Skok z okna i powrót w ogień
Pożar wybuchł wczesnym rankiem, gdy siostra Byrda została uwięziona z trojgiem dzieci na górnej kondygnacji.
Płomienie odcinały drogę w dół, więc jedynym wyjściem stało się okno na drugim piętrze. Derrick zszedł niżej i ustawił się tak, by łapać dzieci podawane z góry.
Dwaj chłopcy, Junior i Rory, zdecydowali się na skok. Byrd przejął ich bez większego problemu i odstawił w bezpieczne miejsce.
Najtrudniej było z ośmioletnią Mercedes. Dziewczynka przestraszyła się wysokości, cofnęła się od okna i znów znalazła w pokoju, który zajmował już ogień.
Wtedy Derrick nie czekał ani chwili. Wbiegł do płonącego budynku, kierując się głosem dziewczynki wołającej o pomoc.
Zdjął koszulkę i osłonił nią twarz Mercedes, żeby ochronić ją przed dymem i żarem. Tą samą koszulką przestał zasłaniać własne plecy, dlatego to one ucierpiały najbardziej.
Z dzieckiem na rękach przedarł się przez ogień i wyniósł je na zewnątrz. Mercedes wyszła z pożaru żywa.
On sam zapłacił za to ciężkimi obrażeniami.
Szpital, straty i pomoc sąsiadów
Karetka zabrała Byrda na oddział leczenia oparzeń. Lekarze stwierdzili poważne poparzenia twarzy, szyi, ramion i pleców.
Najgłębsze rany miał na plecach, bo to nimi zasłaniał drogę przed płomieniami, kiedy chronił siostrzenicę.
Przyczyny pożaru w pierwszych godzinach nie ustalono. Straty w domu oszacowano na 268 tysięcy dolarów. Rodzina została bez dachu nad głową, więc sąsiedzi szybko zorganizowali dla niej zbiórkę i pomoc.
Wokół Byrda zrobiło się głośno, a wiele osób mówiło o nim wprost jako o bohaterze. On sam tego określenia nie podchwytywał. Powtarzał, że niczego nie żałuje i powtórzyłby to jeszcze raz.