłaciła Jeanne. 21 czerwca kat wychłostał ją publicznie i napiętnował rozżarzonym żelazem literą V, od voleuse, czyli złodziejka. Wyrywała się tak mocno, że piętno zamiast w ramię trafiło w pierś.

Na dożywocie trafiła do Salpêtrière, paryskiego więzienia dla kobiet. Uciekła po roku przebrana za chłopca, a w Londynie wydała wspomnienia, w których znów oskarżała królową. Zmarła w 1791 roku po upadku z okna, gdy uciekała przed wierzycielami.

Kardynałowi król zakazał pokazywać się na dworze i zesłał go do opactwa La Chaise-Dieu w Owernii. Maria Antonina była w tej sprawie ofiarą, ale wielu Francuzów uwierzyło, że maczała w niej palce. Trzy lata później wybuchła rewolucja.

Wybrane dla Ciebie