Satyra, która stała się niebezpieczna
Tuż przed wybuchem wojny na afiszach znajdowała się jeszcze "Baba-Dziwo". Pawlikowska-Jasnorzewska uderzyła w tej sztuce w niemiecki totalitaryzm, wystawiając jego mechanizmy na pośmiewisko.
Po wkroczeniu wojsk niemieckich autorka takiego utworu nie mogła czuć się bezpiecznie. Zdecydowała się na wyjazd i przekroczyła południową granicę w Zaleszczykach.
Dalsza droga prowadziła przez Rumunię i Francję do Wielkiej Brytanii. Poetka zostawiała za sobą kraj, w którym zbudowała pozycję jednej z najbardziej rozpoznawalnych autorek swojego pokolenia.
Przed wojną kojarzono ją z krótkimi, oszczędnymi wierszami oraz środowiskiem Skamandra. W 1937 roku otrzymała Literacką Nagrodę Miasta Krakowa.
Uciekała więc nie jako początkująca pisarka, lecz ceniona poetka i dramatopisarka. Wojna przerwała jej karierę w chwili, gdy mogła korzystać z osiągniętej już sławy.
Nowe życie w Blackpool
Towarzyszył jej Stefan Jasnorzewski, trzeci mąż poetki. Był lotnikiem i chciał walczyć, lecz stan zdrowia nie pozwolił mu wrócić do latania.
Otrzymał przydział do służby naziemnej w bazie RAF w Blackpool. Tam małżonkowie próbowali ułożyć sobie życie po utracie domu i dawnego środowiska.
Maria nie zamierzała uczyć się angielskiego. Uważała, że pozostało jej zbyt mało czasu, aby przeznaczać go na opanowanie obcego języka.
Nadal tworzyła po polsku. Emigracja odcięła ją jednak od czytelników i świata literackiego, do którego należała przed 1939 rokiem.
Blackpool stało się ich miejscem zamieszkania, lecz dla poetki nie zastąpiło Warszawy ani Krakowa. Pozostawała poza krajem i poza własnym językowym otoczeniem.
Najpierw straciła rodziców, później zdrowie
Wojenne lata przynosiły kolejne wiadomości o śmierci bliskich. Najpierw zmarł jej ojciec, malarz Wojciech Kossak.
Rok później odeszła matka poetki. Maria została w Wielkiej Brytanii ze Stefanem i coraz poważniejszą chorobą.
Rozpoznano u niej nowotwór, który szybko zaatakował również kręgosłup. Doświadczenie bólu zmieniło charakter jej pisania.
Wcześniejszą subtelność zastępowały coraz bardziej bezpośrednie zapisy choroby i niszczenia ciała. Poetka nie odwracała wzroku od tego, co działo się z nią samą.
Dwukrotnie trafiła do Christie Institute w Manchesterze. W 1945 roku czekała ją ciężka operacja.
Przed zabiegiem poprosiła o eleganckie ubranie. Chciała wejść na salę przygotowana z taką samą starannością, z jaką dawniej wybierała się do teatru.
Listy pisane przy szpitalnym łóżku
Stefan pozostawał przy żonie przez cały okres leczenia. Nocami spał na podłodze obok jej łóżka.
Małżonkowie pisali do siebie listy, choć znajdowali się zaledwie kilka metrów od siebie. Korespondencja pozwalała im mówić o sprawach, które trudniej było wypowiedzieć bezpośrednio.
Po śmierci Marii Stefan zachował wszystkie te zapiski. Nie udostępniał ich badaczom ani rodzinie.
O listy wielokrotnie pytała Magdalena Samozwaniec, siostra poetki. Wdowiec nie zgodził się jednak przekazać jej pamiątek.
Dopiero po jego śmierci korespondencja wróciła do Polski. Znalazła się w zbiorach warszawskiego Muzeum Literatury.
Grób, o którym długo nie pamiętano
Pawlikowska-Jasnorzewska została pochowana na Southern Cemetery w Manchesterze. Jej mogiła znajduje się w polskiej części nekropolii, w pobliżu grobów 17 żołnierzy.
Stefan po wojnie odciął się od lotnictwa oraz dawnego środowiska. Przez niemal pięć lat nie utrzymywał kontaktu ze wspólnymi znajomymi małżonków.
Żył samotnie i nie wypowiadał się publicznie o zmarłej żonie. Pilnie strzegł pozostawionych przez nią dokumentów.
Tymczasem skromny grób poetki stopniowo zarastał bluszczem. Przez wiele lat niewiele osób pamiętało, gdzie została pochowana.
Również w PRL jej twórczość pozostawała na uboczu. Nie odpowiadała ani estetycznym oczekiwaniom decydentów, ani promowanemu przez nich wizerunkowi kobiety.
Trzy małżeństwa i odrzucenie tradycyjnej roli matki-Polki nie ułatwiały wpisania Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w oficjalną opowieść. Dopiero po latach polskie instytucje ponownie zwróciły uwagę na jej dorobek i miejsce spoczynku.