Twarz z kostnicy
W Paryskiej kostnicy pod koniec XIX wieku wystawiano ciała osób, których nie udało się zidentyfikować. Liczono, że ktoś rozpozna zaginioną osobę i pomoże ustalić jej tożsamość.
Wśród anonimowych ofiar Sekwany miała znaleźć się młoda dziewczyna. Według najbardziej znanej wersji historii jej spokojne rysy zrobiły na jednym z patologów tak ogromne wrażenie, że postanowił zachować je na zawsze.
Sporządził gipsową maskę pośmiertną. Ciało nie nosiło śladów przemocy, dlatego przypuszczano, że mogło chodzić o samobójstwo.
Potencjał tej historii szybko dostrzegł warsztat rodziny Lorenzi. Michel Lorenzi starszy zaczął wykonywać gipsowe odlewy maski i sprzedawać je jako niezwykłą dekorację.
Maska zawisła na ścianach mieszkań artystów, pisarzy i kolekcjonerów. Tożsamość dziewczyny, której twarz utrwalała, pozostawała tajemnicą. Nie wiedziano, kim była ani jak naprawdę zginęła.
Z czasem pojawiły się kolejne teorie. Jedni twierdzili, że modelką była zaledwie 16-letnia topielica. Inni przekonywali, że odlew w ogóle nie przedstawia zmarłej, lecz córkę jednego z niemieckich producentów masek.
Żadnej z tych wersji nigdy nie potwierdzono.Im mniej było faktów, tym szybciej rosła legenda. Do dziś L'Atelier Lorenzi w Arcueil wykonuje odlewy z tej samej XIX-wiecznej formy, zachowując materialny ślad historii, której prawdziwego początku wciąż nie znamy.
Uśmiech bez imienia
Nieznajoma szybko opuściła pracownie rzeźbiarzy i wkroczyła do kultury. Już w 1899 roku Richard Le Gallienne uczynił jej maskę centralnym motywem powieści "The Worshipper of the Image". Później wracali do niej Louis Aragon, André Breton, Louis-Ferdinand Céline, René Magritte, Man Ray i Vladimir Nabokov.
Dla jednych była symbolem śmierci, dla innych kobiecości, piękna albo tajemnicy, której nie sposób wyjaśnić. Bardzo szybko zaczęto porównywać jej uśmiech do Mona Lisy Leonarda da Vinci. Obie twarze łączyło coś trudnego do uchwycenia: wyraz, który zdaje się skrywać sekret, choć nikt nie potrafi powiedzieć jaki.
Niemiecki badacz Ernst Benkard poświęcił Nieznajomej ważne miejsce w swojej pracy o maskach pośmiertnych. Pokazał, że nawet śmierć potrafi pozostawić po sobie obraz odbierany niemal jak dzieło sztuki.
Wpływ maski wykraczał jednak daleko poza literaturę i sztukę jak zauważali Al Alvarez oraz Hans Hesse, w pierwszych dekadach XX wieku rysy Nieznajomej stały się w Niemczech jednym z wzorców kobiecej urody. Moda ta przeminęła dopiero wtedy, gdy nowym ideałem stała się Greta Garbo.
Drugie życie
Najbardziej niezwykły rozdział tej historii rozpoczął się dopiero w latach 50-tych XX wieku. Norweski producent zabawek Åsmund Laerdal przeżył wtedy dramatyczne chwile. Jego kilkuletni syn Tor niemal utonął. Ojcu udało się go uratować dzięki reanimacji.
Właśnie wtedy narodził się pomysł, który zmienił sposób nauki pierwszej pomocy. Laerdal postanowił stworzyć manekin, na którym każdy mógłby uczyć się sztucznego oddychania i podstaw resuscytacji. Szukał twarzy, która nie będzie budzić lęku ani onieśmielać początkujących. Trafił wtedy na reprodukcję maski Nieznajomej z Sekwany.
Spokojny wyraz jej twarzy wydał mu się idealny. W 1960 roku firma Laerdal Medical AS wprowadziła na rynek fantom Resusci Anne. To właśnie oblicze Nieznajomej stało się jego najbardziej charakterystycznym elementem.
Od tamtej pory na tym manekinie uczyli się ratownicy, lekarze, strażacy, pielęgniarki, uczniowie i uczestnicy kursów pierwszej pomocy na całym świecie.
Najbardziej całowana
Według danych przytaczanych przez "British Medical Journal" na fantomach z twarzą Nieznajomej przeszkolono ponad 500 milionów osób. Szacuje się, że zdobyte dzięki nim umiejętności przyczyniły się do uratowania około 2,5 miliona ludzkich istnień.
To jeden z najbardziej niezwykłych paradoksów XX wieku. Nie znamy jej imienia, nie wiemy, jak naprawdę zginęła. Wiemy za to, że od dziesięcioleci pomaga ratować życie ludzi na całym świecie.
Najbardziej całowana twarz świata należąca do Nieznajomej z Sekwany paradoksalnie właśnie dzięki śmierci stała się symbolem życia.