Amerykanie testowali bombę jądrową. Japonka odkryła jej skutki

1 marca 1954 roku amerykańska próba termojądrowa Castle Bravo na atolu Bikini naraziła załogę japońskiego kutra Daigo Fukuryu Maru na radioaktywny opad. Dla geochemiczki Katsuko Saruhashi był to początek badań, które pokazały, że skutki eksplozji można odnaleźć daleko od miejsca testu.

Próba Castle Bravo na atolu Bikini, 1 marca 1954 r.Próba Castle Bravo na atolu Bikini, 1 marca 1954 r.
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Daigo Fukuryu Maru i Bikini

Daigo Fukuryu Maru był drewnianym kutrem tuńczykowym, który 1 marca 1954 roku znalazł się w zasięgu opadu po amerykańskiej próbie na atolu Bikini. Meteorological Research Institute w Tokio włączono do analizy radioaktywnego pyłu, który osiadł na jednostce i naraził jej załogę na promieniowanie.

Saruhashi pracowała w instytucie pod kierunkiem geochemika Yasuo Miyake. Badaniem atmosfery i oceanów zajmowała się od 1943 roku, ze szczególnym uwzględnieniem substancji promieniotwórczych obecnych w pyle i deszczu.

Po latach wspominała, że po wypadku kutra zespół Miyakego zajął się tym, co w Japonii nazywano "popiołem śmierci". Badaczy interesowało, dokąd trafiają produkty rozszczepienia, gdy opad spada do oceanu.

Radioaktywny szlak przez Pacyfik

Jeszcze w 1954 roku japońscy badacze prowadzili pomiary wokół Bikini z pokładu statku Shunkotsu-maru. W opublikowanych wynikach odnotowali skażenie wody 570 kilometrów na zachód od atolu, a wpływ radioaktywności rozpoznali nawet około 2000 kilometrów od Bikini.

Odpowiedź na pytanie o dalszą drogę skażenia dały kolejne pomiary. W pracy z 1958 roku Miyake i Saruhashi wykazali, że radioaktywność z prób na Bikini i Enewetak z 1954 roku przemieszczała się najpierw na zachód, później ku wybrzeżom Japonii. Do lata 1955 roku ślad kierował się także na południe z prądem Kuroshio.

Nie był to jednorazowy ślad. W 1961 roku Saruhashi, Miyake, Yukio Katsuragi i Teruko Kanazawa opisali stężenia cezu-137 i strontu-90 w zachodnim północnym Pacyfiku jako znacznie wyższe niż w Atlantyku oraz we wschodniej części północnego Pacyfiku.

Autorzy wiązali tę różnicę z bezpośrednim wypływem produktów rozszczepienia z poligonów jądrowych w tropikalnym Pacyfiku. Ocean nie zatrzymywał więc skażenia, a przenosił je wraz z wodą.

Japońskie i amerykańskie pomiary

Saruhashi wspominała, że amerykańscy naukowcy nie chcieli początkowo uwierzyć w wnioski zespołu Miyakego dotyczące wędrówki skażenia ku Japonii. To relacja samej badaczki, ale późniejszy etap sporu można sprawdzić w publikacji przygotowanej wspólnie przez nią i naukowca ze Scripps Institution of Oceanography.

W 1963 roku T.R. Folsom i Saruhashi porównali wyniki analiz tych samych próbek wody wykonywanych w Scripps oraz w japońskim Meteorological Research Institute.

Laboratoria stosowały różne techniki i inne wzorce, a mimo to zgodność wyników była dobra, zaś średnia różnica między niezależnymi oznaczeniami wyniosła tylko 10 proc. Porównanie pokazało że japońskich wyników nie można łatwo odrzucić jako skutku wadliwej metody.

Skażenie zeszło w głąb oceanu

Badania zespołu Saruhashi rozwijały się dalej. W pracy z 1962 roku Miyake, Saruhashi, Katsuragi i Kanazawa potwierdzili obecność strontu-90 i cezu-137 w zachodnim północnym Pacyfiku aż do głębokości 5000 metrów.

Na podstawie zmian stężenia radionuklidów wraz z głębokością badacze oszacowali tempo pionowego mieszania wody. Wyliczyli, że dojście do niemal jednorodnego pionowego rozkładu substancji w tej części Pacyfiku wymagałoby kilkuset lat.

Historia z Bikini przestała więc dotyczyć wyłącznie miejsca eksplozji i jednego skażonego kutra. Pomiary pozwalały śledzić produkty prób jądrowych tysiące kilometrów od poligonów i głęboko pod powierzchnią morza, a zarazem badać ruch oceanicznych mas wody.

Saruhashi miała już wtedy wyjątkową pozycję w japońskiej nauce. W 1957 roku została pierwszą kobietą, która uzyskała doktorat z nauk ścisłych na Uniwersytecie Tokijskim. Rok później powołała Society of Japanese Women Scientists i publicznie występowała przeciw broni jądrowej.

Wybrane dla Ciebie