"Buntownik" z Krakowa
Urodził się w 1964 roku w Krakowie i tam dorastał, zanim muzyka wciągnęła go na dobre. Zanim jednak zaczął nagrywać płyty, angażował się w krakowskie protesty antykomunistyczne, co sporo mówi o jego temperamencie.
Bunt i potrzeba mówienia własnym głosem przeniknęły później do tego, co śpiewał ze sceny.
Przełom przyszedł w 1987 roku, gdy mając zaledwie 23 lata stanął na deskach festiwalu w Jarocinie. Występ jego grupy zapowiadała Kora, a samo wejście młodego zespołu zostało zauważone od razu.
Jarocin był wtedy najważniejszym miejscem dla każdej kapeli, która chciała coś znaczyć, i właśnie tam Chłopcy z Placu Broni mocno zaistnieli.
Nazwę zespół wziął z powieści Ferenca Molnára, co od początku nadało mu nieco literackiego, sentymentalnego charakteru.
Pod koniec dekady grupa zdążyła się ustabilizować i wejść do pierwszej ligi polskiej sceny. Łyszkiewicz prowadził ją jako lider, kompozytor i autor większości tekstów.
Prawdziwa popularność przyszła wraz z dwoma albumami z pierwszej połowy lat 90. Debiutancka płyta "O! Ela" szybko przyniosła mu rozpoznawalność, a kolejny krążek "Kocham cię" utrwalił pozycję zespołu.
Tytułowe utwory, obok "Kocham wolność", stały się przebojami, które publiczność śpiewała razem z nim na koncertach.
Polski John Lennon
Najmocniejszym punktem odniesienia byli dla niego Beatlesi. Słuchał ich, wracał do nich i czerpał z nich tyle, że jego muzyczna wrażliwość naturalnie szła w tym kierunku.
To zafascynowanie miało też wymiar praktyczny, bo często wyjeżdżał do Stanów Zjednoczonych, a podróże te łączono właśnie z jego zamiłowaniem do brytyjskiej czwórki.
Z czasem zaczęto nazywać go polskim Johnem Lennonem. Porównanie wynikało po części z wyglądu i stylu, ale nie tylko z tego.
Chodziło również o sposób, w jaki podchodził do pisania piosenek, o tę szczególną muzyczną wrażliwość, którą dało się usłyszeć w jego utworach.
W tekstach wracał do jednego tematu częściej niż do innych. Miłość uważał za rzecz najważniejszą i to wokół niej budował swoje najlepsze piosenki. Stąd brały się tytuły mówiące wprost o uczuciu, a publiczność odbierała je jako szczere, a nie wykalkulowane.
Wypadek pod Rybitwami
23 czerwca 2000 roku jechał chevroletem camaro w okolicach Rybitw na Mazowszu. Doszło tam do czołowego zderzenia z innym samochodem. Obrażenia okazały się na tyle poważne, że trzeba go było natychmiast przewieźć do szpitala.
Trafił do placówki w Płońsku, gdzie lekarze walczyli o jego życie. Zmarł jednak po kilku godzinach. Miał wówczas 35 lat i był u szczytu rozpoznawalności.
Pochowano go na cmentarzu Batowickim w Krakowie, w mieście, w którym się urodził. Na grobie umieszczono cytat o nieśmiertelności, który dla wielu fanów stał się symbolicznym pożegnaniem.
Śmierć w tak młodym wieku i w tak gwałtownych okolicznościach tylko wzmocniła pamięć o jego twórczości.
Po odejściu Łyszkiewicza zadbano, by jego nazwisko nie zniknęło. Upamiętniono go festiwalem, wydano płytę z niepublikowanymi wcześniej utworami, a w krakowskiej Nowej Hucie pojawiła się ulica nosząca jego imię.