Choroby, które kiedyś zabijały. Dziś medycyna potrafi je leczyć

10 września 1797 r. zmarła Mary Wollstonecraft, jedna z najważniejszych prekursorek myśli feministycznej. Jedenaście dni wcześniej urodziła córkę, przyszłą autorkę "Frankensteina". Zabiło ją zakażenie po porodzie, powikłanie, z którym współczesna medycyna w wielu przypadkach potrafi skutecznie walczyć. Jeszcze niedawno choroby, które dziś leczymy, kontrolujemy albo potrafimy im zapobiegać, odbierały życie w ciągu dni, miesięcy lub kilku lat.

Mary Wollstonecraft Mary Wollstonecraft
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Zakażenie po porodzie

Mary Wollstonecraft miała 38 lat, kiedy 30 sierpnia 1797 r. urodziła Mary. Poród początkowo nie zapowiadał tragedii.

Problemem okazało się łożysko, które nie zostało prawidłowo wydalone. W następnych dniach rozwinęła się infekcja, a potem posocznica. Wollstonecraft zmarła 10 września.

W XVIII wieku gorączka połogowa była jedną z najbardziej przerażających komplikacji porodu. Lekarze nie znali jeszcze bakterii, nie dysponowali antybiotykami, a zasady aseptyki dopiero miały się narodzić. Zakażenie mogło błyskawicznie przejść w sepsę.

Dziś infekcje poporodowe nadal bywają groźne, ale lekarze mają do dyspozycji antybiotyki, diagnostykę, leczenie zabiegowe i intensywną terapię. To nie znaczy, że sepsa przestała zabijać. Oznacza jednak, że przypadek podobny do tego sprzed ponad dwóch stuleci nie musi już rozwijać się według tego samego scenariusza.

Choroba sióstr

Niewiele ponad pół wieku później, w grudniu 1848 r., umierała Emily Brontë. Autorka "Wichrowych Wzgórz" miała zaledwie 30 lat. Przyczyną była gruźlica, choroba, która w XIX wieku zbierała ogromne żniwo i wyjątkowo mocno odcisnęła się na rodzinie Brontë.

Nie istniał skuteczny lek, a kuracje sprowadzały się do odpoczynku, świeżego powietrza, zmiany klimatu i prób łagodzenia objawów. Pięć miesięcy po Emily na gruźlicę zmarła także jej siostra Anne.

Dziś gruźlica wciąż jest poważnym problemem zdrowotnym i nadal zabija, zwłaszcza tam, gdzie brakuje szybkiej diagnostyki i dostępu do leczenia. Jednak przy gruźlicy wrażliwej na leki odpowiednio dobrana terapia może doprowadzić do wyleczenia.

Współczesne schematy lecznia trwają kilka miesięcy. Dla Emily Brontë byłaby to diagnoza nie choroby śmiertelnej a choroby, z którą można walczyć.

Królowa i ospa

Mary II miała 32 lata, gdy pod koniec 1694 r. zauważyła na ramieniu wysypkę. Diagnoza brzmiała: ospa prawdziwa. Królowa odesłała od siebie osoby, które wcześniej nie chorowały, wiedząc, jak łatwo mogą się zarazić.

Lekarze próbowali dostępnych wówczas metod, w tym upuszczania krwi. 28 grudnia Mary zmarła.

Tu historia medycyny zrobiła coś jeszcze bardziej niezwykłego. Ospy prawdziwej nie nauczyliśmy się skutecznie leczyć, ludzkość doprowadziła do jej całkowitego usunięcia z naturalnego obiegu.

Ostatni naturalny przypadek odnotowano w 1977 r., a w 1980 r. WHO ogłosiła eradykację choroby.

Dziewczynka, której się udało

Przykładem na to, jak szybko może zmienić się medycyna, jest historia Elizabeth Hughes. W 1919 r., kiedy miała 11 lat, rozpoznano u niej ciężką cukrzycę typu 1. Przed odkryciem insuliny taka diagnoza u dziecka oznaczała zwykle bardzo krótki czas życia.

Lekarze mogli jedynie odwlekać śmierć skrajnie restrykcyjną dietą. Elizabeth chudła i słabła. W sierpniu 1922 r. miała około 152 cm wzrostu i ważyła zaledwie 20 kg. Była tak wycieńczona, że ledwo chodziła.

Trafiła jednak do Toronto w wyjątkowym momencie. Frederick Banting i jego współpracownicy właśnie zaczynali stosować insulinę u ludzi.

Elizabeth dostała ją jako jedna z pierwszych pacjentek. Jej stan szybko się poprawił. Wróciła do szkoły, skończyła studia, wyszła za mąż, urodziła troje dzieci i żyła do 1981 r.

Cukrzyca typu 1 nadal nie jest wyleczalna i wymaga insuliny przez całe życie, ale dzięki leczeniu choroba, która jeszcze sto lat temu była dla dziecka niemal pewnym wyrokiem, stała się chorobą przewlekłą, z którą można żyć przez dziesięciolecia.

Wybrane dla Ciebie