Bunt amerykańskich telefonistek. Miały dość niskich zarobków

Pierwsze rozmowy telefoniczne nie łączyły się same. W centralach siedzieli pracownicy, którzy ręcznie zestawiali połączenia między abonentami. W Stanach Zjednoczonych początkowo zatrudniano do tego chłopców, ale przedsiębiorstwa szybko zaczęły poszukiwać innego personelu. Kobiety przejęły znaczną część tej pracy, choć firmy wymagały od nich uprzejmości i dyscypliny, płacąc mniej niż mężczyznom.

Centrala telefoniczna na ilustracji w książce „De Electriciteit” z 1893 roku.Centrala telefoniczna na ilustracji w książce „De Electriciteit” z 1893 roku.
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons 3.0 | Autor oryginału nieznany; skan: Kreuger.

Początek zawodu miał męską obsadę

Kiedy rozwijała się telefonia, przedsiębiorcy korzystali z doświadczeń telegrafu. Chłopcy obsługujący wiadomości byli tanią i łatwo dostępną siłą roboczą. To im powierzano również pierwsze stanowiska przy centralach telefonicznych.

Szybko zaczęły napływać skargi. Abonenci narzekali na nieuprzejme odpowiedzi, żarty i lekceważący stosunek do rozmówców. Pracownik mógł sprawnie posługiwać się przewodami, ale dla klienta równie ważne było to, jak został obsłużony.

1 września 1878 roku do pracy w bostońskiej centrali przystąpiła Emma Nutt, wcześniej związana z telegrafem. Uznaje się ją za pierwszą zawodową telefonistkę. Tego samego dnia zatrudnienie rozpoczęła również jej siostra Stella.

Firmy uzasadniały zmianę personelu przekonaniem, że kobiety są spokojniejsze, cierpliwsze i mają przyjemniejszy głos. Takie oczekiwania pomagały im znaleźć zatrudnienie, lecz jednocześnie utrwalały stereotypy. Obsługa centrali nie była przecież wrodzoną umiejętnością, tylko zawodem wymagającym nauki.

Łączenie wymagało uwagi i wprawy

Gdy abonent zgłaszał chęć rozmowy, telefonistka ustalała, z kim należy go połączyć. Następnie odnajdywała właściwe gniazda na tablicy i zestawiała połączenie za pomocą przewodów. Musiała działać szybko i upewniać się, że rozmowa trafia pod odpowiedni numer.

Połączenia między odległymi miejscowościami bywały znacznie trudniejsze. Często uczestniczyły w nich pracownice kilku central, przekazując sobie zgłoszenie na kolejnych odcinkach sieci. Zanim rozmówcy mogli się usłyszeć, potrzebna była sprawna współpraca personelu.

W małych miejscowościach centrala mogła działać przy sklepie albo stacji. W dużych miastach urządzano obszerne sale z rzędami stanowisk. Pracownice siedziały blisko siebie, wykonując podobne czynności w rytmie kolejnych zgłoszeń.

Do tej pracy potrzebne były koncentracja, dobra pamięć i opanowanie. Niecierpliwy abonent potrafił utrudnić zadanie równie skutecznie jak awaria linii. Mimo to pracodawcy często przedstawiali fachową obsługę jako prosty skutek rzekomo naturalnej kobiecej uprzejmości.

Tania praca pod ścisłym nadzorem

Zatrudnianie telefonistek miało dla firm także wymiar ekonomiczny. Kobietom płacono mniej niż mężczyznom, a rozwój sieci wymagał coraz liczniejszej obsady. Niższe wynagrodzenia i oczekiwanie łagodnego sposobu rozmowy sprzyjały temu, że zawód stopniowo stawał się kobiecy.

Przedsiębiorstwa kontrolowały nie tylko tempo pracy. Narzucały zasady ubioru, sposób wypowiadania się i zachowania przy stanowisku. W niektórych centralach ograniczano nawet rozmowy między pracownicami, a wykonywanie obowiązków obserwowały przełożone.

Nie każda kobieta miała przy tym jednakowe szanse na zatrudnienie. Wiele amerykańskich firm preferowało młode, białe chrześcijanki. Bywało również, że odmawiano pracy kobietom zamężnym. Powstanie nowej drogi zarobkowania nie oznaczało zniesienia społecznych barier.

Mimo takich ograniczeń liczba telefonistek szybko rosła. W 1910 roku w Stanach Zjednoczonych pracowało ich około 88 tys., dziesięć lat później już około 178 tys. W 1930 roku było ich blisko 235 tys. Rozbudowa sieci telefonicznej przez wiele lat zwiększała zapotrzebowanie na ręczne łączenie rozmów.

Pracownice organizowały się wspólnie

Wraz z rozwojem zawodu pojawiły się próby wspólnej obrony interesów pracownic. W 1912 roku w Bostonie powstał związek telefonistek, a jedną z jego liderek była Julia O’Connor, która sama pracowała w centrali. Związkowczynie domagały się lepszych płac, godzin pracy i warunków nadzoru.

W kwietniu 1919 roku telefonistki w Nowej Anglii rozpoczęły strajk. System zależny od ich codziennej pracy zaczął działać z poważnymi zakłóceniami. Po pięciu dniach protest zakończył się poprawą warunków zatrudnienia.

Z czasem centrale zaczęły się automatyzować. Abonenci mogli coraz częściej sami wybierać numery, bez pomocy pracownicy przy tablicy.

Zmiana następowała jednak stopniowo, a ręczne zestawianie połączeń utrzymywało się w wielu miejscach jeszcze przez dziesięciolecia.

Przykładem był londyński Enfield, gdzie centrala automatyczna zastąpiła dawny system dopiero w październiku 1960 roku. Fragment starego wyposażenia trafił później do Science Museum. Muzeum zachowało również wspomnienia kobiet, które wcześniej łączyły tam rozmowy.

Wybrane dla Ciebie