Sensacja z West Endu
Caroline pojawiła się w Londynie trzynaście lat przed początkiem panowania królowej Wiktorii. Na brytyjskim tronie zasiadał Jerzy IV, a szybko rosnąca stolica przyciągała wszystko, co niezwykłe. Osoby bardzo wysokie, bardzo niskie czy z rzadkimi wadami wrodzonymi wystawiano na płatnych pokazach, a ciekawość publiczności mieszała się z zainteresowaniem lekarzy.
Według historii rozpowszechnianej podczas pokazów Caroline urodziła się pod Palermo 19 czerwca 1815 roku, dzień po bitwie pod Waterloo. Aktu urodzenia jednak nie odnaleziono. Z czasem pod znakiem zapytania stanęły też jej pochodzenie, nazwisko i wiek.
W ostatnich tygodniach życia Caroline pokazywano pod numerem 22 przy New Bond Street, jednej z eleganckich ulic londyńskiego West Endu. Na afiszach nazywano ją "Sicilian Fairy", czyli "Sycylijską Wróżką". Miała mieć dziewięć lat i osiem miesięcy, mierzyć około 48 cm i ważyć niespełna 2,3 kg.
Pokazy trwały od jedenastej rano do piątej po południu. Wstęp kosztował dwa szylingi i sześć pensów. Na tym cennik się nie kończył.
Dotyk za szylinga
Za dodatkowego szylinga widz mógł podejść do Caroline, dotknąć jej albo wziąć ją na ręce. Obcy ludzie oglądali jej dłonie i stopy, podnosili ją i mierzyli.
Autor rubryki "Sights of London" w "The Literary Gazette", utożsamiany z redaktorem pisma Williamem Jerdanem, wziął Caroline na ręce i zmierzył jej wzrost, stopę oraz palec wskazujący. Potem pocałował ją w policzek. Dziewczynka natychmiast starła pocałunek, a publicysta obrócił jej reakcję w żart o swoim szorstkim zaroście.
Kiedy wspominano lekarzy, którzy wcześniej ją badali, Caroline miała zaciskać pięść. To jedne z nielicznych zapisów jej własnych reakcji.
Wiek niepewny
Już wersja rozpowszechniana w Londynie nie składała się w całość. Dziecko urodzone 19 czerwca 1815 roku wiosną 1824 roku nie mogło mieć dziewięciu lat i ośmiu miesięcy.
W późniejszej notatce muzealnej zapisano, że "Crachami" było nazwiskiem przybranym, dziewczynka nie pochodziła z Sycylii, a jej ojciec służył jako trębacz w 12. pułku lansjerów. W innych przekazach przedstawiano go jako Louisa Emmanuela Crachamiego, Sycylijczyka związanego później z Dublinem. Tych sprzeczności nie da się dziś rozstrzygnąć.
Małpa i przesąd
Przypadkiem Caroline interesował się Sir Everard Home, wpływowy brytyjski chirurg, członek Royal Society, brytyjskiego towarzystwa naukowego, i lekarz związany z dworem.
Home powtarzał historię, według której matkę Caroline podczas ciąży miała przestraszyć i ugryźć małpa. Próbował łączyć to z wyglądem dziecka. W medycynie nadal funkcjonowało wtedy przekonanie, że silny lęk ciężarnej może odcisnąć fizyczne piętno na dziecku. Dziś wiadomo, że nie miało ono podstaw naukowych.
Doktor bez wykształcenia
Do Anglii Caroline przywiózł mężczyzna występujący jako doktor Gilligan. O jego wykształceniu wiadomo niewiele i nie udało się pewnie ustalić, czy rzeczywiście był lekarzem.
Miał przekonać rodzinę, że angielski klimat pomoże chorowitemu dziecku, a sporadyczne prezentowanie córki lekarzom pozwoli pokryć część kosztów podróży. W praktyce woził Caroline po kolejnych miastach. Pokazywano ją między innymi w Oksfordzie, Birmingham i Liverpoolu, aż ostatecznie trafiła do Londynu.
Pokaz przed królem
12 kwietnia 1824 roku Caroline przedstawiono Jerzemu IV w Carlton House, londyńskiej rezydencji monarchy. Everard Home pomagał doprowadzić do tego spotkania.
Home zapisał też kilka szczegółów jej zachowania. Caroline potrafiła chodzić, choć niepewnie, lubiła błyszczące przedmioty, stroje i muzykę, a życzliwe osoby szybko rozpoznawała.
Po angielsku mówiła niewiele. Gdy dostawała ciastko, miała powtarzać: "Good, good", a pokazując kolczyki: "Very pretty". Ponad 170 lat później te drobiazgi zaczęto odczytywać inaczej: Caroline mogła być znacznie młodszym dzieckiem.
Pokazy do końca
Na początku czerwca stan Caroline był już zły. Miała kaszel i wyraźnie słabła. Mimo to pokazów nie przerwano.
W relacji opublikowanej przez "The Times" podano, że w ostatnim dniu życia dziewczynkę obejrzało ponad 200 osób. Wieczorem gwałtownie osłabła i wkrótce zmarła.
Nie ma pełnej zgodności co do daty. Autorzy badania z 1998 roku wskazali 3 czerwca 1824 roku, natomiast w katalogu Royal College of Surgeons of England widnieje 4 czerwca. Podczas sekcji stwierdzono zmiany w płucach odpowiadające gruźlicy, uznawanej za prawdopodobną przyczynę śmierci. Nie ma podstaw, by twierdzić, że zabiły ją same pokazy. Wiadomo jednak, że ciężko chore dziecko wystawiano niemal do końca życia.
Rynek ludzkich ciał
Londyńskim szkołom medycznym brakowało legalnie dostępnych zwłok do nauki anatomii. Na cmentarzach działali więc tak zwani "resurrection men", którzy wykopywali świeże ciała i sprzedawali je anatomom. Dopiero Anatomy Act z 1832 roku rozszerzył legalny dostęp do ciał. Caroline zmarła osiem lat wcześniej.
Po jej śmierci Gilligan próbował znaleźć nabywcę zwłok. Joshua Brookes, londyński anatom prowadzący prywatną szkołę, twierdził, że Gilligan zaoferował mu ciało za 100 gwinei, czyli 105 funtów. Brookes odmówił.
W przekazach pojawia się także kwota 500 funtów, które ktoś miał oferować za ciało Caroline jeszcze za jej życia. Nie zachował się dokument potwierdzający taką propozycję i możliwe, że Gilligan ją wyolbrzymiał.
7 czerwca ciało znalazło się w londyńskim Kolegium Chirurgów, poprzedniku dzisiejszego Royal College of Surgeons of England. W księdze darów zapisano, że Sir Everard Home przyniósł je "w pudełku". Sekcję przeprowadzał William Clift, anatom i opiekun muzealnych zbiorów.
Przyjazd ojca
14 czerwca w urzędzie przy Marlborough Street pojawił się mężczyzna podający się za ojca Caroline. W prasie nazwano go Lewisem Fogle’em, w innych materiałach pojawiają się też nazwiska Fogell i Louis Emmanuel Crachami.
Przyjechał z Irlandii po wiadomości o śmierci dziecka i chciał zabrać ciało do rodziny. Matka Caroline miała pragnąć zobaczyć córkę przed pogrzebem.
Gilligana już nie zastał. W pokoju pozostały małe łóżko dziewczynki, jej rzeczy i ubranie przygotowane na wizytę u Jerzego IV. Ojciec zaczął więc szukać ciała po szkołach anatomii i szpitalach. "The Times" opisywał, że pokazywano mu nawet przechowywane tam zwłoki, aby mógł sprawdzić, czy wśród nich znajduje się Caroline.
Za późno
Poszukiwania doprowadziły go do Everarda Home’a. Chirurg początkowo sądził, że mężczyzna przyszedł w imieniu Gilligana po zapłatę za ciało. Dopiero po chwili zorientował się, że rozmawia z ojcem dziewczynki.
Home dał mu dokument pozwalający wejść do Kolegium Chirurgów i czek na dziesięć funtów. William Clift rozpoczął sekcję kilka dni wcześniej.
W relacji "The Timesa" opisano, że na widok szczątków Caroline ojciec rzucił się ku nim i długo nie chciał odejść.
Szczątki i pamiątki
W zbiorach pozostał nie tylko szkielet Caroline. Zachowano odlewy jej twarzy, ręki i stopy, a w XIX-wiecznych katalogach wymieniono także pończochy oraz pierścionek należący do dziewczynki. Szkielet ma około 50,5 cm wysokości.
Już w XIX wieku anatomowie zauważali, że jego rozwój trudno pogodzić z wiekiem podawanym podczas pokazów. Caroline miała wyłącznie zęby mleczne, duże ciemiączko nie było całkowicie zamknięte, a kostnienie części szkieletu pozostawało bardzo słabo zaawansowane.
Trzy lata, nie dziewięć
W 1998 roku Barry Berkovitz, Caroline Grigson i Christopher Dean zbadali uzębienie Caroline. Nie miała ani jednego wyrżniętego zęba stałego. Na podstawie rozwoju zębów oszacowali jej wiek na około trzy lata, z marginesem mniej więcej pół roku.
Nie znaleźli oznak opóźnienia rozwoju zębów, które tłumaczyłoby różnicę między trzylatką a niemal dziesięcioletnim dzieckiem. Uznali więc, że Caroline miała prawdopodobnie około trzech lat. Zasugerowali też finansowy powód zawyżania wieku: półmetrowa dziewięciolatka mogła robić na publiczności większe wrażenie niż równie mała trzylatka.
W 2002 roku Nathan Jeffery z University College London i Barry Berkovitz zbadali czaszkę za pomocą tomografii komputerowej. Część cech odpowiadała bardzo małemu dziecku, inne mieściły się w szerokim zakresie spotykanym u dzieci od dwóch do dziewięciu lat. Samą czaszką nie dało się więc rozstrzygnąć wieku Caroline z taką precyzją jak uzębieniem.
Diagnoza niepewna
Przez lata przypadek Caroline łączono z zespołem Seckela, rzadkim zaburzeniem genetycznym związanym z bardzo niskim wzrostem i małym obwodem głowy. Rozważano też inne postacie pierwotnej niskorosłości mikrocefalicznej.
Żadnej diagnozy nie można jednak potwierdzić. Caroline żyła ponad sto lat przed rozwojem współczesnej genetyki klinicznej i nie wykonano badań DNA. Royal College of Surgeons of England pozostawia przyczynę jej niskorosłości nierozstrzygniętą.
Po Caroline zostały szkielet, odlewy, ubrania, pierścionek, dokumentacja anatomów i portret namalowany już po jej śmierci. Znacznie mniej wiadomo o niej samej.
Najbardziej osobiste są drobiazgi: pocałunek, który starła z policzka, zaciśnięta pięść na wspomnienie lekarzy i kilka prostych słów dziecka, za którego dotknięcie obcy ludzie płacili dodatkowego szylinga.