Rzymski wzorzec
Legenda o założycielach Rzymu ustaliła schemat na tysiąclecia. Porzucone bliźniaki karmi wilczyca, odchowuje pastuch Faustulus, a chłopcy wyrastają na mężczyzn zdolnych obalić tyrana i założyć miasto. Dzikość nie jest tu karą, lecz próbą, z której rodzi się siła.
Średniowieczni autorzy romansów chętnie powtarzali ten wzór. Pisali o dzieciach karmionych przez łanie, lwy i kruki, uciekających w ten sposób przed ludzką przemocą.
W jednej z takich historii bliźniacy Valentine i Orson rozchodzą się. Jeden dorasta na dworze, drugi u niedźwiedzicy, a ich losy stają się ilustracją sporu o to, co właściwie czyni człowieka cywilizowanym.
Dziewczyna z maczugą
We wrześniu 1731 roku mieszkańcy okolic Songi w Szampanii natknęli się na dziewczynę z maczugą. Szukała wody i zabiła napotkanego psa. Zwabiono ją jedzeniem i schwytano, a potem oddano pod opiekę miejscowych elit.
Trafiła do zamku wicehrabiego d'Epinoy. Jadła surowe ptaki i królika gołymi rękami, nie rozumiejąc ani słowa po francusku. Gdy ją umyto, spod brudu wyszła biała skóra. Okolica wpadła w poruszenie, bo nikt nie umiał wyjaśnić, skąd wzięło się dziecko o tak niezwykłych umiejętnościach przetrwania.
Rok później dziewczynę ochrzczono jako Marie-Angelique Memmie Le Blanc. Francuskiego nauczyła się zaskakująco szybko, kolejne lata spędziła w klasztorach, a jej historię spisali Madame Hecquet i szkocki filozof James Burnett. Sama Memmie opowiadała o porwaniu, niewoli, katastrofie statku i wielomiesięcznej wędrówce przez lasy z czarnoskórą dziewczynką u boku.
Ta relacja odwróciła europejskie myślenie o dzikości. Memmie nie była dzieckiem urodzonym w lesie, lecz ofiarą okoliczności, które zepchnęły ją w skrajne opuszczenie.
Chłopiec z Aveyron
Najsłynniejszy przypadek nowożytnej Europy zaczął się w lasach niedaleko Saint-Sernin-sur-Rance. Już około 1795 roku widywano tam dziecko, które zachowywało się tak, jakby od dawna żyło poza ludzkim światem.
W 1797 roku schwytali go myśliwi z psami w regionie Tarn, a przygarnęła go miejscowa wdowa. Chłopiec jadł głównie surowe warzywa, które sam sobie szykował. Po tygodniu uciekł z powrotem do lasu.
Wrócił dopiero w styczniu 1800 roku. Nagi, niemy, pokryty bliznami, z wyraźnym śladem na szyi, który wskazywał na dawną próbę zabicia go.
Chłopca przerzucano między lokalną opieką a sierocińcami w Saint-Affrique i Rodez, a lekarze badali go z coraz większą uwagą. Pierre Joseph Bonnaterre wystawił go nago na śnieg i zauważył, że dziecko nie reaguje cierpieniem. To świadczyło o wieloletnim przyzwyczajeniu do zimna.
Philippe Pinel z paryskiego Bicêtre uznał go za osobę z wrodzoną niepełnosprawnością intelektualną i otworzył spór, który trwa do dziś: czy dzikość Victora brała się z natury, czy z lat izolacji.
Sprawa trafiła do Society of Observers of Man, grupy badaczy, którzy chcieli sprawdzić oświeceniowe teorie o języku i poznaniu na żywym przykładzie. Chłopca, nazwanego Victorem, przejął Jean Marc Gaspard Itard, lekarz paryskiego Instytutu Głuchych.
Itard zabrał go do własnego domu i przez 5 lat prowadził systematyczną edukację, ucząc rozpoznawania słów i podstawowych reakcji społecznych.
Victor nauczył się zapisywać słowo lait i wykrzyknik Oh, Dieu. Mowa nigdy jednak nie rozwinęła się u niego płynnie. Ważniejszy przełom przyszedł, gdy chłopiec zareagował współczuciem na płacz opiekunki, Madame Guérin.
Itard uznał to za dowód, że rozwój emocjonalny postępuje, nawet jeśli językowy zatrzymał się w połowie drogi. Victor zmarł w 1828 roku w domu Madame Guérin, na zapalenie płuc, jako jeden z najlepiej opisanych przypadków dzikiego dziecka w historii medycyny.
Moskiewska sfora
100 lat po śmierci Victora świat usłyszał o kolejnych przypadkach. Między innymi o dziewczynkach Kamali i Amali, odnalezionych w indyjskiej dżungli w 1921 roku, poruszających się na czworakach. Najbardziej poruszająca z nowszych historii rozegrała się jednak w Moskwie.
W 1996 roku 4-letni Ivan Mishukov uciekł z domu, w którym partner matki pił i awanturował się. Chłopiec trafił na ulicę i przez blisko 2 lata żebrał, dzieląc jedzenie ze sforą bezdomnych psów. Zimą spał razem z nimi. Zwierzęta chroniły go przed ludźmi i przed mrozem.
Policja próbowała go złapać 3 razy i 3 razy psy odganiały funkcjonariuszy. Udało się dopiero w 1998 roku. Zwierzęta zwabiono przynętą przy restauracji i wtedy schwytano samego chłopca. Ivan trafił najpierw do schroniska w Reutowie, później do szkoły.
W przeciwieństwie do Victora zachował mowę, bo spędził na ulicy stosunkowo krótki czas i miał za sobą wcześniejsze lata w rodzinie. Jego historia jest bliska mitowi o Romulusie i Remusie, tyle że rozegrała się nie w legendarnym Rzymie, lecz we współczesnej Moskwie.