Udawała, że rodzi króliki. Lekarze dali się nabrać

W 1726 roku lekarze zaczęli przyjeżdżać do niewielkiego Godalming w angielskim hrabstwie Surrey. Mieszkająca tam Mary Toft miała dokonywać czegoś, co wydawało się niemożliwe: rodzić króliki. Niektórzy medycy potraktowali doniesienia poważnie, a wieść o niezwykłej pacjentce dotarła aż na dwór Jerzego I. Dopiero uważniejsza obserwacja ujawniła, co naprawdę kryło się za rzekomymi porodami.

Mary ToftMary Toft
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Niecodzienne doniesienia z Godalming

Mary Toft miała za sobą ciążę zakończoną poronieniem, gdy zaczęła opowiadać o kolejnych, niezwykłych porodach. Sprawą zainteresował się John Howard, lekarz zajmujący się położnictwem w pobliskim Guildford. Podczas badania kobiety miał odbierać od niej części zwierząt, a nawet martwe króliki.

Howard uznał, że uczestniczy w zdarzeniu wymagającym uwagi innych lekarzy. Przekazywał informacje o swoich obserwacjach, które szybko zaczęły krążyć w środowisku medycznym. Wiadomości dotarły również do otoczenia króla Jerzego I.

Dziś opowieść o kobiecie rodzącej króliki brzmi absurdalnie, ale w XVIII wieku funkcjonowały jeszcze przekonania pozwalające traktować ją poważniej.

Według teorii tzw. wrażeń matczynych silne przeżycia ciężarnej miały wpływać na wygląd rozwijającego się dziecka. Toft wspominała o zainteresowaniu królikami, a część obserwatorów próbowała łączyć je z jej rzekomymi porodami.

Nie wszyscy byli skłonni przyjąć takie wyjaśnienie. Nawet jeśli lekarze widzieli fragmenty zwierząt wydobywane podczas badania, pozostawało pytanie o ich rzeczywiste pochodzenie. Należało ustalić, czy materiał znalazł się w organizmie kobiety w sposób naturalny, czy został tam wcześniej umieszczony.

Królewscy wysłannicy mieli różne zdania

Jednym z lekarzy wysłanych do zbadania sprawy był Nathaniel St André, chirurg związany z królewskim dworem. Przyjął przedstawiane mu relacje za wiarygodne i stał się gorliwym obrońcą niezwykłego odkrycia. Jego stanowisko dodawało całej historii powagi.

Zdecydowanie ostrożniejszy okazał się Cyriacus Ahlers, również wysłany przez dwór. Przyglądając się szczątkom królików, zwrócił uwagę na zawartość ich jelit. Resztki pokarmu wskazywały, że zwierzęta wcześniej żyły i jadły poza organizmem Toft.

Wątpliwości zgłaszali też Richard Manningham i James Douglas. Wśród samych medyków narastał spór, ponieważ obserwacje poszczególnych osób prowadziły do sprzecznych wniosków. Autorytet lekarza nie wystarczał, aby rozstrzygnąć, kto właściwie miał rację.

St André nadal wierzył w autentyczność porodów. Przygotował nawet drukowany opis swoich badań, który ukazał się 3 grudnia 1726 roku. Kilka dni później cała historia została zdemaskowana, stawiając autora publikacji w wyjątkowo niezręcznym położeniu.

Nadzór w londyńskim zakładzie kąpielowym

29 listopada Mary Toft przewieziono do Londynu. Umieszczono ją w Lacy's Bagnio, zakładzie kąpielowym położonym w okolicy Leicester Fields, gdzie lekarze mogli prowadzić ściślejszą obserwację. Chodziło o wyeliminowanie możliwości ingerencji osób postronnych.

Rezultat był wymowny. W nowych warunkach kolejne króliki przestały się pojawiać, a dodatkowych podejrzeń dostarczyło wykrycie próby wniesienia zwierzęcia do miejsca pobytu pacjentki. Coraz trudniej było utrzymywać, że wcześniejsze zdarzenia miały naturalne przyczyny.

Manningham postanowił wywrzeć na kobietę presję. Zagroził przeprowadzeniem bolesnego zabiegu, który miał pomóc wyjaśnić jej stan. 7 grudnia 1726 roku Toft przyznała, że cała historia była oszustwem.

Mechanizm mistyfikacji okazał się znacznie prostszy od wyjaśnień rozważanych przez część lekarzy. Fragmenty zwierząt umieszczano wcześniej w pochwie kobiety, a następnie wydobywano podczas rzekomych porodów. Nie dochodziło do żadnego niezwykłego rozwoju płodów ani narodzin zwierząt.

Zeznania, pamflety i więzienie

Przyznanie się Toft nie zamknęło wszystkich pytań. W kolejnych relacjach wymieniała różne osoby, które miały pomagać jej w przygotowywaniu mistyfikacji. Zeznania nie były jednak spójne, a okoliczności ich uzyskania utrudniają ustalenie rzeczywistego udziału poszczególnych ludzi.

Sprawa stała się znakomitym tematem dla satyryków. Powstawały pamflety i karykatury wyśmiewające zarówno Mary Toft, jak i medyków, którzy uwierzyli w jej opowieść. William Hogarth przedstawił całą aferę na rycinie "Cunicularii", a St André musiał zmierzyć się z utratą zawodowej wiarygodności.

Prasa i autorzy druków ulotnych nie zawsze przejmowali się sprawdzaniem informacji. Rozpowszechniano nawet wiadomości o śmierci Toft, choć kobieta nadal żyła. Rozgłos sprawy sprawiał, że obok rzeczywistych wydarzeń pojawiały się kolejne nieprawdziwe historie.

Toft spędziła kilka miesięcy w więzieniu, ale postępowanie nie zakończyło się jej skazaniem za królicze porody. Ostatecznie wróciła do Surrey, gdzie przeżyła jeszcze wiele lat. Zmarła w 1763 roku.

Wybrane dla Ciebie