Zabiła męża z premedytacją. To, co zrobiła, przeraża do dziś

10 lipca 2003 roku Timothy Schuster nie przyszedł na umówione śniadanie i nie odebrał syna. Kilka dni później policja odnalazła jego szczątki w niebieskiej beczce stojącej w magazynie firmy należącej do jego żony.

Ilustracja poglądowaIlustracja poglądowa
Źródło zdjęć: © Pexels - darmowy dostęp

Zaginięcie, które od razu wzbudziło podejrzenia

Timothy pracował jako pielęgniarz w szpitalu Saint Agnes. Rankiem 10 lipca miał spotkać się ze współpracownikiem, a później zająć się synem. Nie pojawił się w żadnym z tych miejsc.

Jego zaginięcie szybko zgłoszono policji w Clovis. Śledczy od początku interesowali się Larissą, ponieważ małżonkowie byli w trakcie wyjątkowo ostrego rozwodu.

Ich konflikt dotyczył domu, pieniędzy i opieki nad Tylerem. Kobieta udzielała niespójnych odpowiedzi i utrzymywała między innymi, że tego dnia omyłkowo zadzwoniła do męża. Bilingi nie potwierdziły jednak jej słów.

Zamiast pozostać na miejscu i uczestniczyć w poszukiwaniach, Larissa zabrała syna na wcześniej zaplanowany urlop do Missouri. Dla policjantów wyjazd w takich okolicznościach był kolejnym zachowaniem budzącym wątpliwości.

Z farmy do własnego laboratorium

Larissa Foreman urodziła się 1 stycznia 1960 roku i wychowała na farmie w Clarence w stanie Missouri. Nie zamierzała wiązać przyszłości z małą miejscowością. Marzyła o wykształceniu i zawodowej karierze.

Na Uniwersytecie Missouri studiowała biochemię. Jeszcze jako studentka pracowała w domu opieki, gdzie poznała Timothy’ego Schustera, przygotowującego się do zawodu pielęgniarza.

Pobrali się w 1982 roku. Trzy lata później urodziła się ich córka Kristin, a w 1990 roku syn Tyler. Pod koniec lat 80. rodzina przeniosła się do Fresno w Kalifornii.

Larissa podjęła tam pracę w laboratorium prowadzącym badania związane z rolnictwem, a następnie założyła Central California Research Labs. Firma dobrze prosperowała i w 2001 roku zapewniła jej dochód przekraczający 150 tys. dolarów rocznie.

Timothy zarabiał w szpitalu około połowy tej sumy, a poza pracą zajmował się dziećmi i znaczną częścią domowych obowiązków. Larissa nie ceniła jednak jego wkładu i uważała męża za niezaradnego.

Znajomi opisywali ją jako osobę chłodną, władczą i przyzwyczajoną do kontrolowania sytuacji. Zawsze miała przygotowany plan działania i niechętnie godziła się z oporem innych ludzi.

Rozwód zamienił się w otwartą wojnę

W lutym 2002 roku Larissa złożyła pozew rozwodowy. Chciała, aby Timothy opuścił dom bez udziału w majątku i stracił możliwość opieki nad synem. Mąż nie zgodził się na takie warunki.

Rozpoczęła się walka o wspólną własność oraz Tylera. Spór szybko wyszedł poza zwykłe negocjacje rozwodowe i przerodził się w bezwzględny konflikt.

W sierpniu 2002 roku Larissa wraz ze swoim młodym pracownikiem Jamesem Fagone’em weszła bez zgody Timothy’ego do wynajmowanego przez niego mieszkania. Chcieli zabrać znajdujące się tam przedmioty, a całą akcję przeprowadzili bez wiedzy właściciela.

Włamanie pokazało, że Fagone nie był już wyłącznie pracownikiem laboratorium. Pomagał szefowej także w jej prywatnych działaniach przeciwko mężowi.

Mniej więcej w tym samym czasie Larissa rozmawiała z przyjaciółką Terri Lopez. Miała powiedzieć, że chciałaby widzieć Timothy’ego martwego i potrafiłaby doprowadzić do tego bez poniesienia konsekwencji. Lopez opowiedziała później o tej rozmowie przed sądem.

Prokuratura przedstawiła również dowody na wcześniejsze próby znalezienia płatnego zabójcy. Materiały te wskazywały, że myśl o usunięciu męża pojawiła się przed jego zaginięciem.

Asystent wskazał policji niebieską beczkę

Przełom nastąpił podczas przesłuchania Jamesa Fagone’a. Mężczyzna nie wytrzymał presji śledczych i opisał wydarzenia z nocy z 9 na 10 lipca 2003 roku.

Według jego relacji wspólnie z Larissą zwabili Timothy’ego w przygotowane miejsce. Do obezwładnienia mężczyzny użyli chloroformu i paralizatora. Następnie umieścili go w beczce wypełnionej kwasem solnym.

Pojemnik trafił do magazynu Central California Research Labs. Policjanci uzyskali nakaz przeszukania obiektu i odnaleźli wskazaną przez Fagone’a niebieską beczkę.

W środku znajdowały się szczątki Timothy’ego. Larissę zatrzymano na lotnisku w St. Louis i przedstawiono jej zarzut morderstwa pierwszego stopnia.

Sprawa natychmiast przyciągnęła uwagę mediów. Gazety zaczęły nazywać właścicielkę laboratorium "Kwasową Damą", a jej nazwisko trafiło na pierwsze strony amerykańskiej prasy.

Dwa procesy i dwa wyroki dożywocia

James Fagone stanął przed sądem w listopadzie 2006 roku. Jego obrona przekonywała, że działał pod wpływem dominującej szefowej i bał się jej gróźb. Świadkowie potwierdzali, że Larissa potrafiła narzucać innym swoją wolę.

Wcześniejsze przyznanie się Fagone’a do udziału w zbrodni mocno go jednak obciążało. Został skazany na dożywocie bez możliwości warunkowego zwolnienia.

Ława przysięgłych sugerowała łagodniejszą karę, lecz sędzia nie zastosował się do tej rekomendacji. Fagone trafił do więzienia z perspektywą spędzenia tam reszty życia.

Proces Larissy rozpoczął się jesienią 2007 roku. Z powodu ogromnego zainteresowania mediów przeniesiono go z Fresno do Los Angeles.

Prokuratura przedstawiła informacje o wcześniejszych próbach zorganizowania zabójstwa Timothy’ego. Odtworzono również wiadomości pozostawione przez Schuster na automatycznej sekretarce męża, w których poniżała go i obrzucała wyzwiskami.

Znaczenie miał także jej zawód. Jako właścicielka laboratorium mogła swobodnie korzystać z substancji chemicznych użytych przy zbrodni. To właśnie w należącym do niej magazynie ukryto beczkę.

Larissa postanowiła zeznawać we własnej obronie. Twierdziła, że dopiero Fagone powiedział jej o śmierci męża, a ona początkowo potraktowała jego słowa jako żart.

Przyznała się jedynie do pomocy przy przeniesieniu ciała. Dużą ilość kwasu przechowywaną w magazynie tłumaczyła planowanymi porządkami. Ława przysięgłych nie uwierzyła w tę wersję.

16 maja 2008 roku Larissa Schuster została skazana na dożywocie bez prawa do warunkowego zwolnienia. Sąd uznał, że działała z pobudek finansowych, co wykluczyło możliwość łagodniejszego potraktowania.

Podczas ogłaszania wyroku przemówiła Kristin. Powiedziała matce, że ta utraciła prawo do nazywania się matką, żoną i kobietą.

Życzyła jej również, aby w snach nieustannie wracały ostatnie chwile Timothy’ego. Wypowiedź córki szybko trafiła do amerykańskich mediów i stała się jednym z najmocniejszych momentów całego procesu.

Wybrane dla Ciebie