Najdziwniejsza dieta Ameryki. Obiady trwały w nieskończoność

45 razy należało przeżuć każdy kęs, zanim trafił do żołądka. Miliony ludzi robiły to z zegarkiem w ręku, przekonane, że właśnie odkryły sekret zdrowia i długiego życia. Autorem tej niezwykłej metody był Horace Fletcher - samouk, który bez dyplomu lekarza wywołał dietetyczną rewolucję.

Horace FletcherHorace Fletcher
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Człowiek estrady

Fletcher urodził się w 1849 roku i zanim zajął się dietetyką, sprawdzał się w zupełnie innych rolach. Był przedsiębiorcą, pisał książki, malował po amatorsku, występował jako mówca.

To dało mu coś, czego nie miał żaden zwykły reformator odżywiania. Rozpoznawalne nazwisko i talent do przekonywania tłumów. Gdy pod koniec XIX wieku ogłosił swoją metodę, miał już wszystko, żeby rozsławić ją na całym kontynencie.

Kęs jak woda

Zasada była prosta do zapisania i trudna do wytrwania. Fletcher żądał, żeby każdy kęs żuć tak długo, aż sam zmieni się w płyn.

Dopiero wtedy wolno było przełknąć. Nie liczyło się to, co ląduje na talerzu, bo dopuszczał niemal każdy produkt. Liczył się wyłącznie sposób jedzenia.

Do tego dołożył zasady rytmu posiłków. Jeść należało tylko przy wyraźnym głodzie, nigdy w gniewie ani w niepokoju.

Powolne żucie, przekonywał, samo ogranicza ilość jedzenia, bo mózg zdąży zarejestrować sytość, zanim żołądek się przeładuje. Z mniejszej porcji brały się, jak twierdził, lepsze zdrowie, mocniejsze zęby i realne oszczędności w domowym budżecie.

Z czasem poszedł dalej i uderzył w dietę bogatą w mięso. Wskazywał na kwas moczowy jako skutek nadmiaru białka zwierzęcego i przekonywał, że rośliny są bezpieczniejsze. Nie tylko dla zdrowia, ale też z powodów etycznych i ekonomicznych.

Ruch szczęk

Fletcheryzm szybko przestał być sprawą samych entuzjastów zdrowego życia. W zamożnych domach rodzice zaczęli liczyć ruchy szczęk swoich dzieci przy stole, sprawdzając, czy każdy kęs doczekał się właściwej liczby przeżuć.

Słowo "Fletcherize" tak mocno wsiąkło w język, że używano go nawet poza jedzeniem. Znaczyło tyle, co robić coś powoli i dokładnie.

Poparcie miliardera

O popularności metody przesądziło poparcie Johna D. Rockefellera. Jeden z najbogatszych ludzi świata otwarcie chwalił bardzo powolne żucie i sam stosował tę zasadę.

Takie poparcie działało lepiej niż każda kampania reklamowa. Pchało metodę Fletchera daleko poza kręgi, w których rodzą się dietetyczne mody.

Popularność metody miała jednak swoją cenę. Każdy posiłek zamieniał się w długotrwały rytuał, na który niewielu było gotowych na co dzień: gdy początkowy entuzjazm opadł, większość ludzi porzucała zasady Fletchera.

Moda zaczęła słabnąć i pojawiła się próba naukowej oceny metody Fletchera. Harold G. O. Hoick z University of Chicago postanowił przetestować ją na sobie.

Najpierw przez określony czas odżywiał się jak dotychczas. Następnie przez 1,5 roku skrupulatnie przestrzegał zasad Fletchera, a po zakończeniu eksperymentu wrócił do wcześniejszych nawyków żywieniowych, tworząc w ten sposób własną grupę kontrolną. Całe badanie trwało 4,5 roku.

Wyniki okazały się interesujące, choć nie rozstrzygały, czy to sama metoda przynosi korzyści. W czasie stosowania diety dzienne spożycie energii spadło z około 3200 do 2800 kalorii, a Hoick schudł 30 funtów (około 13,6 kg).

Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem był jednak nie szczególny wpływ dokładnego żucia, lecz mniejsza liczba spożywanych kalorii. Gdy każdy posiłek trwa znacznie dłużej, apetyt często słabnie, a zjeść po prostu udaje się mniej.

Wygrane szachy

Większość pozostałych wyników nie potwierdziła obietnic Fletchera. Hoick odnotował spadek wytrzymałości fizycznej, obniżenie podstawowej przemiany materii i wolniejsze pisanie na maszynie. Ciśnienie krwi, tętno, temperatura ciała, jakość snu i sprawność rachunkowa pozostały natomiast bez zmian.

Wyraźną poprawę zaobserwował tylko w jednej dziedzinie - grze w szachy. Sam nie potrafił jednak wyjaśnić, skąd wziął się ten efekt.

Wybrane dla Ciebie