WAŻNE
TERAZ

Zamknął ją w wieży, a potem zabił. Zagadka śmierci Ludgardy

Wojna z emu. Tak Australia przegrała z ptakami

Australijski rząd wysłał przeciw nim żołnierzy uzbrojonych w karabiny maszynowe. Przeciwnikiem nie była jednak obca armia, lecz stado emu, które pustoszyło pola uprawne. Operacja miała zakończyć się błyskawicznie. Zamiast zwycięstwa przyszła jedna z najbardziej zawstydzających porażek w historii australijskiego wojska.

Farmer z odstrzelonym ptakiem emuFarmer z odstrzelonym ptakiem emu
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Ziemia dla weteranów

Po I wojnie światowej tysiące żołnierzy korpusu ANZAC otrzymało od państwa działki rolne w Australii Zachodniej. Rząd liczył, że byli wojskowi zagospodarują nowe tereny, a oni sami wierzyli, że po latach walk wreszcie zaczną spokojne życie.

Szybko okazało się, że nie będzie to łatwe. Uprawa pszenicy w tej części kraju wymagała ogromnego wysiłku. Brakowało infrastruktury, klimat nie oszczędzał rolników, a gospodarstwa dzieliły dziesiątki kilometrów. Potem nadszedł Wielki Kryzys.

Ceny zboża gwałtownie spadły, zapowiadane przez rząd wsparcie nie nadeszło, a susza jeszcze bardziej pogorszyła sytuację. Właśnie wtedy pojawiły się emu.

W poszukiwaniu wody i pożywienia ponad 20 tysięcy ptaków ruszyło w okolice Campion i Walgoolan. Zjadały dojrzewające zboże, tratowały zasiewy i wyłamywały ogrodzenia. Przez powstałe wyrwy na pola wchodziły króliki, które powodowały kolejne straty.

Farmerzy uznali, że sami nie dadzą sobie rady. Większość z nich jeszcze kilkanaście lat wcześniej służyła na frontach I wojny światowej.

Dlatego zwrócili się do ministra obrony George'a Pearce'a z prośbą o pomoc, którą dobrze pamiętali z wojska. Chcieli karabinów maszynowych.

Pierwsze starcie

Minister obrony George Pearce zgodził się wysłać wojsko, ale pod jednym warunkiem. Żołnierzy zapewniała armia, natomiast koszty transportu i utrzymania oddziału mieli pokryć miejscowi farmerzy.

Dowództwo powierzono majorowi Gwynyddowi Meredithowi. Towarzyszyło mu dwóch żołnierzy, sierżanci McMurray i O'Halloran. Do dyspozycji dostali dwa karabiny maszynowe Lewis oraz dziesięć tysięcy nabojów.

2 listopada 1932 roku rozpoczęli działania w okolicach Campion. Pierwszym celem było stado liczące około 50 emu. Żołnierze otworzyli ogień, ale ptaki błyskawicznie rozproszyły się na kilka grup.

Zanim udało się oddać kolejne serie, większość z nich zniknęła. Już po pierwszym starciu stało się jasne, że trafienie biegnącego emu będzie znacznie trudniejsze, niż ktokolwiek zakładał.

Armia na celowniku

Dwa dni później Meredith spróbował ponownie.Tym razem żołnierze zajęli pozycje przy tamie, gdzie zebrało się ponad tysiąc spragnionych ptaków.

Czekali, aż stado podejdzie bliżej. Padły pierwsze strzały. Po kilkudziesięciu nabojach karabin się zaciął. Zanim broń znów była gotowa do użycia, emu zdążyły uciec.

Meredith nie zamierzał rezygnować. Lewis trafił na skrzynię ciężarówki, a żołnierze ruszyli w pościg. Pomysł szybko okazał się kiepski.

Emu bez trudu uciekały samochodowi, a nierówny teren sprawiał, że prowadzenie celnego ognia było praktycznie niemożliwe. Do 8 listopada oddział wystrzelił około 2,5 tysiąca nabojów. Liczba zabitych ptaków była nieporównywalnie mniejsza.

O nieudanej operacji szybko dowiedziała się cała Australia. Gazety pytały, jak to możliwe, że wojsko wyposażone w karabiny maszynowe przegrywa z ptakami.

W parlamencie coraz częściej padało słowo "kompromitacja". Pojawiły się także głosy krytykujące sposób prowadzenia odstrzału i cierpienie rannych zwierząt.

Presja rosła z każdym dniem. Minister George Pearce zdecydował o zakończeniu operacji i wycofaniu żołnierzy.

Druga próba

Farmerzy nie pogodzili się z porażką.15 listopada ponownie zwrócili się do władz o pomoc. Twierdzili, że emu nadal pustoszą uprawy, a problem nie zniknął wraz z odejściem wojska.

Rząd zgodził się na jeszcze jedną akcję. Major Meredith wrócił w teren i prowadził działania do 10 grudnia. W tym czasie żołnierze zużyli niemal cały zapas amunicji.

Według oficjalnych raportów zastrzelono 986 emu. Szacowano również, że około 2,5 tysiąca kolejnych ptaków mogło później paść od odniesionych ran.

Kto wygrał

Bilans trudno było uznać za sukces. Przeciwko ponad 20 tysiącom emu armia wykorzystała tysiące nabojów, a efekt okazał się niewielki.

W następnych latach farmerzy jeszcze kilkakrotnie prosili o ponowne wysłanie wojska, ale rząd konsekwentnie odmawiał.

Postawiono na inne rozwiązania. W kolejnych dekadach zaczęto budować długie ogrodzenia z siatki, które skuteczniej chroniły pola uprawne. Jednocześnie wprowadzono cywilny odstrzał prowadzony przez samych rolników.

To właśnie te metody okazały się znacznie skuteczniejsze niż słynna "wojna z emu", będąca jednym z najbardziej niezwykłych wydarzeń w dziejach australijskiej armii.

Wybrane dla Ciebie