Zatrzymała się przed najważniejszym etapem
Wyniki uzyskane przez Morgan prowadziły bezpośrednio do badań z udziałem ludzi. Badaczka nie zdecydowała się jednak wykonać tego kroku.
Obawiała się testowania preparatu na dzieciach. Zbyt mało wiedziano wówczas o możliwych długofalowych skutkach dla tkanki nerwowej.
Morgan odeszła od badań nad polio zaledwie kilka lat przed sukcesem Salka. Tym samym straciła szansę, by jej nazwisko zostało trwale związane ze zwycięstwem nad chorobą.
Nie porzuciła pracy naukowej. Zajęła się biostatystyką, wpływem zanieczyszczonego powietrza na zdrowie oraz poszukiwaniem nowych metod leczenia nowotworów.
Żaden z tych kierunków nie przyniósł jej jednak sławy porównywalnej z badaniami nad polio.
Szczepionka musiała uwzględniać trzy typy
Morgan pracowała na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa. Zespół, do którego należała, ustalił, że wirus polio występuje w trzech różnych typach.
Ochrona przed jednym z nich nie zapewniała odporności na pozostałe. Skuteczny preparat musiał więc obejmować wszystkie trzy.
Odkrycie pozwalało wyjaśnić niepowodzenia prób prowadzonych w latach 30. Wykorzystywano w nich tylko jeden szczep wirusa.
Morgan zajęła się również przekonaniem, że trwałą odporność może wywołać wyłącznie żywy wirus. Jej doświadczenia przyniosły inny wynik.
W 1948 roku opublikowała pracę dotyczącą badań na małpach. Zwierzęta otrzymały preparat zawierający wirusa unieszkodliwionego formaliną.
Ochrona była możliwa, gdy organizm wytwarzał odpowiednio wysoki poziom przeciwciał.
Jedno szczepienie nie wystarczało
Doświadczenia Morgan pokazały również, że preparat z inaktywowanym wirusem należy podawać kilkakrotnie. Pojedyncza dawka nie zapewniała oczekiwanego efektu.
Z badań wynikała także potrzeba stosowania późniejszych dawek przypominających. Dziś jest to rozwiązanie powszechnie znane, lecz wówczas nie było oczywiste.
Formalina pozwalała pozbawić wirusa zdolności wywoływania choroby, nie odbierając preparatowi możliwości pobudzenia odporności. To właśnie tę substancję wykorzystał później Jonas Salk.
Zanim jego szczepionka przyniosła mu światową sławę, metoda otrzymała ważne potwierdzenie w laboratorium Morgan.
Dorastała wśród biologów
Zainteresowanie nauką wyniosła z rodzinnego domu. Jej matka miała odpowiednie wykształcenie i sama uczyła dzieci aż do trzeciej klasy.
Rodzina spędzała lato niedaleko Woods Hole. Dom odwiedzali biologowie, a rozmowy o prowadzonych doświadczeniach należały tam do codzienności.
Isabel miała troje rodzeństwa. Tylko ona wybrała drogę podobną do tej, którą podążali rodzice.
Jej kariera przypadła na okres, gdy polio wywoływało w Stanach Zjednoczonych ogromny lęk. Latem rodzice obawiali się wysyłania dzieci na baseny, kolonie i do kin.
W prasie pojawiały się zdjęcia chorych korzystających z żelaznych płuc. Badacze długo nie potrafili nawet określić, ilu typów wirusa należy szukać.
Horstmann wyjaśniła drogę zakażenia
Równolegle nad polio pracowała Dorothy Horstmann. Próbowała ustalić, w jaki sposób wirus dostaje się do organizmu i dociera do układu nerwowego.
Przez wiele lat za najważniejszą drogę zakażenia uznawano układ oddechowy. Takie przypuszczenie wynikało z obserwacji szczepów hodowanych w laboratoriach.
W tych warunkach wirus kierował się bezpośrednio do układu nerwowego. Szczepy zdążyły jednak przystosować się do takiego sposobu działania, przez co wprowadzały naukowców w błąd.
Horstmann wykazała, że głównym źródłem zakażenia był kał, a nie wydzielina z gardła.
Ustaliła również, że wirus pojawiał się we krwi krótko przed wystąpieniem porażeń. Pozwoliło to uporządkować przebieg choroby od przewodu pokarmowego aż do układu nerwowego.