Pierwsze lata życia
Violet Albina Gibson urodziła się w 1876 roku w zamożnej rodzinie pod Dublinem. Jej ojciec Edward Gibson był prawnikiem i politykiem, a później został baronem Ashbourne oraz lordem kanclerzem Irlandii.
Violet wychowywała się więc w świecie arystokratycznych przyjęć i konwenansów. Jako młoda kobieta została nawet przedstawiona królowej Wiktorii.
Z czasem coraz bardziej oddalała się jednak od środowiska, w którym dorastała. Interesowała się religią i duchowością, a w 1902 roku przeszła na katolicyzm, co jej protestancka rodzina przyjęła bardzo źle.
Przez całe życie zmagała się również z poważnymi problemami zdrowotnymi. W kolejnych latach przeżyła śmierć narzeczonego, przeszła mastektomię, a po nagłej śmierci ukochanego brata Victora w 1922 roku doznała poważnego kryzysu psychicznego.
Zdarzało się, że zachowywała się agresywnie i stanowiła zagrożenie dla siebie lub innych. Trafiła na kilka miesięcy do zakładu psychiatrycznego.
W Rzymie
W 1924 roku Gibson wyjechała do Rzymu. Zamieszkała skromnie, dużo czytała, angażowała się w praktyki religijne i rozdawała pieniądze ubogim. Miała też rewolwer.
W lutym 1925 roku strzeliła sobie w pierś. Kula nie spowodowała śmiertelnych obrażeń. Później tłumaczyła, że chciała umrzeć "dla chwały Boga".
Nie wiadomo dokładnie, kiedy zdecydowała się zaatakować Mussoliniego ani co ostatecznie przesądziło o wyborze celu. Śledczy sprawdzali jej kontakty z przeciwnikami faszyzmu, ale nie znaleźli dowodu, że zamach został zlecony lub przygotowany przez większą grupę.
Cel Mussolini
7 kwietnia 1926 roku Mussolini przemawiał na Kapitolu podczas kongresu chirurgów. Gdy wyszedł do zgromadzonego tłumu, Gibson zdołała podejść bardzo blisko. Rewolwer ukryła pod czarnym szalem.
Wycelowała w głowę dyktatora i nacisnęła spust. W chwili strzału Mussolini odwrócił głowę. Pocisk trafił go tylko w nos, powodując powierzchowną ranę. Gibson próbowała strzelić ponownie, ale broń nie wypaliła.
Tłum natychmiast rzucił się na zamachowczynię. Kobieta została dotkliwie pobita i prawdopodobnie zostałaby zlinczowana, gdyby policjanci nie wyrwali jej napastnikom.
Mussolini po opatrzeniu rany ponownie pojawił się publicznie.
Propaganda
Nieudany zamach szybko stał się dla reżimu okazją do budowania wizerunku Mussoliniego jako niezwyciężonego przywódcy.
Już następnego dnia wyjechał w zaplanowaną podróż do Libii. Plaster na twarzy przypominał o tym, że przeżył próbę zabójstwa.
Atak wywołał we Włoszech falę demonstracji poparcia dla dyktatora. Dochodziło również do napaści na przeciwników faszyzmu i redakcje opozycyjnych gazet. Do procesu Gibson jednak nie doszło.
Jej stan psychiczny oceniali włoscy psychiatrzy. Uznali, że cierpi na przewlekłe zaburzenia psychiczne i nie powinna odpowiadać karnie. Jednocześnie stwierdzili, że może stanowić zagrożenie dla siebie i innych.
Włoskie władze zdecydowały się ją deportować.
W szpitalu
Po powrocie do Wielkiej Brytanii Gibson została ponownie zbadana, a następnie umieszczona w St Andrew’s Hospital w Northampton. Nigdy już z niego nie wyszła.
Przez lata prosiła o zwolnienie i pisała listy między innymi do krewnych oraz znanych osób. Administracja szpitala zatrzymywała jednak jej korespondencję.
Zmarła w 1956 roku w wieku 79 lat. W placówce spędziła niemal trzy dekady.
Przez wiele lat pamiętano o niej przede wszystkim jako o "szalonej Irlandce", która postrzeliła Mussoliniego. Dopiero później zaczęto dokładniej badać jej poglądy, kontakty i stosunek do faszyzmu.
Nie ma pewności, co miało największy wpływ na decyzję o zamachu. Gibson niewątpliwie zmagała się z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Jednocześnie interesowała się polityką i obracała wśród ludzi niechętnych włoskiemu faszyzmowi.
Jedno pozostaje pewne: 7 kwietnia 1926 roku znalazła się o kilka centymetrów od zabicia Benito Mussoliniego.