Pierwszy zamach na ciężarną królową
Do pierwszego ataku doszło 10 czerwca 1840 roku, kilka miesięcy po ślubie Wiktorii z księciem Albertem. Królowa była wówczas w ciąży i podróżowała otwartym powozem.
Edward Oxford oddał w jej kierunku dwa strzały. Oba chybiły, a napastnika natychmiast obezwładnili ludzie stojący przy trasie przejazdu.
Tak bliski kontakt monarchy z tłumem nie był wówczas niczym niezwykłym. Królewska para często poruszała się otwartym powozem, a system ochrony był znacznie mniej rozbudowany niż w późniejszych czasach.
Jeden zamachowiec
Dwa lata później pojawił się John Francis. 29 maja 1842 roku wycelował broń w królewską parę, ale jego pistolet nie wypalił.
Następnego dnia Wiktoria i Albert ponownie wyjechali otwartym powozem. Liczono, że Francis spróbuje jeszcze raz i dzięki temu łatwiej będzie go schwytać.
Tak właśnie się stało. Napastnik ponownie pojawił się przy trasie przejazdu i oddał strzał, lecz chybił. Tym razem został zatrzymany.
Nie każda broń mogła zabić
Jeszcze w tym samym roku John William Bean wyciągnął pistolet podczas przejazdu królowej. Broń była jednak załadowana głównie tytoniem i nie stanowiła takiego zagrożenia jak sprawny pistolet z pociskiem.
W 1849 roku William Hamilton również oddał strzał w kierunku królewskiego powozu. W jego broni znajdował się jednak tylko proch.
Te wydarzenia pokazują, że nie każdy z napastników miał równie realną możliwość zabicia monarchini. Część używała wadliwej lub źle załadowanej broni, inni po prostu chybiali.
Zranienie królowej
Najbardziej bezpośredni atak nastąpił 27 czerwca 1850 roku. Robert Pate nie użył pistoletu. Podszedł do powozu i uderzył królową laską w głowę.
Wiktoria odniosła widoczne obrażenia. Był to jedyny przypadek w całej serii, kiedy napastnik rzeczywiście ją zranił.
Mimo to królowa nie wycofała się na długo z życia publicznego. Jej szybki powrót do obowiązków zaczął działać na korzyść monarchii. Wiktorię przedstawiano jako osobę, która nie daje się zastraszyć.
Kolejne ataki
Kolejna próba miała miejsce dopiero w 1872 roku. Arthur O’Connor dostał się w pobliże pałacu z pistoletem. Twierdził później, że chciał wymusić uwolnienie irlandzkich więźniów, a nie zabić królową. Sama broń okazała się niesprawna.
Ostatni zamach nastąpił 2 marca 1882 roku przy stacji Windsor. Roderick Maclean strzelił do Wiktorii, lecz chybił. Został szybko obezwładniony, a później uznano go za niepoczytalnego.
Dlaczego Wiktoria przeżyła wszystkie ataki?
Nie było jednego powodu. Część zamachowców źle strzelała, część miała niesprawną broń, a w kilku przypadkach szybko reagowali świadkowie i służby.
Z czasem zmieniało się również podejście władz. Napastników coraz częściej przedstawiano jako ludzi działających samotnie, niestabilnych albo szukających rozgłosu, zamiast traktować każdy zamach jako dowód szerokiego spisku politycznego.
Duże znaczenie miała także postawa samej Wiktorii. Królowa po kolejnych atakach wracała do publicznych wystąpień, a dwór wykorzystywał to do budowania jej wizerunku jako monarchini odpornej na próby zastraszenia.
Przetrwała wszystkie zamachy nie dlatego, że chronił ją jeden doskonały system bezpieczeństwa. Zdecydowało połączenie przypadku, nieskuteczności napastników, wadliwej broni i szybkiej reakcji ludzi znajdujących się w pobliżu.