Rzeźbiarka przy ludzkim mózgu
Na woskowym popiersiu Morandi odsłania szczypcami opony mózgowe, czyli błony otaczające mózg. Swojego męża, Giovanniego Manzoliniego, pokazała z kolei przy otwartym sercu. Oboje zajmowali się badaniem ludzkiego ciała i rzeźbieniem jego części. Te dwa portrety pozwalają więc zobaczyć małżonków przy pracy, która przyniosła im rozgłos.
Własny wizerunek dopracowała także w szczegółach stroju, wykorzystując m.in. jedwab, włosy i perły. W koronkach sukni zachował się nawet drobny ślad jej życia poza pracownią. Podczas konserwacji rzeźby w 1997 r. znaleziono tam dwie karteczki świadczące o przynależności Anny do instytucji dobroczynnych.
Morandi uczyła się rysunku i rzeźby, a w 1740 r. poślubiła Manzoliniego, również artystę. W połowie lat 40. prowadzili już wspólną pracownię w domu.
Zanim jednak mogli pokazać uczniom gotowe modele, musieli poznać to, co mieli odtworzyć. Przeprowadzali sekcje zwłok, wyjmowali narządy i dokładnie badali ich budowę. Dopiero wtedy przychodziła pora na rzeźbienie.
Prawdziwe kości pod warstwą wosku
W gotowych modelach znajdowało się zresztą więcej prawdziwych fragmentów ciała, niż można by się spodziewać po woskowych rzeźbach. Morandi wykorzystywała kości, chrząstki, zęby i włosy. Do podtrzymywania swoich prac używała drutów i konopi.
Tak przygotowana kolekcja pomagała rozwiązać kłopot, który dawał się anatomom we znaki szczególnie latem. W upale zwłoki szybko się rozkładały.
Woskowe narządy pozwalały natomiast prowadzić naukę przez cały rok. Anna mogła uczyć we własnym domu także podczas gorących miesięcy, a lekarze i studenci poznawali budowę ciała na wykonanych przez nią modelach.
Ich przeznaczenie dobrze widać na tablicy poświęconej oku. Morandi pokazała na niej, co pozwala gałce ocznej poruszać się w różne strony. W środku umieściła oko z sześcioma mięśniami, a wokół kolejne modele przedstawiające ruchy umożliwiane przez każdy z nich. Uczeń mógł powiązać konkretny mięsień z jego działaniem.
Na tej samej tablicy znalazł się również widok oka z boku, z odsłoniętym nerwem wzrokowym. Z prac Morandi korzystali także odbiorcy poza Bolonią: jej modele wysyłano do innych krajów Europy.
W podróży towarzyszyły im objaśnienia. Anna zapisywała własne obserwacje, opisy narządów i wskazówki do nauki w zeszytach, a potrzebne fragmenty przepisywano i dołączano do przesyłek. Kto otrzymywał model, dostawał więc także tekst pomagający zrozumieć przedstawione szczegóły.
Cesarz w pracowni, pieniędzy brakowało
Po śmierci Manzoliniego w 1755 r. Anna nadal tworzyła modele i uczyła anatomii. Rok później senat Bolonii powołał ją na modelarkę przy uniwersyteckiej katedrze anatomii.
Otrzymywała 300 lirów bolońskich rocznie i mogła prowadzić zajęcia w domu. Warsztat, który wcześniej prowadziła z mężem, stał się miejscem jej samodzielnej pracy.
Zaglądali tam uczeni i przybysze zainteresowani jej umiejętnościami. W 1769 r. odwiedził ją nawet cesarz Józef II. Mimo rozgłosu pracowni Anna miała trudności finansowe, a starania o podwyżkę nie przyniosły rezultatu.
W tym samym roku jej kolekcję kupił senator Girolamo Ranuzzi. Udostępnił Morandi również mieszkanie w swoim pałacu, gdzie działała jej pracownia. W 1771 r. nabył także narzędzia, bibliotekę i zeszyty.
Dwa lata po śmierci Anny, w 1776 r., modele małżeństwa trafiły do bolońskiego Instytutu Nauk. Później zmieniały siedzibę, a w 2000 r. wróciły do muzeum w Palazzo Poggi.
Można tam oglądać również oba popiersia: Giovanniego przy sercu i Annę przy mózgu. Zachowały się wraz z modelami, które pozwalają zobaczyć, jak rzeźbiarka tłumaczyła uczniom budowę ludzkiego ciała.