Chciała odnowić fresk Jezusa. Z jej pracy śmiał się cały świat

Cecilia Giménez chciała uratować niszczejący obraz Jezusa w sanktuarium niedaleko hiszpańskiego miasta Borja. Próba jego odnowienia zakończyła się jednak niepowodzeniem, a zdjęcia przemalowanej twarzy Chrystusa w 2012 roku obiegły świat i wywołały falę kpin. Dla 81-letniej Hiszpanki było to bolesne doświadczenie. Tymczasem jej nieudana renowacja stała się atrakcją turystyczną, która przyniosła miastu niespodziewany rozgłos.

Obraz Eliasa Garcii Martineza "Ecce Homo" po restauracji Cecilii GiménezObraz Eliasa Garcii Martineza "Ecce Homo" po restauracji Cecilii Giménez
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons | Cecilia Giménez

Niszczejące malowidło

W sanktuarium Misericordia, położonym kilka kilometrów od hiszpańskiego miasta Borja w Aragonii, znajdowało się niewielkie malowidło przedstawiające Jezusa w czerwonej szacie i koronie cierniowej. Około 1930 roku namalował je Elías García Martínez.

Obraz nosił tytuł Ecce Homo, czyli "Oto człowiek". Nie uchodził za wybitne dzieło sztuki i przez dziesięciolecia pozostawał niemal nieznany poza najbliższą okolicą.

Z biegiem lat malowidło zaczęło niszczeć. Wilgoć uszkadzała podłoże, a farba odpadała, odsłaniając coraz większe fragmenty ściany.

Cecilia Giménez, która mieszkała w pobliżu sanktuarium, od dawna obserwowała pogarszający się stan obrazu. Sama amatorsko zajmowała się malarstwem, choć nie miała wykształcenia ani doświadczenia w konserwacji zabytków.

Nie była to jej pierwsza próba ratowania Ecce Homo. Wcześniej poprawiała już niektóre fragmenty malowidła, przede wszystkim szatę Jezusa. Wnuczka autora, Teresa García, wspominała w 2012 roku, że tamte ingerencje nie budziły większych zastrzeżeń. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy Cecilia postanowiła odnowić twarz Chrystusa.

Latem 2012 roku ponownie przystąpiła do pracy. Korzystała z fotografii przedstawiającej pierwotny wygląd obrazu, ale rezultat znacznie odbiegał od oryginału. Twarz Jezusa straciła charakterystyczne rysy i proporcje, przez co zaczęła przypominać karykaturę. Próba uzupełnienia ubytków zakończyła się niemal całkowitą zmianą wyglądu postaci.

"Nie skończyłam"

Gdy sprawa wyszła na jaw, Giménez tłumaczyła, że nie zdążyła dokończyć pracy. Przerwała malowanie i wyjechała, ale zamierzała wrócić do sanktuarium. Według jednej z pracownic świątyni czekała również, aż wilgotne podłoże wyschnie. Nie uważała zatem przemalowanego obrazu za ukończony.

Pojawiły się także pytania o to, kto pozwolił jej prowadzić prace. Giménez zapewniała w telewizji, że miejscowy ksiądz wiedział o jej działaniach, a odwiedzający sanktuarium mogli obserwować, jak maluje. Władze podkreślały jednak, że kobieta nie otrzymała formalnej zgody fundacji, do której należała świątynia.

Rodzina Garcíi Martíneza była oburzona. Wnuczka artysty uważała, że dzieło jej dziadka zostało zniszczone, i nie widziała w całej sytuacji nic zabawnego.

Władze samorządowe zapowiedziały natomiast konsultacje z konserwatorami i rozważały podjęcie kroków prawnych. Specjaliści mieli ocenić, czy można przywrócić malowidłu pierwotny wygląd bez dalszego jego uszkodzenia.

Z małego miasta na pierwsze strony

7 sierpnia 2012 roku o nieudanej renowacji poinformował na swoim blogu Centro de Estudios Borjanos, miejscowy ośrodek zajmujący się historią i kulturą. Początkowo sprawa wzbudzała zainteresowanie głównie w okolicy.

Wkrótce jednak opisał ją dziennik "Heraldo de Aragón", a za nim kolejne hiszpańskie i zagraniczne redakcje. Zdjęcia przemalowanego obrazu szybko rozprzestrzeniły się w internecie. Do Borja zaczęły przyjeżdżać ekipy telewizyjne, a wkrótce także pierwsi turyści.

Internauci tworzyli kolejne przeróbki i żartowali z nieudanego dzieła. Przemalowany wizerunek Jezusa przezwano Ecce Mono, nawiązując do hiszpańskiego słowa oznaczającego małpę.

Dla Cecilii nagła popularność okazała się jednak bolesnym doświadczeniem. Bardzo źle znosiła zainteresowanie mediów i kpiny ze swojej pracy.

Już 23 sierpnia hiszpańska telewizja RTVE informowała, powołując się na jej bliskich i sąsiadów, że Giménez cierpi z powodu silnego lęku, większość czasu spędza w łóżku i straciła apetyt. Rodzina próbowała nakłonić ją do jedzenia.

Nie wszyscy mieszkańcy Borja przyłączyli się jednak do krytyki. Podczas uroczystości św. Bartłomieja, 25 sierpnia, ludzie zgromadzeni przy sanktuarium przywitali Cecilię oklaskami. Burmistrz wspominał później to wydarzenie jako przełomowy moment w całej historii. Kobieta, z której jeszcze niedawno drwiły tysiące internautów, mogła liczyć na wsparcie części mieszkańców.

Tymczasem przed świątynią ustawiały się coraz dłuższe kolejki. Przyjezdni chcieli zobaczyć słynny obraz i zrobić sobie przy nim zdjęcie. Ostatecznie postanowiono pozostawić malowidło w zmienionej postaci, mimo sprzeciwu rodziny jego autora.

Bilety, pamiątki i pomoc seniorom

We wrześniu 2012 roku wprowadzono opłatę za wejście do kościoła. Obejrzenie słynnego Ecce Homo kosztowało jedno euro. Zainteresowanie nie słabło, a do Borja nadal przyjeżdżali turyści z Hiszpanii i zagranicy.

W sprzedaży pojawiły się również pamiątki z podobizną przemalowanego Jezusa. W marcu 2016 roku otwarto centrum poświęcone historii obrazu i Cecilii Giménez.

Nieudana renowacja zaczęła przynosić znaczne dochody. W 2018 roku dziennik "Heraldo de Aragón" informował, że sprzedaż biletów i pamiątek oraz opłaty za wykorzystywanie wizerunku zapewniały fundacji około 52 tys. euro rocznie.

Z tych pieniędzy wypłacano m.in. wynagrodzenia dwóm pracownicom obsługującym wejście do sanktuarium. Część wpływów przeznaczano także na pomoc potrzebującym. Wspierano miejscowy dom opieki i dofinansowywano pobyt seniorów, którzy nie byli w stanie samodzielnie pokryć wszystkich kosztów.

Rosnące dochody nie zakończyły jednak sporów. Rodzina pierwotnego autora nadal zabiegała o poszanowanie jego dorobku, a sprzedaż pamiątek wywołała pytania o prawa do przemalowanego obrazu i podział zysków.

Z czasem podjęto próby pogodzenia zainteresowanych stron. Jak opisywał w 2022 roku portal "elDiario.es", jednym z takich działań była wystawa przypominająca twórczość Garcíi Martíneza, którego nazwisko pozostawało w cieniu historii nieudanej renowacji.

Cecilia również miała udział w dochodach związanych z popularnością obrazu. Zrezygnowała jednak z połowy przysługujących jej zysków z praw do wykorzystywania przemalowanego wizerunku, aby część tych pieniędzy można było przeznaczyć na pomoc potrzebującym.

Sama Hiszpanka miała za sobą wiele trudnych doświadczeń. Wcześnie owdowiała i straciła jednego z dwóch synów. Przez wiele lat opiekowała się drugim synem, który miał niepełnosprawność. Ostatnie lata życia spędziła w placówkach opiekuńczych.

Cecilia Giménez zmarła 29 grudnia 2025 roku w wieku 94 lat. Jej śmierć potwierdził burmistrz Borja, Eduardo Arilla, który wyraził wdzięczność za to, co kobieta niezamierzenie zrobiła dla miasta. Przypomniał również, że łączne przychody ze słynnego Ecce Homo przekroczyły już 600 tys. euro.

Wybrane dla Ciebie