Od BDM do służby obozowej
Grese urodziła się w 1923 roku w niewielkiej miejscowości Wrechen w Meklemburgii. Dorastała w ubogiej rodzinie, w domu zdominowanym przez surowego ojca. Gdy miała około 12 lat, jej matka odebrała sobie życie. Przyczyną miał być romans męża.
Dla nastoletniej Irmy ważnym środowiskiem stał się Związek Niemieckich Dziewcząt. Nazistowska organizacja zapewniała młodym Niemkom wspólnotę, mundur oraz jasną odpowiedź na pytanie, komu powinny służyć.
Grese szybko przyjęła głoszone tam poglądy. Propaganda wypełniła miejsce po rodzinie, w której zabrakło bliskości i poczucia bezpieczeństwa. Początkowo chciała zostać pielęgniarką, lecz nie zdobyła wymaganych kwalifikacji. Niepowodzenie nie zakończyło jej poszukiwań stałego zajęcia.
Państwo nazistowskie potrzebowało kobiet do pracy w obozach koncentracyjnych. Grese dobrowolnie wybrała właśnie tę drogę.
Kurs nadzorczyń w Ravensbrück
Szkolenie odbyła w Ravensbrück, największym niemieckim obozie przeznaczonym przede wszystkim dla kobiet. Kandydatki uczono pilnowania więźniarek, kierowania komandami roboczymi i bezwzględnego egzekwowania poleceń.
Brutalność nie przeszkadzała w awansie. Przeciwnie, gotowość do stosowania przemocy traktowano jako dowód przydatności. Grese zdała egzamin w marcu 1943 roku. Gdy poinformowała ojca o nowej pracy, miał wyrzucić ją z domu.
Nie zobaczyli się już więcej. Sama poprosiła o przeniesienie do Auschwitz-Birkenau. Początkowo zajmowała się prostymi obowiązkami, między innymi obsługą telefonu.
Wkrótce powierzono jej nadzór nad więźniarkami pracującymi w komandach drogowych i ogrodniczych. Pod koniec 1943 roku została zastępczynią kierowniczki obozu kobiecego. Miała wtedy 20 lat.
Więźniarki zapamiętały bat i psy
Grese przywiązywała dużą wagę do wyglądu. Nosiła starannie dopasowany mundur i wypolerowane buty, a podczas obchodów miała przy sobie skórzany pejcz.
Świadkowie opowiadali również o psach, którymi straszyła więźniarki. Według ich relacji pozwalała zwierzętom atakować ludzi albo wykorzystywała samą groźbę, aby wymusić posłuszeństwo.
Bicie, kopanie i wielogodzinne kary stania należały do metod stosowanych przez personel obozowy. Grese miała sięgać po nie szczególnie często, również bez wyraźnego powodu.
Kierowała między innymi kompanią kobiet wykonujących ciężkie prace ziemne. Więźniarki musiały pracować do granic wyczerpania.
Brała także udział w selekcjach, podczas których decydowano, kto pozostanie zdolny do pracy, a kto zostanie skierowany na śmierć. Współpracowała przy tym z innymi członkami załogi Auschwitz, w tym z Josefem Mengelem.
Wokół jej życia prywatnego krążyło wiele opowieści. Łączono ją z funkcjonariuszami obozowymi i więźniami, lecz część tych historii opierała się wyłącznie na pogłoskach.
Znacznie ważniejsze były zgodne relacje osób, które widziały ją podczas służby. Węgierska lekarka Gisella Perl opisywała Grese jako nadzorczynię zainteresowaną cierpieniem pacjentek poddawanych zabiegom bez odpowiednich środków znieczulających.
Nie da się dziś wiarygodnie ustalić liczby jej bezpośrednich ofiar. Świadectwa potwierdzają jednak, że przemoc nie była w jej przypadku pojedynczym incydentem, lecz stałym elementem służby.
Aresztowanie w Bergen-Belsen
W styczniu 1945 roku załoga Auschwitz rozpoczęła ewakuację przed nadciągającą Armią Czerwoną. Grese opuściła obóz i przez Ravensbrück trafiła do Bergen-Belsen.
Warunki panujące w tym miejscu były katastrofalne. Tysiące więźniów umierały z głodu, chorób oraz całkowitego wyczerpania.
Grese nadal nadzorowała komanda robocze. Jej służba zakończyła się dopiero po wkroczeniu wojsk brytyjskich.
Została aresztowana 17 kwietnia 1945 roku, dwa dni po wyzwoleniu obozu. Podczas zbiórki próbowała przedstawiać się jako jedna z mniej znaczących strażniczek.
Brytyjczycy szybko ustalili jednak, że wcześniej pełniła odpowiedzialne funkcje w Auschwitz. Relacje ocalałych wskazywały również na jej osobisty udział w znęcaniu się nad więźniarkami.
Wyrok zapadł w Lüneburgu
Proces personelu Bergen-Belsen rozpoczął się jesienią 1945 roku przed brytyjskim sądem wojskowym w Lüneburgu. Na ławie oskarżonych zasiadło 45 osób związanych z obozami Bergen-Belsen i Auschwitz.
Grese należała do postaci, które przyciągały największą uwagę reporterów. Młody wiek i niepozorny wygląd kontrastowały z opowieściami świadków o jej zachowaniu.
Ocaleni zeznawali o biciu pejczem, szczuciu psami i karach polegających na wielogodzinnym trzymaniu ciężkich przedmiotów. Opisywali też jej udział w selekcjach.
Oskarżona nie przyznała się do winy. Twierdziła, że wykonywała obowiązki wynikające z rozkazów i nie czerpała przyjemności z cierpienia więźniarek. Sąd nie przyjął tej linii obrony. Uznał, że Grese świadomie uczestniczyła w zbrodniach popełnianych w obu obozach.
Została skazana na śmierć przez powieszenie. Wyrok wykonano 13 grudnia 1945 roku w więzieniu w Hameln. Irma Grese miała 22 lata.
W ostatnim liście do rodziny pisała, że zachowała czyste sumienie. Tuż przed egzekucją zwróciła się do kata Alberta Pierrepointa jednym słowem, prosząc, aby działał szybko.
Jej grób w Hameln usunięto w 1986 roku. Pozostały dokumenty procesu i świadectwa więźniarek, które pokazały, jak szybko nazistowski system potrafił zmienić młodą, niewykształconą kobietę w sprawną wykonawczynię obozowego terroru.