Wpadła do wąskiej studni. Cała Ameryka śledziła akcję ratunkową

Jessica McClure miała zaledwie 18 miesięcy, gdy wpadła do studni na podwórku. Dziewczynka utknęła niemal siedem metrów pod ziemią, a ratownicy przez 58 godzin próbowali ją wydostać. W październiku 1987 roku dramatyczną akcję śledziły miliony Amerykanów, którzy przed telewizorami czekali na wiadomości o losie dziecka.

Jessica McClure z prezydentem George’em H.W. Bushem w Białym Domu Jessica McClure z prezydentem George’em H.W. Bushem w Białym Domu
Źródło zdjęć: © Domena publiczna | Susan Biddle

Groźny wypadek

Do wypadku doszło 14 października 1987 roku na podwórku domu ciotki Jessiki w Midland w Teksasie. Dziewczynka wpadła do nieużywanej, suchej studni o średnicy zaledwie 20 centymetrów. Zatrzymała się na głębokości około 6,7 metra, zakleszczona w ciasnym otworze. Jej prawa noga była zgięta i podciągnięta w kierunku głowy.

Studnia była zbyt wąska, aby mógł do niej zejść dorosły człowiek. Ratownicy wiedzieli, gdzie znajduje się Jessica, ale nie mieli możliwości, by do niej dotrzeć. Musieli znaleźć sposób na wydostanie dziewczynki, nie narażając jej przy tym na dodatkowe obrażenia.

Do studni opuszczono mikrofon, dzięki któremu można było słyszeć głos dziecka. Zadbano również o dopływ tlenu. Jeden ze strażaków wykorzystał do tego wąż ogrodowy podłączony do butli tlenowej.

Szczególnie zapamiętano moment, gdy z głębi studni dobiegło nucenie piosenki o Kubusiu Puchatku. Dla ratowników był to znak, że dziewczynka wciąż żyje.

Trudne zadanie

Ponieważ nie można było wyciągnąć Jessiki przez otwór studni, postanowiono dotrzeć do niej z boku. W tym celu rozpoczęto wiercenie drugiego, równoległego szybu, który miał zostać połączony ze studnią podziemnym przejściem. Dopiero przez taki tunel ratownik mógł dostać się do dziewczynki i ją uwolnić.

Prace okazały się wyjątkowo trudne. Pod ziemią natrafiono na twardą skałę, przez którą niełatwo było się przebić. Wiercenie trwało wiele godzin, a kolejne ekipy pracowały na zmianę.

W akcji uczestniczyli strażacy, ratownicy medyczni oraz pracownicy przemysłu naftowego. Midland było ważnym ośrodkiem wydobycia ropy, dlatego nie brakowało tam ludzi mających doświadczenie w obsłudze ciężkiego sprzętu wiertniczego.

W piątek przed południem ratownikom udało się zobaczyć Jessikę za pomocą lusterka wsuniętego do studni. Dziewczynka nadal jednak pozostawała poza ich zasięgiem. Przygotowanie podziemnego przejścia zajęło jeszcze wiele godzin.

Na miejsce nieustannie dostarczano sprzęt i materiały potrzebne do prowadzenia akcji. Trzeba było również zadbać o ludzi, którzy od dwóch dni pracowali niemal bez przerwy. Ustawiono przenośne toalety, a miejscowe restauracje przywoziły posiłki. Niewielkie podwórko zamieniło się w miejsce wielkiej operacji ratunkowej.

Zakończenie akcji

Wiadomość o dziewczynce uwięzionej w studni szybko dotarła do ogólnokrajowych mediów. Do Midland zjechali dziennikarze i ekipy telewizyjne, które relacjonowały przebieg akcji. Jessikę zaczęto nazywać "Baby Jessica", a jej los śledziły miliony widzów.

Kamery przez wiele godzin pokazywały ratowników, sprzęt wiertniczy i ludzi zgromadzonych wokół studni. Co jakiś czas pojawiały się informacje o postępach prac, ale nikt nie potrafił powiedzieć, kiedy uda się wydostać dziecko. Akcja rozpoczęta w środę trwała przez cały czwartek i przeciągnęła się do piątkowego wieczoru.

16 października, po około 58 godzinach od wypadku, ratownicy wreszcie dotarli do Jessiki. Robert O'Donnell uwolnił dziewczynkę i przekazał ją Steve'owi Forbesowi, który wyniósł ją na powierzchnię.

Było około godziny 20. Moment ten pokazały trzy największe amerykańskie sieci telewizyjne. Po ponad dwóch dobach oczekiwania widzowie zobaczyli Jessikę na rękach ratownika.

Co było później?

Dziewczynkę przewieziono do szpitala, gdzie spędziła ponad miesiąc. Miała ranę na czole oraz poważne obrażenia prawej stopy. Lekarze musieli amputować jej jeden z palców.

Na czole pozostała blizna, widoczna również w dorosłym życiu. Jessica przyznawała później, że nie pamięta wydarzeń, które w dzieciństwie przyniosły jej sławę w całych Stanach Zjednoczonych.

Historia dziewczynki poruszyła tysiące ludzi. Jej rodzina otrzymywała kartki, prezenty i pieniądze od osób, które śledziły akcję ratunkową. Z darowizn utworzono specjalny fundusz, do którego Jessica uzyskała dostęp po ukończeniu 25 lat.

Z rodzicami dziewczynki skontaktował się prezydent Ronald Reagan, a samą Jessikę odwiedził ówczesny wiceprezydent George H.W. Bush. W lipcu 1989 roku spotkała się z nim ponownie, gdy był już prezydentem. W Białym Domu wykonano wówczas ich wspólne zdjęcie.

Z czasem zainteresowanie mediów osłabło, a Jessica dorastała w rodzinnym Midland. W 2004 roku ukończyła szkołę średnią, a dwa lata później wyszła za mąż.

O akcji ratunkowej nie zapomniano jednak w jej rodzinnym mieście. W październiku 1988 roku, rok po wypadku, dwuipółletnia Jessica wraz z rodzicami odsłoniła na Centennial Plaza płaskorzeźbę autorstwa miejscowej artystki Mary Griffith.

Przedstawiała ona dziewczynkę oraz twarze i dłonie ludzi zgromadzonych przy studni w chwili zakończenia akcji. Tym razem Jessica uczestniczyła w uroczystości już nie jako ratowane dziecko, lecz jako bohaterka wydarzenia upamiętniającego jej ocalenie.

Wybrane dla Ciebie