Święta chudość
W średniowiecznej Europie chudość bywała znakiem wybrania. Zakonnice, które głodziły się niemal na śmierć, wierzyły, że naśladują cierpienie Jezusa.
Dziś historycy mówią o świętej anoreksji, ale one nie znały tego słowa. Dla nich głód był aktem pobożności, nie chorobą.
Teologii dostarczał Kościół. Tomasz z Akwinu potępiał obżarstwo i cielesne przyjemności jako grzech, wiążąc nadmiar ciała ze słabością moralną.
To skojarzenie okazało się wyjątkowo trwałe. Grubość równała się grzechowi, chudość cnocie, a przekonanie przetrwało znacznie dłużej niż średniowieczna teologia i przeszło na grunt świecki.
W XVIII wieku w brytyjskim Bath lekarz George Cheyne odchudzał zamożnych pacjentów, wykreślając z jadłospisu mięso i zboża. Zarabiał na sylwetkach elit i tak stworzył zawód, który przetrwał stulecia.
W tym samym czasie popularne magazyny zaczęły krytykować kobiecą pełność i odradzać mleko, bulion i mięso. Presja chudości opuściła klasztory i weszła do salonów.
Suchotniczy ideał
Wiktoriańska Wielka Brytania poszła najdalej. Idealna kobieta miała wyglądać, jakby chorowała na gruźlicę. Blada, wiotka, krucha.
Panie sięgały po amoniak i arsen, ściskały się w gorsetach do talii 16 cali i ryzykowały zdrowie w imię urody, która dziś przypomina raczej objawy śmiertelnej choroby.
W tym klimacie narodziła się jedna z najtrwalszych legend dietetycznych. Pod koniec XIX wieku sprzedawcy reklamowali pastylki rzekomo z jajem tasiemca, obiecując, że pasożyt sam pozbawi ciało zbędnych kilogramów.
Najsłynniejszy dowód okazał się falsyfikatem. Plakat datowany na 1898 rok, przechowywany dziś w Wisconsin, zdradziła typografia, która nie pasowała do epoki.
Zmyślona sensacja
W 1912 roku "The Washington Post" opisał kobietę z Peorii, która miała kupić pastylkę z widoczną główką tasiemca. Historia obiegła kraj, choć nikt nigdy nie potwierdził jej w laboratorium.
Rupert Blue z Hygienic Laboratory w Waszyngtonie publicznie zdementował całą sprawę. Legenda okazała się jednak silniejsza od faktów.
Dwa lata później prasa donosiła o kapsułce za 300 dolarów. Satyryczka Mabel Herbert Urner dorzuciła do tego zmyślonego doktora Phake'a, który miał rozprowadzać pasożytnicze pigułki.
American Medical Association odrzuciło dietę tasiemcową jako praktykę bez podstaw medycznych dopiero w latach 30. XX wieku.
Maria Callas
Każdy mit potrzebuje twarzy. Ten dostał najsłynniejszą śpiewaczkę stulecia. Maria Anna Cecilia Sofia Kalogeropoúlou urodziła się 2 grudnia 1923 roku w Stanach Zjednoczonych, a świat zapamiętał ją jako Marię Callas, jedną z najwybitniejszych śpiewaczek operowych.
Między 1952 a kwietniem 1954 roku jej ciało zmieniło się nie do poznania. Schudła drastycznie w 18 miesięcy, a plotkarska prasa natychmiast znalazła sprawcę. Tasiemiec, oczywiście w pastylce.
Prawda była mniej sensacyjna, za to równie biologiczna. Callas uwielbiała tatar i surowe mięso, a taka dieta najczęściej prowadzi do zakażenia tasiemcem wołowym, czyli Taenia saginata. Lekarze zdiagnozowali pasożyta i później go usunęli, co wielu biografów łączy z jej przemianą.
Śpiewaczka zmarła 16 września 1977 roku na zawał serca w wieku 53 lat. Legenda o pigułkach przeżyła ją o dekady i z czasem doczepiła się do kolejnych sławnych kobiet, między innymi do Claudii Schiffer.
Drugie życie
Po werdykcie lekarzy temat powinien zniknąć. Stało się odwrotnie. Blogi i media społecznościowe dały mitowi drugie życie.
W sieci krążą opowieści o klinikach w Meksyku, które za około 1500 dolarów mają sprzedawać żywe pasożyty jako pewną metodę odchudzania. Khloé Kardashian publicznie wspomniała o zainteresowaniu takim zabiegiem i to wystarczyło, by temat wrócił do wyszukiwarek.
Napędza go kultura diet obiecująca efekt bez wysiłku. Jedz bez ograniczeń, chudnij bez zmiany trybu życia.
Amerykańska FDA zakazała sprzedaży tabletek z tasiemcem, uznając je za zagrożenie dla zdrowia. Prawdziwe zakażenie nie ma nic wspólnego z estetyczną fantazją. Daje nudności, biegunkę, utratę apetytu i nienaturalny głód soli, a w najgorszym wypadku larwy osiedlają się w sercu, oczach, płucach albo mózgu.
Zero dowodów
W 2022 roku badacze z Uniwersytetu Walencji prześwietlili literaturę naukową, popularną i internetową z lat 1923 do 2022. Wniosek był jeden. Nie istnieje żaden potwierdzony przypadek celowego połknięcia pastylki z tasiemcem dla urody.
Cała historia, od wiktoriańskich plakatów przez Marię Callas po meksykańskie ogłoszenia, okazała się splotem plotki, satyry i marketingowego oszustwa. Przetrwał ponad 100 lat bez wiarygodnego dowodu.