Cudowny rad
W 1898 roku Maria i Piotr Curie ogłosili odkrycie radu. Świeżo poznany pierwiastek błyskawicznie rozpalił wyobraźnię naukowców, lekarzy i przedsiębiorców.
Na przełomie XIX i XX wieku zauważono, że promieniowanie może hamować rozwój niektórych nowotworów. Śladowe ilości radu wykrywano również w wodach części uzdrowisk. Dla wielu był to dowód, że natura skrywa kolejne cudowne lekarstwo.
Wnioski wyciągnięto zbyt szybko. Skoro niewielkie dawki wydawały się pomagać, rad zaczęto uważać za substancję niemal dobroczynną. O jego długofalowym działaniu wiedziano jeszcze bardzo niewiele.
Moda wybuchła niemal z dnia na dzień. Na rynku pojawiły się kosmetyki, eliksiry, naczynia, poduszki, żyletki, cygarniczki i dziesiątki innych produktów reklamowanych jako zawierające rad. Największą karierę zrobiła jednak świecąca farba do malowania tarcz zegarów.
Codzienny rytuał
Do fabryk w New Jersey, Connecticut i Illinois zatrudniano przede wszystkim młode kobiety. Ich zadaniem było malowanie cyfr i wskazówek farbą zawierającą rad, żeby uzyskać cienką kreskę, ostrzyły pędzelki między wargami.
Robiły to setki, a nawet tysiące razy każdego dnia. Razem ze śliną do organizmu trafiały kolejne drobiny radu.
Pierwiastek zachowywał się jak wapń. Organizm odkładał go w kościach, gdzie pozostawał przez lata. Na początku nic nie budziło niepokoju. Potem zaczęły wypadać zęby.
Pojawiły się przewlekłe stany zapalne, martwica żuchwy i nowotwory kości. Kobiety umierały, a lekarze długo nie potrafili zrozumieć dlaczego.
W 1925 roku "The New York Times" opisał jeden z pierwszych udokumentowanych przypadków nowotworu wywołanego promieniowaniem u malarki tarcz.
Wizerunek radu zaczął się zmieniać. To, co jeszcze niedawno uchodziło za cud medycyny, coraz częściej kojarzono z chorobą i śmiercią.
Sąd i nauka
W kwietniu 1928 roku przed sądem zeznawała Katherine Hughes. Za pomocą filtrów i komory elektroskopowej wykazała obecność promieniowania alfa w organizmach 5 chorych kobiet. Wyniki badań nie pozostawiały wątpliwości: źródłem chorób była praca przy farbach radowych.
Jeszcze większe poruszenie wywołało coś innego. Z dokumentów wynikało, że zagrożenie było znane specjalistom znacznie wcześniej. Same robotnice nigdy nie zostały o nim uprzedzone.
U.S. Radium Corporation próbowała odwlekać proces, tłumacząc nieobecność ekspertów wyjazdami zagranicznymi. Opinia publiczna nie zamierzała jednak odpuścić.
4 czerwca 1928 roku 5 kobiet: Quinta Maggia McDonald, Edna Hussman, Albina Larice, Katherine Schaub i Grace Fryer podpisało ugodę. Każda otrzymała 10 tysięcy dolarów odszkodowania, zwrot kosztów leczenia i rentę w wysokości 600 dolarów rocznie.
To jedno z pierwszych zwycięstw pracowników nad wielkim przemysłem w sprawach dotyczących bezpieczeństwa pracy.
Spóźniona lekcja
Sprawa wywołała ogólnokrajową debatę o bezpieczeństwie pracy i odpowiedzialności pracodawców. Departament Pracy stanu New Jersey nakazał firmie poprawić warunki pracy albo zamknąć zakład. Przedsiębiorstwo przeniosło działalność, ale problem nie zniknął.
Przez dziesięciolecia kolejne instytucje porządkowały przepisy dotyczące materiałów promieniotwórczych i usuwały skutki skażenia pozostawionego przez przemysł radowy.