Wizyty w więzieniu
Elizabeth pochodziła z zamożnej rodziny z Richmond, posiadającej niewolników. Sama sprzeciwiała się niewolnictwu, a podczas nauki w Filadelfii zetknęła się ze środowiskiem kwakrów, znanych z działalności przeciw tej instytucji.
Kiedy w 1861 roku Wirginia wystąpiła z Unii, Van Lew nie poparła secesji. Pozostała w Richmond, które stało się stolicą Konfederacji, choć politycznie opowiadała się po stronie Północy.
W miejscowym więzieniu Libby przetrzymywano wziętych do niewoli żołnierzy Unii. Elizabeth i jej matce pozwolono dostarczać im jedzenie, lekarstwa oraz książki.
Pomoc jeńcom budziła jednak oburzenie części mieszkańców, a lokalna prasa zarzucała kobietom sprzyjanie wrogowi.
Wizyty dawały Elizabeth możliwość bezpośrednich rozmów z więźniami. Żołnierze przekazywali jej informacje o liczebności i ruchach wojsk Konfederacji, które udało im się poznać.
Działalność pomocowa stała się w ten sposób jednocześnie źródłem wiadomości wojskowych.
Wiadomości ukryte w jajach
Pod koniec 1863 roku Van Lew zwróciła uwagę generała Unii Benjamina Butlera. Zaczęła regularnie przekazywać meldunki, a jej dotychczasowe znajomości stopniowo przekształciły się w rozbudowaną sieć wywiadowczą.
Współpracowali z nią zarówno czarni, jak i biali mieszkańcy Richmond. Wśród informatorów znaleźli się również ludzie zatrudnieni w konfederackich resortach wojny i marynarki, mający dostęp do cennych wiadomości.
Meldunki wysyłano dowódcom Północy, m.in. Ulyssesowi Grantowi.
Samo zdobycie informacji nie wystarczało, ponieważ trzeba było ją jeszcze ukryć i bezpiecznie przenieść przez linie przeciwnika. Zajmowali się tym kurierzy korzystający z dróg prowadzących poza miasto.
Siatka Van Lew sięgała po pomysłowe metody. Niewidoczne na pierwszy rzut oka pismo ujawniało się po użyciu mleka, a niewielkie kartki można było umieszczać w wydrążonych jajach.
Tak przygotowane meldunki przewożono w przesyłkach przypominających zwykłe zapasy żywności.
Poczta zamiast uznania sąsiadów
W 1865 roku wojna zakończyła się klęską Konfederacji, ale dla Van Lew nie oznaczało to końca kłopotów. Pozostała w Richmond, gdzie wielu mieszkańców pamiętało, że pomagała armii Północy.
Na działalność wywiadowczą i pomoc potrzebującym wydała znaczne sumy, co poważnie uszczupliło rodzinny majątek.
Nie mogła też liczyć na życzliwość części dawnych sąsiadów, którzy traktowali ją jak zdrajczynię.
Ulysses Grant nie zapomniał jednak o jej zasługach. Gdy został prezydentem, w 1869 roku powierzył Elizabeth kierowanie pocztą w Richmond. Sprawowała ten urząd do 1877 roku i nadal popierała prawa polityczne czarnych mieszkańców, czym narażała się na kolejne przejawy niechęci.
Pod koniec życia utrzymywała się również dzięki wsparciu przyjaciół z Północy. Zmarła w 1900 roku, znacznie uboższa niż przed wojną. Jej pogrzeb opłaciła rodzina oficera Unii, któremu przed laty pomogła, gdy przebywał w niewoli.