Dom, który zabrano
Przyszła na świat w sierpniu 1928 roku w Wólce Złojeckiej. Chodziła do wiejskiej szkoły, dorastała blisko matki, Katarzyny, która pracowała na roli i sama zajmowała się córką.
Życie tej rodziny toczyło się w rytmie gospodarskich obowiązków, dopóki na Zamojszczyznę nie wkroczyli Niemcy z gotowym planem.
Od jesieni 1942 roku okupant przystąpił do wysiedleń i pacyfikacji całych wsi. Region miał zostać opróżniony pod niemieckie osadnictwo.
Na początku grudnia 1942 roku żołnierze wygnali mieszkańców Wólki Złojeckiej z domów. Czesławę i jej matkę przewieziono najpierw do obozu przejściowego w Zamościu.
Tam decydowano, kto dokąd trafi. Po selekcji obie kobiety wpisano na listę transportu do Auschwitz. 13 grudnia 1942 roku ruszył pierwszy taki pociąg, wiozący ponad 300 kobiet i dziewcząt. Katarzyna dostała numer 26946, jej córka numer 26947.
Obozowa fotografia
W obozie nikogo nie interesowało, że przywieziono dziecko. Czesławę ostrzyżono, przebrano w pasiak i wpisano do ewidencji jako więźniarkę polityczną, oznaczoną czerwonym trójkątem.
Zdjęcia rejestracyjne robił jej Wilhelm Brasse, więzień pracujący jako obozowy fotograf. Po latach opowiedział, co widział przed naciśnięciem migawki: jedna z nadzorczyń biła przerażoną dziewczynkę, żeby wymusić spokój i posłuszeństwo. Na jednej z fotografii wciąż widać rozciętą wargę.
Portret powstał według sztywnego schematu, tego samego dla wszystkich więźniów. Trzy ujęcia: profil, twarz na wprost, znów profil, tym razem w chustce na głowie. Miał służyć administracji, nie pamięci. Efekt okazał się odwrotny od zamierzonego.
Matka nie doczekała wiosny. Katarzyna Kwoka zmarła w Auschwitz 18 lutego 1943 roku, zostawiając córkę samą. Czesława przeżyła ją zaledwie o kilka tygodni.
Zabójstwo ukryte w papierach
Zginęła 12 marca 1943 roku. Okoliczności jej śmierci nie są w pełni udokumentowane, jednak badacze wskazują, że mogła paść ofiarą zastrzyku z fenolu.
Taka śmierć następowała niemal natychmiast. Była to metoda stosowana w Auschwitz wobec dzieci i młodych więźniów, między innymi wobec chłopców z zamojskich transportów, których wcześniej przeniesiono do obozowego szpitala.
Fenol wstrzykiwał tam sanitariusz Herbert Scherpe. W aktach zgonu zamiast prawdziwej przyczyny wpisywano chorobę, tak by dokumenty niczego nie zdradzały.
Skalę tych zbrodni odtworzono dopiero po wojnie, z relacji ocalałych. Świadkowie mówili o kilkudziesięciu polskich i żydowskich chłopcach zamordowanych w ten sam sposób, w większości pochodzących właśnie z Zamojszczyzny. Czesława była jedną z setek dzieci, które przeszły przez ten obóz i z niego nie wróciły.
Jej zdjęcie zaczęło żyć własnym życiem. Powielane w mediach i kulturze, urosło do rangi symbolu dziecięcych ofiar wojny. Za numerem 26947 stała konkretna dziewczynka z wiejskiej szkoły pod Zamościem.