Dwulatek wpadł do odwiertu. Ratownicy musieli przekopać górę

W styczniu 2019 roku dwuletni Julen Roselló wpadł do odwiertu o średnicy zaledwie 25 centymetrów i głębokości około 110 metrów. Ratownicy nie mogli zejść za chłopcem, dlatego postanowili wykonać drugi szyb i przebić się do niego przez skałę. W akcji prowadzonej w pobliżu hiszpańskiej miejscowości Totalán uczestniczyło ponad 300 osób. Przez trzynaście dni kraj śledził ich zmagania.

Ilustracja poglądowaIlustracja poglądowa
Źródło zdjęć: © Pexels - darmowy dostęp

Tragiczna niedziela

13 stycznia 2019 roku José Roselló i Victoria García przyjechali z dwuletnim synem na działkę należącą do Davida Serrano. Zamierzali spędzić niedzielę w gronie bliskich i zjeść wspólny obiad.

Posesja znajdowała się w okolicach miejscowości Totalán, niedaleko Málagi. Właściciel planował uprawę awokado, dlatego wcześniej zlecił wykonanie odwiertu w poszukiwaniu wody potrzebnej do nawadniania drzew.

W pewnej chwili Julen zszedł z krzesła i pobiegł w stronę płytkiego wykopu. Ojciec ruszył za nim, obawiając się, że chłopiec potknie się o kamienie.

Nie zdążył jednak go zatrzymać. Na końcu wykopu dziecko wpadło do wąskiego otworu i zniknęło pod ziemią. Zgłoszenie o wypadku dotarło do służb ratunkowych tuż przed godziną 14.

Odwiert był tak wąski, że dorosły człowiek nie mógł się do niego dostać. Ratownicy opuścili więc na dół robota wyposażonego w kamerę, aby sprawdzić, gdzie znajduje się chłopiec.

Na głębokości około 71 metrów urządzenie natrafiło jednak na zator ze zbitej ziemi. Przeszkoda uniemożliwiała dalsze opuszczanie kamery, przez co nie udało się zobaczyć Julena ani ustalić, w jakim był stanie.

Różne rozwiązania

W odwiercie znaleziono przedmioty, które Julen miał przy sobie, a badania pobranych próbek wykazały obecność jego DNA.

Początkowo ratownicy próbowali usunąć ziemię blokującą dostęp do głębszej części otworu. Prace postępowały jednak bardzo wolno, dlatego zaczęto szukać innego sposobu dotarcia do dziecka.

Rozważano kilka rozwiązań, w tym wydrążenie poziomego tunelu w zboczu oraz wykonanie dwóch dodatkowych szybów. Ostatecznie zdecydowano się wywiercić jeden, równoległy do istniejącego odwiertu. Z jego dna ratownicy mieli przebić się przez skałę do miejsca, w którym spodziewano się znaleźć chłopca.

Najpierw trzeba było przygotować teren dla ciężkich maszyn, a następnie rozpocząć wiercenie. Szybko okazało się, że prace będą znacznie trudniejsze, niż zakładano.

Wiertnica natrafiała na twarde warstwy skał, a w miejscach, gdzie grunt był mniej stabilny, istniało ryzyko osunięcia się ziemi. Ratownicy nie mieli też do dyspozycji szczegółowych badań geologicznych, które pozwoliłyby wcześniej przewidzieć takie przeszkody.

Kolejnym wyzwaniem było zabezpieczenie nowego szybu. Jego ściany należało wzmocnić rurami, zanim mogli zjechać do niego ludzie. Po zamontowaniu głównej obudowy konieczne było jeszcze dodanie odcinka osłaniającego miejsce, w którym górnicy mieli rozpocząć przekop. Dopiero po wykonaniu tych prac można było przystąpić do ostatniego etapu akcji.

Specjalna klatka

Do wydrążenia tunelu prowadzącego do Julena sprowadzono ośmiu ratowników górniczych z asturyjskiej spółki Hunosa. Przygotowany dla nich szyb miał około 60 metrów głębokości, licząc od poziomu stanowiska roboczego. Na dole czekało ich jeszcze wykucie kilkumetrowego przejścia, które miało połączyć oba otwory.

Pierwsza para górników zjechała pod ziemię 24 stycznia o godzinie 17.49. Ratowników opuszczano w specjalnie przygotowanej klatce. Pracowali na zmiany, spędzając na dole po około 40-60 minut. Korzystali zarówno z narzędzi ręcznych, jak i mechanicznych.

Skała okazała się jednak tak twarda, że miejscami trzeba było używać niewielkich, kontrolowanych ładunków wybuchowych.

Przebijanie się przez skałę wymagało dużej ostrożności. Górnicy pracowali w ciasnej przestrzeni, a przed każdym odstrzałem musieli zadbać o własne bezpieczeństwo. Prace prowadzono stopniowo, usuwając kolejne fragmenty skały i zbliżając się do odwiertu, w którym znajdował się chłopiec.

W operacji uczestniczyło ponad 300 osób, w tym strażacy, funkcjonariusze Guardia Civil, inżynierowie, górnicy i pracownicy firm budowlanych. W kierowaniu akcją brał udział m.in. inżynier Ángel García Vidal.

Na miejscu pojawiały się kolejne ekipy telewizyjne, także z zagranicy. Zainteresowanie było tak duże, że przedstawiciel rządu apelował do dziennikarzy, aby nie wywierali dodatkowej presji na ratowników.

Pomagali również mieszkańcy Totalán. Przygotowywali posiłki dla uczestników akcji, udostępniali pomieszczenia i wspierali rodzinę chłopca. Jeden z mieszkańców pozwolił zorganizować centrum dowodzenia na swojej posesji, a inny przyjął pod dach rodziców Julena.

José Roselló i Victoria García przez cały czas czekali w pobliżu miejsca, w którym pracowali ratownicy. Wcześniej przeżyli już śmierć starszego syna, Olivera, który zmarł wskutek choroby. Teraz oczekiwali na wiadomości o swoim drugim dziecku.

Finał akcji

26 stycznia 2019 roku o godzinie 1.25 ratownicy dotarli do Julena. Chłopiec nie żył. Jego ciało znajdowało się na głębokości około 71 metrów, pod warstwą ziemi blokującą odwiert.

Akcja trwała trzynaście dni, ale nie oznacza to, że dziecko żyło przez cały ten czas. Od chwili wypadku nie udało się nawiązać z nim kontaktu ani ustalić jego stanu.

Po zakończeniu poszukiwań rozpoczęto szczegółowe dochodzenie w sprawie okoliczności tragedii. Ustalono, że odwiert wykonano bez wymaganych zezwoleń.

Właściciel posesji i wykonawca prac przedstawiali odmienne relacje na temat jego zabezpieczenia. Nie zgadzali się co do tego, czym przykryto otwór i co później stało się z osłoną.

Rodzice Julena twierdzili, że nie wiedzieli o niebezpieczeństwie. Prokuratura uznała natomiast, że David Serrano nie zadbał o odpowiednie oznakowanie odwiertu i nie ostrzegł swoich gości przed zagrożeniem.

W pierwszą rocznicę tragedii José Roselló i Victoria García ponownie podziękowali ratownikom, wolontariuszom oraz mieszkańcom Totalán za pomoc i wsparcie, jakie otrzymali podczas poszukiwań syna.

21 stycznia 2020 roku Serrano przyznał się do spowodowania śmierci Julena wskutek rażącego niedbalstwa. Po zawarciu porozumienia sąd skazał go na rok pozbawienia wolności, zawieszając wykonanie kary pod określonymi warunkami.

Właściciel działki został również zobowiązany do zapłacenia rodzicom chłopca około 180 tys. euro odszkodowania. Ponadto zasądzono od niego ponad 663 tys. euro na rzecz władz Andaluzji jako zwrot kosztów akcji ratunkowej.

Wybrane dla Ciebie